Jechali w ciszy rozkoszując się chwilą dopóki nie dojechali pod dom Jasona. Chłopak zwinnie zsiadł z motocykla i pomógł Rebekah. Weszli na ganek trzymając się za ręce.
-Poczekaj tutaj chwile, zaraz po ciebie wróce.-powiedział Jason zostawiając Rebekah przed drzwiami wejściowymi do swojego domu. Dziewczyna nie protestowała i została na miejscu. 16-latek chciał sprawdzić czy może ją bezpiecznie wprowadzić bez nieprzyjemności ze strony reszty ''wampierzej'' paczki. Zszedł do piwnicy gdzie Christian i Vincent zazwyczaj spali, ponieważ nie dochodziło tam światło słoneczne. Jason jako jedyny z całej trójki mógł wychodzić w czasie dnia. Zawdzięczał to swoim przodkom, po których odziedziczył ten Dar. Nie skończył jeszcze osiemnastu lat, po których objawiają się także inne talenty pełnokrwistych wampirów, ale póki co i tak umiał już dużo. Christian po swoich przodkach odziedziczył dwa Dary: potrafił czytać w myślach śmiertelników i za pomocą siły woli mógł przeistoczyć się w mgłę.
Jason nigdy nie myślał na poważnie jakie Dary chciałby posiadać, bo wiedział, że nie ma na to wpływu. Ale był też drugi powód...Od dziecka przeklinał to kim jest, a właściwie czym. Potworem żywiącym się ludzką krwią, czyimś życiem...Po tym jak zamordowano jego rodziców kiedy miał 6 lat przysiągł zemste, ale nie wiedział czy uda mu się dotrzymać tej przysięgi. Nie wiedział czy dałby rade tym istotom. Ponoć byli to zmiennokształtni. Musieli był niesamowicie potężni skoro udało im się zabić dwa wampiry obdarzone wyjątkowymi Darami naraz...
Rozmyślając o tym co powiedzieć kumplom Jason po cichu wszedł do piwnicy zamykając za sobą drzwi. W środku znajdowały się dwa wielkie hamaki powieszone na drewnianych słupkach potrzymujących sufit. Jeden hamak był czarny, a drugi w kolorze zgniłej zieleni. 16-latek udał się w stronę tego czarnego i szturchnął lekko w ramie śpiącego w nim Christiana.
-Ej stary, przyprowadziłem...-zaczął Jason.
-...żarcie?-przerwał mu chłopak siadając sztywno na posłaniu.
-Nie. Przyprowadziłem Rebekah, koleżankę z klasy. Jest na górze. Proszę was tylko byście siedzieli cicho, ok? To dla mnie ważne.-dokończył chłopak siląc się na rzeczowy ton. Christian spojrzał na niego podejrzliwie, a kiedy już uświadomił sobie, że chłopak mówi szczerze, iż przyprowadził koleżankę a nie przekąskę, którą nie chce się podzielić, skinął głową.
-Dzięki stary.-odetchnął z ulgą Jason.-A i pilnuj Vincenta, żeby nie zrobił nic głupiego!-dodał.
-Spoko.-odpowiedział niezbyt przekonująco mężczyzna i opadł z powrotem na hamak.
Jason wrócił na górę do Rebekah, wziął ją za rękę, uśmiechnął się i wprowadził do mieszkania. Dziewczyna z zaciekawieniem przyglądała się skromnemu wystrojowi wnętrza. Cieszyła się, że tu jest...z Jasonem. Chłopakiem, którego pragnęła. Kiedy przejrzała i dotknęła każdej rzeczy w tym mieszkaniu usiadła z Jasonem na kanapie i razem śmiali się i żartowali aż do momentu, w którym chłopak wyskoczył z nagłą propozycją:
-Chodź ze mną do lasu.
-Ciemno się robi....Może następnym razem, ok?-odpowiedziała Rebekah lekko zdenerwowana tym, że jest już naprawde późno, a ona nie zadzwoniła do rodziców i nie poinformowała ich, że wróci później...
-No chodź...Przecież będe z tobą, co się może stać?-nalegał chłopak, więc wkońcu się zgodziła i poszła za nim na świeże wieczorne powietrze.
Kiedy szli leśną dróżką, Jason nagle zasłonił jej oczy dłońmi. Dziewczyna roześmiała się i zapytala.
-Co robisz? Przewrócę się.
-Zaufaj mi.-szepnął jej do ucha w odpowiedzi. Westchęłą żartobliwie, ale posłuchała. Jason lekko popchnął ją do przodu więc ruszyła przed siebie. 16-latek starał się prowadzić Rebekah tak ,aby się nie potknęła i nie upadła. Po jakichś 20 minutach mowienia:,,Schyl się, w lewo, w prawo, podnieś nogę...'' wreszcie stanęli. Rebekah czuła chłodne powietrze przenikające jej cienką koszulę i muskające gładką skóre, powodując dreszcze. Słyszała ptasie śpiewy gdzieś w oddali i czuła zapach trawy.
-Otwórz oczy.-wyszeptał jej do ucha Jason i zabrał dłonie z jej twarzy.
Rebekah posłusznie otworzyła oczy i aż musiała z wrażenia zasłonić usta ręką, żeby nie krzyknąć. Stała na potężnej skarpie porośniętej trawą i mchem. Od przepaści dzieliły ją jakieś 2 metry, ale ona nie patrzyła w dół. Dech zaparł jej widok Londynu o zachodzie słońca z wysokości co najmniej 20 metrów. Neonowe światła sklepów tworzyły jedną wielką mozaike kolorów. Rebekah chciałaby tu siedzieć wiecznie. Zakochała się w tym widoku...
Jason stanął obok i przyglądał się jej z zachwytem. Nigdy wcześniej jej takiej nie widział. Promieniowała miłością i emocjami. Pragnął być zawsze przy niej i móc patrzeć na nią przez każdą chwile swojego wiecznego życia. Zazdrościł jej człowieczeństwa. Tego, że mogła żyć normalnymi problemami nastolatków, a nie ciągle walczyć z własną naturą. W tej chwili zapragnął ją przytulić. I tak też zrobił. Podszedł do niej i przytulił od tyłu starając się ogrzać jej chłodne dłonie.
-Tu jest pięknie.-powiedziała Rebekah wtulając się w ciepłe ciało Jasona i jedną ręką ocierając łzę, która ze wzruszenia popłynęła jej po policzku. Czuła się szczęśliwa i miała wrażenie, że Jason czuł to samo. Tylko, że on wiedział, że to szczęście może nie potrwać za długo. I właśnie wtedy coś wyskoczyło zza krzaków i ruszyło prosto na nich...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Przepraszam za tą przerwe w pisaniu, ale ostatnio mam naprawde mało czasu...Jeszcze raz zachęcam was do wzięcia udziału w ankiecie, którą znajdziecie po prawej stronie pod archiwum bloga, wtedy będe wiedziała o kim mam dalej pisać..;3 Dziekuję.<3
wtorek, 16 kwietnia 2013
niedziela, 7 kwietnia 2013
Spotkanie...
Rebekah schowała się w łazience na pierwszym piętrze i czekała aż wszyscy uczniowie i nauczyciele wejdą do klas. Trochę gryzło ją sumienie, że nie powiedziała nic Melanie. Pewnie będzie się o nią martwiła, ale ona naprawdę musiała się spotkać z Jasonem. Trochę ją ten liścik zaskoczył, ale było to miłe zaskoczenie. Przynajmniej będzie mogła się w końcu dowiedzieć o co mu chodziło...Miała taka nadzieję. Po dzwonku odczekała jeszcze 5 minut po czym po cichutku wyszła z łazienki i skierowała się w stronę głównych drzwi szkolnych. Zamarła przypominając sobie o woźnym, który zawsze pilnuje aby nikt nie wychodził ze szkoły bez dobrego argumentu. Nieco zrezygnowana zaczęła gorączkowo szukać innego pomysłu na wydostanie się z tej budy i wtedy jej spojrzenie przykuło okno po jej lewej stronie. Podniecona nowym rozwiązaniem podeszła do niego i starała się je otworzyć. Udało się. Uchyliła je lekko i wyczołgała się na drugą stronę. Upadła na miękką trawę po czym wstała, otrzepała się z ziemi i przymknęła okno na tyle, na ile się dało. Potruchtała na tyły szkoły gdzie czekał na nią Jason oparty o ścianę budynku. Wyglądał bosko...Miał na sobie ciemne jeansowe rurki z niższym krokiem, czarno-czerwoną koszulę w kratkę i czarne conversy. Jego włosy lekko powiewały na wietrze powodując u Rebekah różne niegrzeczne myśli typu: ''Jakby to było złapać go za te cudowne włosy, przyciągnąć do siebie i namiętnie pocałować?''. Od tych myśli zrobiła się cała czerwona i zaczęła się ukradkiem wachlować aby jej twarz wróciła do normalnych kolorów. Kiedy idąc w jego stronę podniosła głowę i na niego spojrzała, spostrzegła, że Jason się przygląda ze słabym uśmieszkiem, co tylko dodało mu więcej uroku. Odpowiedziała mu tym samym i pomachała do niego lekko.
-Dostałem twój list.- Jason po dłuższej chwili milczenia.
-Ja twój też.
16-latek uśmiechnął się do niej szerzej na co ona trochę się rozluźniła.
-Aż tak strasznie ci zależy, żeby się dowiedzieć dlaczego tak ''dziwnie'' się na ciebie patrze?
-Na pewno byłoby mi miło jakbyś zaspokoił moja ciekawość.-odpowiedziała mu dziewczyna.
-No to w takim razie chodź ze mną.-wziął ją za rękę i poprowadził w stronę motocykla zostawionego na chodniku.
-CO?! Na tym?! Nie wsiądę na to!-przerażona starała się wyrwać rękę z uścisku chłopaka. Jason nagle jednym ruchem ręki przyciągnął ją do siebie tak, że wpadła na niego i patrząc jej prosto w oczy zapytał.
-Ufasz mi?
Rebekah oparła się o niego bo bała się, że z nadmiaru różnych emocji zaraz padnie. Jego twarz była kilka centymetrów od jej twarzy. Na tyle blisko, że mogłaby go pocałować, zaraz jednak porzuciła te myśl. Nie chciała być jeszcze bardziej czerwona...
-Jak mam ci ufać, skoro nie potrafisz mi udzielić odpowiedzi nawet na jedno proste pytanie? Jesteś dla mnie zagadką. Nie potrafię cię rozgryźć. Chciałabym cię lepiej poznać, ale zachowujesz się tak jakbyś nie chciał, żeby ktokolwiek to zrobił. Jeśli masz jakiś problem to powiedz. Może będę mogła ci pomóc. I wtedy moglibyśmy...-nie udało jej się dokończyć bo Jason zamknął jej usta pocałunkiem. Była tak zszokowana, że na początku nie wiedziała co zrobić, ale po chwili ogarnęła się i odwzajemniła pocałunek. Miał takie miękkie usta...Smakowały miętą...Pocałunki z słodkich i niewinnych przerodziły się w mocne i namiętne. Jeszcze bardziej przylgnęli do siebie.
Jason wplótł palce w jej loki i rozkoszował się jej smakiem...Nie mógł się powstrzymać kiedy miał ją tak blisko siebie i nie żałował tego. Teraz już wiedział, że ona też coś do niego czuje.
Po jakichś 20 minutach odsunęli się od siebie niechętnie. Ciężko oddychali bo w czasie pocałunków nie chcieli przerywać i łapali tylko płytkie oddechy. Patrzyli sobie w oczy.
-Ufasz mi?-powtórzył pytanie Jason.
Rebekah w odpowiedzi skinęła głową i widząc jego szczere spojrzenie dała się poprowadzić i z pomocą Jasona wsiadła na motocykl. Założył jej kask bo on go nie potrzebował i wsiadł na pojazd. Poczuł jak drobne ręce wsuwają się na jego tors i ściskają lekko, ale z przekonaniem. Uśmiechnięty zapalił silnik i piskiem opon ruszył w stronę swojego domu zostawiając za sobą tylko chmurę kurzu...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Haha.;33 Zaszalałam dzisiaj.;pp Mam nadzieję, że się spodoba.;)) Obok macie ankietę;3 zachęcam was do wzięcia w niej udziału, bo wtedy będę wiedziała o czym mam dalej pisać.;33
-Dostałem twój list.- Jason po dłuższej chwili milczenia.
-Ja twój też.
16-latek uśmiechnął się do niej szerzej na co ona trochę się rozluźniła.
-Aż tak strasznie ci zależy, żeby się dowiedzieć dlaczego tak ''dziwnie'' się na ciebie patrze?
-Na pewno byłoby mi miło jakbyś zaspokoił moja ciekawość.-odpowiedziała mu dziewczyna.
-No to w takim razie chodź ze mną.-wziął ją za rękę i poprowadził w stronę motocykla zostawionego na chodniku.
-CO?! Na tym?! Nie wsiądę na to!-przerażona starała się wyrwać rękę z uścisku chłopaka. Jason nagle jednym ruchem ręki przyciągnął ją do siebie tak, że wpadła na niego i patrząc jej prosto w oczy zapytał.
-Ufasz mi?
Rebekah oparła się o niego bo bała się, że z nadmiaru różnych emocji zaraz padnie. Jego twarz była kilka centymetrów od jej twarzy. Na tyle blisko, że mogłaby go pocałować, zaraz jednak porzuciła te myśl. Nie chciała być jeszcze bardziej czerwona...
-Jak mam ci ufać, skoro nie potrafisz mi udzielić odpowiedzi nawet na jedno proste pytanie? Jesteś dla mnie zagadką. Nie potrafię cię rozgryźć. Chciałabym cię lepiej poznać, ale zachowujesz się tak jakbyś nie chciał, żeby ktokolwiek to zrobił. Jeśli masz jakiś problem to powiedz. Może będę mogła ci pomóc. I wtedy moglibyśmy...-nie udało jej się dokończyć bo Jason zamknął jej usta pocałunkiem. Była tak zszokowana, że na początku nie wiedziała co zrobić, ale po chwili ogarnęła się i odwzajemniła pocałunek. Miał takie miękkie usta...Smakowały miętą...Pocałunki z słodkich i niewinnych przerodziły się w mocne i namiętne. Jeszcze bardziej przylgnęli do siebie.
Jason wplótł palce w jej loki i rozkoszował się jej smakiem...Nie mógł się powstrzymać kiedy miał ją tak blisko siebie i nie żałował tego. Teraz już wiedział, że ona też coś do niego czuje.
Po jakichś 20 minutach odsunęli się od siebie niechętnie. Ciężko oddychali bo w czasie pocałunków nie chcieli przerywać i łapali tylko płytkie oddechy. Patrzyli sobie w oczy.
-Ufasz mi?-powtórzył pytanie Jason.
Rebekah w odpowiedzi skinęła głową i widząc jego szczere spojrzenie dała się poprowadzić i z pomocą Jasona wsiadła na motocykl. Założył jej kask bo on go nie potrzebował i wsiadł na pojazd. Poczuł jak drobne ręce wsuwają się na jego tors i ściskają lekko, ale z przekonaniem. Uśmiechnięty zapalił silnik i piskiem opon ruszył w stronę swojego domu zostawiając za sobą tylko chmurę kurzu...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Haha.;33 Zaszalałam dzisiaj.;pp Mam nadzieję, że się spodoba.;)) Obok macie ankietę;3 zachęcam was do wzięcia w niej udziału, bo wtedy będę wiedziała o czym mam dalej pisać.;33
Obserwacja...
Jason leżał rozciągnięty na kanapie, z zamkniętymi oczami. Przez okno wpadło światło i oświetliło gładką skórę policzka chłopaka. Otworzył oczy i przekręcił głowę by spojrzeć na mały zegarek stojący na szklanej ławie. Była 6:30. Za godzinę zaczynały się lekcje. Nie mogąc już dłużej wytrzymać wstał, zabrał torbę z fotela i wyszedł z domu cicho zamykając drzwi. Nie chciał obudzić kolegów w ciągu dnia. Żwawym krokiem ruszył w stronę swojego motocykla. Wcisnął torbę z książkami do bagażnika, z którego wyciągnął kask i wsiadł na pojazd. Wcisnął gaz i sekundę później już go nie było. Jechał do niej...Pragnął zobaczyć ją jak najszybciej.
Widząc delikatny zarys domu, w którym mieszkała Rebekah zjechał do lasu i zostawił tam motor. Dalej pieszo kierował się ku drzewom, które rosły najbliżej posiadłości.
Znalazł okazałą brzozę i wskoczył na gałąź wiszącą 3 metry nad ziemią lekko odbijając się od ziemi. Usiadł sobie wygodnie i skierował wzrok w stronę okna z fioletowymi żaluzjami, w którym ujrzał ją...Stała przy łóżku w spodniach i czarnym koronkowym staniku wybierając koszulkę pasującą do reszty stroju. Wpatrywał się w jej sylwetkę i nie mógł oderwać wzroku. Miała takie cudowne ciało...Nagle w głowie zawirował mu obraz jak przyciska ją do ściany całując ją w szyję. Ona cicho jęczy z rozkoszy...I wtedy on wgryza jej się w tętnice i chłepce jej krew.
Otrząsnął się z tego szybko i aż zabolało go w piersi na samą myśl, że mógłby ją skrzywdzić. Siedział tak patrząc jak 16-latka pakuję książki do torby i jak czesze włosy. Zapragnął ich dotknąć, wsunąć palce w jej ciemne loki. Rozkoszować się ich miękkością i wiedzieć że ich właścicielka należy do niego. Ale przed nim jeszcze długa droga...Zdawał sobie sprawę z tego, że na nią nie zasługuje. Powinien sobie odpuścić, żeby mogła żyć normalnym życiem i niczego się nie bać. Żeby mogła spełniać swoje marzenia i cieszyć się życiem. Ale nie potrafił....On też chciałby żyć normalnie, a bez niej mu się to nie uda, więc będzie o nią walczył choćby to miało zaważyć na jego przyjaźni z resztą ''wampirzej'' paczki.
*Rebekah...
Dziewczyna zbiegła ze schodów gotowa do wyjścia po drodze pukając w drzwi do pokoju brata. W odpowiedzi usłyszała, że zaraz będzie gotowy. Weszła do kuchni, w której siedziała jej mama i babcia. Przywitała się z nimi uprzejmie i wzięła sobie naleśnika z dżemem z kuchennego blatu. Wyglądało na to, że reszta już była po śniadaniu. Po chwili Brian wpadł do kuchni i widząc jak jego siostra zajada się apetycznym naleśnikiem rzucił się na nią i zaczął krzyczeć, żeby wszystkiego nie zeżarła. Poprzepychali się chwile nawzajem się wyzywając:
-Ty żarłoku zaraz wszystko wszamiesz!! Zostaw coś dla mnie!
-Sam jesteś żarłokiem tłuściochu jeden! Nic tylko byś jadł! Jak chcesz mieć więcej dla siebie do wstawaj wcześniej, a nie leżysz dopóki ktoś po ciebie nie przyjdzie i cię z wyra nie wyciągnie!!
-Nie marudź ty...-nagle ich ''cudowną'' wymianę zdań przerwał dźwięk klaksonu. Spojrzeli na siebie i w tym samym momencie rzucili się do drzwi nadal przeżuwając resztki śniadania. Wyskoczyli z domu jak z jakiejś katapulty i wskoczyli do auta, którym przyjechała po nich ich ruda przyjaciółka Melanie. Patrzyła na nich dziwnie się uśmiechając, ale dla Briana każdy jej uśmiech był piękny. Melanie wcisnęła gaz i ruszyła w kierunku szkoły. Rebekah trochę się denerwowała. Nie wiedziała co ma zrobić jak spotka Jasona. Co jeśli uzna ją za jakąś stukniętą wariatkę i wyśmieje na oczach wszystkich? A może on wcale tego nie przeczytał tylko od razu podarł i wyrzucił do kosza bo pomyślał, że nie warto? -STOP!-zganiła się w myślach Rebekah. -Ogarnij się! Co się stanie, to się stanie...
Po 15 minutach wjechali na zatłoczony szkolny parking. Pomachała Brianowi środkowym palcem na co on szczerze się do niej uśmiechnął. Zbiło ją to trochę z tropu, ale nie pokazała tego po sobie i poszła razem z przyjaciółką w stronę szkoły. W szkole skierowała się do swojej szafki, żeby włożyć książki. Otwierała drzwiczki od szafki kiedy nagle jakiś świstek papieru zleciał jej na dłoń. Złapała go i rozejrzała się dookoła szukając kogoś kto mógł jej to podrzucić. W końcu się poddała i postanowiła rozłożyć karteczkę i zobaczyć co tam jest napisane. Powoli ją rozkładała i w końcu przeczytała:
,,Nie idź dzisiaj do szkoły. Spotkajmy się za szkołą o 8:00. Chcesz pogadać to pogadajmy.'' Jason.
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Naprawdę was przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale nie miałam jak...;c Mam nadzieję, że ciągle jesteście ze mną i dalej będziecie mnie wspierać swoimi komentarzami.;)
Widząc delikatny zarys domu, w którym mieszkała Rebekah zjechał do lasu i zostawił tam motor. Dalej pieszo kierował się ku drzewom, które rosły najbliżej posiadłości.
Znalazł okazałą brzozę i wskoczył na gałąź wiszącą 3 metry nad ziemią lekko odbijając się od ziemi. Usiadł sobie wygodnie i skierował wzrok w stronę okna z fioletowymi żaluzjami, w którym ujrzał ją...Stała przy łóżku w spodniach i czarnym koronkowym staniku wybierając koszulkę pasującą do reszty stroju. Wpatrywał się w jej sylwetkę i nie mógł oderwać wzroku. Miała takie cudowne ciało...Nagle w głowie zawirował mu obraz jak przyciska ją do ściany całując ją w szyję. Ona cicho jęczy z rozkoszy...I wtedy on wgryza jej się w tętnice i chłepce jej krew.
Otrząsnął się z tego szybko i aż zabolało go w piersi na samą myśl, że mógłby ją skrzywdzić. Siedział tak patrząc jak 16-latka pakuję książki do torby i jak czesze włosy. Zapragnął ich dotknąć, wsunąć palce w jej ciemne loki. Rozkoszować się ich miękkością i wiedzieć że ich właścicielka należy do niego. Ale przed nim jeszcze długa droga...Zdawał sobie sprawę z tego, że na nią nie zasługuje. Powinien sobie odpuścić, żeby mogła żyć normalnym życiem i niczego się nie bać. Żeby mogła spełniać swoje marzenia i cieszyć się życiem. Ale nie potrafił....On też chciałby żyć normalnie, a bez niej mu się to nie uda, więc będzie o nią walczył choćby to miało zaważyć na jego przyjaźni z resztą ''wampirzej'' paczki.
*Rebekah...
Dziewczyna zbiegła ze schodów gotowa do wyjścia po drodze pukając w drzwi do pokoju brata. W odpowiedzi usłyszała, że zaraz będzie gotowy. Weszła do kuchni, w której siedziała jej mama i babcia. Przywitała się z nimi uprzejmie i wzięła sobie naleśnika z dżemem z kuchennego blatu. Wyglądało na to, że reszta już była po śniadaniu. Po chwili Brian wpadł do kuchni i widząc jak jego siostra zajada się apetycznym naleśnikiem rzucił się na nią i zaczął krzyczeć, żeby wszystkiego nie zeżarła. Poprzepychali się chwile nawzajem się wyzywając:
-Ty żarłoku zaraz wszystko wszamiesz!! Zostaw coś dla mnie!
-Sam jesteś żarłokiem tłuściochu jeden! Nic tylko byś jadł! Jak chcesz mieć więcej dla siebie do wstawaj wcześniej, a nie leżysz dopóki ktoś po ciebie nie przyjdzie i cię z wyra nie wyciągnie!!
-Nie marudź ty...-nagle ich ''cudowną'' wymianę zdań przerwał dźwięk klaksonu. Spojrzeli na siebie i w tym samym momencie rzucili się do drzwi nadal przeżuwając resztki śniadania. Wyskoczyli z domu jak z jakiejś katapulty i wskoczyli do auta, którym przyjechała po nich ich ruda przyjaciółka Melanie. Patrzyła na nich dziwnie się uśmiechając, ale dla Briana każdy jej uśmiech był piękny. Melanie wcisnęła gaz i ruszyła w kierunku szkoły. Rebekah trochę się denerwowała. Nie wiedziała co ma zrobić jak spotka Jasona. Co jeśli uzna ją za jakąś stukniętą wariatkę i wyśmieje na oczach wszystkich? A może on wcale tego nie przeczytał tylko od razu podarł i wyrzucił do kosza bo pomyślał, że nie warto? -STOP!-zganiła się w myślach Rebekah. -Ogarnij się! Co się stanie, to się stanie...
Po 15 minutach wjechali na zatłoczony szkolny parking. Pomachała Brianowi środkowym palcem na co on szczerze się do niej uśmiechnął. Zbiło ją to trochę z tropu, ale nie pokazała tego po sobie i poszła razem z przyjaciółką w stronę szkoły. W szkole skierowała się do swojej szafki, żeby włożyć książki. Otwierała drzwiczki od szafki kiedy nagle jakiś świstek papieru zleciał jej na dłoń. Złapała go i rozejrzała się dookoła szukając kogoś kto mógł jej to podrzucić. W końcu się poddała i postanowiła rozłożyć karteczkę i zobaczyć co tam jest napisane. Powoli ją rozkładała i w końcu przeczytała:
,,Nie idź dzisiaj do szkoły. Spotkajmy się za szkołą o 8:00. Chcesz pogadać to pogadajmy.'' Jason.
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Naprawdę was przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale nie miałam jak...;c Mam nadzieję, że ciągle jesteście ze mną i dalej będziecie mnie wspierać swoimi komentarzami.;)
piątek, 22 marca 2013
Polowanie...
Jason wraz ze swoimi kumplami biegł przez las, żeby dotrzeć do miasteczka po drugiej stronie. Poruszali się tak szybko, że ludzkie oko nie było wstanie niczego dostrzec. Byli jak wiatr. Zespoleni z powietrzem. Chłodne powietrze wkradało im się pod kurtki i bluzy, ale oni niczego nie czuli.
Spostrzegli zarys miasteczka 200 metrów od lasu i zwolnili do marszu. Nawet się nie zasapali. To była jedna z ich licznych cech, ale mieli też swoje gorsze strony. Istniały dwa gatunki wampirów: pełnokrwiści-czyli tacy, którzy przyszli na świat jako istoty nocy; oraz półkrwi-czyli ludzie przemienieni w wampiry.
Jason i Christian byli pełnokrwistymi wampirami, więc aby przetrwać musieli pić ludzką krew. Vincent był półkrwi, także żywił się ludzką krwią, ale mógł też jeść normalne jedzenie. Kiedy został przemieniony stracił nad sobą kontrole i stał się ''kubą rozpruwaczem''. Zabijał każdego napotkanego człowieka. Pewnej nocy chłopaki natknęli sie na niego i wzięli go pod swoje skrzydła. Pomogli mu wrócić do narmalności...A przynajmniej na tyle by próbował się kontrolować (był wampirem...jak tu mozna byc normalnym.?). Do tej pory jest dość agresywny i nie umie do końca nad sobą zapanować kiedy widzi, albo czuje krew, ale po jego zachowaniu widać jak bardzo sie stara...
Wyszli z lasu i ruszyli główną drogą w poszukiwaniu pożywienia. Po paru minutach dostrzegli w zaułku grupke facetów palących trawkę. Jason spojrzał na kolegów i podniósł pytająco brwi.
-Lepszego towaru możemy nie znaleźć...-powiedział Christian wzruszając ramionami i idąc w stronę mężczyzn. Chłopaki poszli za nim mrucząc pod nosem, że będą na haju jak wypiją ich krew, ale 19-latek nie zwracał na nich uwagi.
Facet w dresach, wyglądający na jakieś 26 lat zobaczył jak się zbliżają i szturchnął kolegów, uśmiechając się do nich przebiegle. Nie wiedział, że podchodzą do niego trzy głodne wampiry, chcące wyssać z nich krew.
-Co tam dzieciaczki? Zgubiliście mamusie?-zawołał do nich. Grupka huliganów zachichitała groźnie.
Vincent uśmichnął się pod nosem i powiedział do swoich towarzyszy.
-Ten jest mój.-po czym podszedł do niego złapał go za szyję i przycisnął do ściany. Reszta mężczyzn patrzyła na niego w osłupieniu, kiedy ten pochylił się nad kolegą i wbił kły w jego szyję. Nieźzauważyli jak Christian i Jason do nich podeszli. Każdy z nich złapał jednego za kark i przyciągnął do siebie wysuwając długie kły. Wgryźli się w tętnice i z rozkosznym pomrukiwaniem najedli się do syta. Pozostałych gości ogłuszyli i udali się z powrotem do domu, ponieważ słońce zaczęło już powoli wschodzić.
W domu Jason poszedł pod prysznic żeby zmyć z siebie smród trawki i zapach krwi. Czuł sie troche otumaniony, ale i tak nie mógł przestać myśleć o liście, który wysłała mu Rebekah...Musiał z nią dzisiaj porozmawiać, tylko, że przy niej czuł się jak potwór. Bał się, że dowie się kim, a wlaściwie czym jest i go znienawidzi, że odrzuci i będzie patrzyła na niego z odrazą...Nie przeżyłby tego. Czuł sie przy niej jakby był zwykłym człowiekiem. Dlatego te osiem godzin w szkole były dla niego rajem, bo mógł się na nią patrzeć i słuchać jej pięknego głosu...
Owinął się ręcznikiem w pasie i podszedł do lustra. Zobaczył w nich normalnego chłopaka, a potem wyobraził sobie zapach krwi i po chwili patrzył już na przerażającą bestie z tęczówkami w kolorze krwistej czerwieni, cienkimi purpurowymi żyłami pod oczami i długimi kłami wbijającymi się w dolna wargę...Poczuł jak po jego podbrudku spływa strużka ciepłego płynu. Szybko wytarł ją, odetchnął głęboko i w lustrze znowu był chłopak przypominający wyglądem normalnego nastolatka. Przygnębiony wyszedł trzaskając drzwiami i poszedł się ubrać. Założył na siebie jeansowe luźne rurki, szarą koszulkę z długimi rękawami odsłaniającą jego kości obojczykowe i czarne conversy. Jak na wampira miał dobry gust. Rozciągnął się na kanapie i odliczał minuty do spotkania z Rebekah...
Spostrzegli zarys miasteczka 200 metrów od lasu i zwolnili do marszu. Nawet się nie zasapali. To była jedna z ich licznych cech, ale mieli też swoje gorsze strony. Istniały dwa gatunki wampirów: pełnokrwiści-czyli tacy, którzy przyszli na świat jako istoty nocy; oraz półkrwi-czyli ludzie przemienieni w wampiry.
Jason i Christian byli pełnokrwistymi wampirami, więc aby przetrwać musieli pić ludzką krew. Vincent był półkrwi, także żywił się ludzką krwią, ale mógł też jeść normalne jedzenie. Kiedy został przemieniony stracił nad sobą kontrole i stał się ''kubą rozpruwaczem''. Zabijał każdego napotkanego człowieka. Pewnej nocy chłopaki natknęli sie na niego i wzięli go pod swoje skrzydła. Pomogli mu wrócić do narmalności...A przynajmniej na tyle by próbował się kontrolować (był wampirem...jak tu mozna byc normalnym.?). Do tej pory jest dość agresywny i nie umie do końca nad sobą zapanować kiedy widzi, albo czuje krew, ale po jego zachowaniu widać jak bardzo sie stara...
Wyszli z lasu i ruszyli główną drogą w poszukiwaniu pożywienia. Po paru minutach dostrzegli w zaułku grupke facetów palących trawkę. Jason spojrzał na kolegów i podniósł pytająco brwi.
-Lepszego towaru możemy nie znaleźć...-powiedział Christian wzruszając ramionami i idąc w stronę mężczyzn. Chłopaki poszli za nim mrucząc pod nosem, że będą na haju jak wypiją ich krew, ale 19-latek nie zwracał na nich uwagi.
Facet w dresach, wyglądający na jakieś 26 lat zobaczył jak się zbliżają i szturchnął kolegów, uśmiechając się do nich przebiegle. Nie wiedział, że podchodzą do niego trzy głodne wampiry, chcące wyssać z nich krew.
-Co tam dzieciaczki? Zgubiliście mamusie?-zawołał do nich. Grupka huliganów zachichitała groźnie.
Vincent uśmichnął się pod nosem i powiedział do swoich towarzyszy.
-Ten jest mój.-po czym podszedł do niego złapał go za szyję i przycisnął do ściany. Reszta mężczyzn patrzyła na niego w osłupieniu, kiedy ten pochylił się nad kolegą i wbił kły w jego szyję. Nieźzauważyli jak Christian i Jason do nich podeszli. Każdy z nich złapał jednego za kark i przyciągnął do siebie wysuwając długie kły. Wgryźli się w tętnice i z rozkosznym pomrukiwaniem najedli się do syta. Pozostałych gości ogłuszyli i udali się z powrotem do domu, ponieważ słońce zaczęło już powoli wschodzić.
W domu Jason poszedł pod prysznic żeby zmyć z siebie smród trawki i zapach krwi. Czuł sie troche otumaniony, ale i tak nie mógł przestać myśleć o liście, który wysłała mu Rebekah...Musiał z nią dzisiaj porozmawiać, tylko, że przy niej czuł się jak potwór. Bał się, że dowie się kim, a wlaściwie czym jest i go znienawidzi, że odrzuci i będzie patrzyła na niego z odrazą...Nie przeżyłby tego. Czuł sie przy niej jakby był zwykłym człowiekiem. Dlatego te osiem godzin w szkole były dla niego rajem, bo mógł się na nią patrzeć i słuchać jej pięknego głosu...
Owinął się ręcznikiem w pasie i podszedł do lustra. Zobaczył w nich normalnego chłopaka, a potem wyobraził sobie zapach krwi i po chwili patrzył już na przerażającą bestie z tęczówkami w kolorze krwistej czerwieni, cienkimi purpurowymi żyłami pod oczami i długimi kłami wbijającymi się w dolna wargę...Poczuł jak po jego podbrudku spływa strużka ciepłego płynu. Szybko wytarł ją, odetchnął głęboko i w lustrze znowu był chłopak przypominający wyglądem normalnego nastolatka. Przygnębiony wyszedł trzaskając drzwiami i poszedł się ubrać. Założył na siebie jeansowe luźne rurki, szarą koszulkę z długimi rękawami odsłaniającą jego kości obojczykowe i czarne conversy. Jak na wampira miał dobry gust. Rozciągnął się na kanapie i odliczał minuty do spotkania z Rebekah...
czwartek, 21 marca 2013
Jason...
*Tego samego dnia u Jasona...
Jason po zakończeniu lekcji ruszył w stronę wyjścia ewakuacyjnego, które znajdowało się na tyłach szkoły. Schodząc po schodach minął pare ładnych dziewczyn, które rzucały mu uwodzicielskie spojrzenia i uśmieszki. Nie zwrócił na nie uwagi mimo, że wiedział iż wystarzczy tylko jedno jego spojrzenie i juz zrobiłyby wszystko o co by je poprosił. Nie znosił tego...Nigdy nie udało mu się znaleźć odpowiedniej dziewczyny. Aż do teraz...Ta Rabekah...Nie mógł przestać wracać myślami do jej cudownych oczu, do tego jak pachniała świeżymi brzoskwiniami...Chciałby z nią pogadać i nie bać się, że straci nad sobą kontrolę i odstraszy ją.
Uśmiechnął się pod nosem na myśl o tym jak dociekliwie wypytywała go dlaczego się na nią patrzy. Właściwie to sam nie wiedział dlaczego...Od kiedy na początku roku weszła do sali, poczuł coś, ale nie wiedział co to takiego...Wyglądała tak niewinnie, a jednocześnie tak pewnie.
Otworzył drzwi i wypadł na chłodne powietrze, rozglądając się czy nikt za nim nie idzie. Podszedł do szkolnego magazynu i rozsunął wielkie drzwi. Obejrzał się jeszcze raz i wszedł do środka.
-Tu jesteś mój mały przyjacielu...-wymruczał, podchodząc do czegoś co było przykryte ciemno-zieloną płachtą. Złapał za róg materiału i ściągnął go jednym pociągnięciem. Jego oczom ukazał się motocykl firmy Yamaha. Cały czarny z ciemno-czerwonymi refleksami. Wyprowadził pojazd na zewnątrz, zamknął drzwi i schował torbe do bagażnika. Wsiadł na potężną maszynę, odpalił silnik i ruszył z podjazdu z piskiem opon zostawiając za sobą normalne ludzkie życie...
Jechał na pełnym gazie rozkoszując się wiatrem uderzającym go w twarz. Kiedy po 20 minutach jazdy ujrzał prawie niezauważalną dróżke prowadzącą do głebi ciemnego lasu, zwolnił i skręcił. Sunął po miękkiej i ubitej glebie jak deska serfera po wodzie. Dojechał na wzgórze, gdzie znajdował się jego dom. Marmurowy pietrowy domek wyglądający jakby ukrywał jakąś takemnice...Co poniekąd bylo prawdą.
Podjechał do małego podjazdu i zsiadając z motocykla wyłączył silnik. Otworzył bagażnik zabierając torbe po czym ruszył w stronę drzwi wejściowych. Wszedł do zimnego pomieszczenia oświetlonego ponurym światełkiem pochodzącym od lampy, ktora stała przy dużej kanapie.
-Hej, wróciłem! Jest tu kto?!-zawołał. Z ciemnego pomieszczenia na samym końcu pokoju, które było wejściem do składzika wynurzyła się młoda postać o bardzo bladej twarzy. Był to Vincent, jeden z jego paczki. Przyglądał mu się badawczo bez słowa kiedy usłyszeli odgłos kroków i do salonu wszedł jeszcze jeden chłopak. Był starszy od nich o jakieś dwa lata i nazywał się Christian.
-Hej, masz coś do przegryźnienia?-zapytał z mrugając do niego jednym okiem.
-Sory chlopaki, ale dzisiaj nie będzie żarcia. Mam dzisiaj inne rzeczy do roboty. Poza tym zbliża się zmierzch więc będziecie mogli sami wyjść i coś sobie upolować.-odpowiedział Jason i opadl ciężko na kanape.
-W porządku.-odpowiedzieli jednocześnie Vincent i Christian.
Rozmawiali dopóki słońce nie zaszło, a potem chłopaki wyszli zostawiając 16-latka samego.
Chłopak westchnął i zaczął wyciagać książki z torby w poszukiwaniu sluchawek, kiedy coś nagle wypadło z niej na podłoge. Była to koperta z jego imieniem. Wziął ją do ręki, otworzył i zaczął czytać...
Jasonie, chciałam o tym z tobą normalnie porozmawiać ale nie potrafię...dlatego postanowiłam ci to napisać.
Nie mogę cie rozgryźć, jesteś dla mnie zagadką. Nie wiem co mam myśleć kiedy tak mi się przyglądasz...Dziwnie się wtedy czuję i naprawde chciałabym żebyś mi powiedział dlaczego tak robisz.
I jeszcze wczorajsza sytuacja w szkole...Nie rozumiem cię, ale może dałbyś mi szanse, żebym mogła spróbować? Możemy pogadać jeśli chcesz...tak na osobności i wytłumaczyc sobie wszystko. Jak coś to tu masz mój numer: 667896342. Napisz albo zadzwoń jak się zdecydujesz.
Rebekah.
Jason patrzył na kartkę w osłupieniu. Ona mu to podrzuciła? Ale kiedy? Dlaczego tego nie zauważył? Spojrzał na zegar przy kominku i zrezygnowany pokręcil głową. Disiaj już było za późno na spotkanie. Zapisał sobie jej numer w komórce i dalej jeszcze w szoku wyszedł coś upolować...
Sorki że nie pisałam dlugo, ale ostatnio mam mało czasu...Dzisiaj macie trochę dłuższą notkę.;) Liczę na wasze komentarze i dziękuję, że mnie wspieracie.;>
Jason po zakończeniu lekcji ruszył w stronę wyjścia ewakuacyjnego, które znajdowało się na tyłach szkoły. Schodząc po schodach minął pare ładnych dziewczyn, które rzucały mu uwodzicielskie spojrzenia i uśmieszki. Nie zwrócił na nie uwagi mimo, że wiedział iż wystarzczy tylko jedno jego spojrzenie i juz zrobiłyby wszystko o co by je poprosił. Nie znosił tego...Nigdy nie udało mu się znaleźć odpowiedniej dziewczyny. Aż do teraz...Ta Rabekah...Nie mógł przestać wracać myślami do jej cudownych oczu, do tego jak pachniała świeżymi brzoskwiniami...Chciałby z nią pogadać i nie bać się, że straci nad sobą kontrolę i odstraszy ją.
Uśmiechnął się pod nosem na myśl o tym jak dociekliwie wypytywała go dlaczego się na nią patrzy. Właściwie to sam nie wiedział dlaczego...Od kiedy na początku roku weszła do sali, poczuł coś, ale nie wiedział co to takiego...Wyglądała tak niewinnie, a jednocześnie tak pewnie.
Otworzył drzwi i wypadł na chłodne powietrze, rozglądając się czy nikt za nim nie idzie. Podszedł do szkolnego magazynu i rozsunął wielkie drzwi. Obejrzał się jeszcze raz i wszedł do środka.
-Tu jesteś mój mały przyjacielu...-wymruczał, podchodząc do czegoś co było przykryte ciemno-zieloną płachtą. Złapał za róg materiału i ściągnął go jednym pociągnięciem. Jego oczom ukazał się motocykl firmy Yamaha. Cały czarny z ciemno-czerwonymi refleksami. Wyprowadził pojazd na zewnątrz, zamknął drzwi i schował torbe do bagażnika. Wsiadł na potężną maszynę, odpalił silnik i ruszył z podjazdu z piskiem opon zostawiając za sobą normalne ludzkie życie...
Jechał na pełnym gazie rozkoszując się wiatrem uderzającym go w twarz. Kiedy po 20 minutach jazdy ujrzał prawie niezauważalną dróżke prowadzącą do głebi ciemnego lasu, zwolnił i skręcił. Sunął po miękkiej i ubitej glebie jak deska serfera po wodzie. Dojechał na wzgórze, gdzie znajdował się jego dom. Marmurowy pietrowy domek wyglądający jakby ukrywał jakąś takemnice...Co poniekąd bylo prawdą.
Podjechał do małego podjazdu i zsiadając z motocykla wyłączył silnik. Otworzył bagażnik zabierając torbe po czym ruszył w stronę drzwi wejściowych. Wszedł do zimnego pomieszczenia oświetlonego ponurym światełkiem pochodzącym od lampy, ktora stała przy dużej kanapie.
-Hej, wróciłem! Jest tu kto?!-zawołał. Z ciemnego pomieszczenia na samym końcu pokoju, które było wejściem do składzika wynurzyła się młoda postać o bardzo bladej twarzy. Był to Vincent, jeden z jego paczki. Przyglądał mu się badawczo bez słowa kiedy usłyszeli odgłos kroków i do salonu wszedł jeszcze jeden chłopak. Był starszy od nich o jakieś dwa lata i nazywał się Christian.
-Hej, masz coś do przegryźnienia?-zapytał z mrugając do niego jednym okiem.
-Sory chlopaki, ale dzisiaj nie będzie żarcia. Mam dzisiaj inne rzeczy do roboty. Poza tym zbliża się zmierzch więc będziecie mogli sami wyjść i coś sobie upolować.-odpowiedział Jason i opadl ciężko na kanape.
-W porządku.-odpowiedzieli jednocześnie Vincent i Christian.
Rozmawiali dopóki słońce nie zaszło, a potem chłopaki wyszli zostawiając 16-latka samego.
Chłopak westchnął i zaczął wyciagać książki z torby w poszukiwaniu sluchawek, kiedy coś nagle wypadło z niej na podłoge. Była to koperta z jego imieniem. Wziął ją do ręki, otworzył i zaczął czytać...
Jasonie, chciałam o tym z tobą normalnie porozmawiać ale nie potrafię...dlatego postanowiłam ci to napisać.
Nie mogę cie rozgryźć, jesteś dla mnie zagadką. Nie wiem co mam myśleć kiedy tak mi się przyglądasz...Dziwnie się wtedy czuję i naprawde chciałabym żebyś mi powiedział dlaczego tak robisz.
I jeszcze wczorajsza sytuacja w szkole...Nie rozumiem cię, ale może dałbyś mi szanse, żebym mogła spróbować? Możemy pogadać jeśli chcesz...tak na osobności i wytłumaczyc sobie wszystko. Jak coś to tu masz mój numer: 667896342. Napisz albo zadzwoń jak się zdecydujesz.
Rebekah.
Jason patrzył na kartkę w osłupieniu. Ona mu to podrzuciła? Ale kiedy? Dlaczego tego nie zauważył? Spojrzał na zegar przy kominku i zrezygnowany pokręcil głową. Disiaj już było za późno na spotkanie. Zapisał sobie jej numer w komórce i dalej jeszcze w szoku wyszedł coś upolować...
Sorki że nie pisałam dlugo, ale ostatnio mam mało czasu...Dzisiaj macie trochę dłuższą notkę.;) Liczę na wasze komentarze i dziękuję, że mnie wspieracie.;>
wtorek, 12 marca 2013
List...
Dzień zaczał się jak zawsze poranną walką z budzikiem, marudzeniem i próbą zakrycia worków pod oczami. Po porannej toalecie Rebekah usiadła przy oknie i wyciągnęła mały notesik, który był jej osobistym pamiętnikiem i napisała.
Drogi pamiętniczku.
Nie wiem co mam robić...Chodzi o tego chłopaka, Jasona. On...dziwnie się zachowuje. Nie wiem co o tym myśleć. Nie umiem tego nazwać. Zawsze kiedy na niego spojrze to już wręcz gapie się na niego, bo nie moge oderwać od niego wzroku. Pewnie ma mnie za jakieś dziwadło, albo jeszcze gorzej...Chciałabym móc powiedzieć, że mnie to nie obchodzi, ale nie mogę...Miękną mi kolana kiedy z nim rozmawiam, a kiedy patrze mu w oczy, mam wrażenie jakbym tonęła. Nigdy jeszcze nie widziałam nikogo z takimi oczami...Czemu nie moge z nim normalnie porozmawiać? On też mi nie pomaga! Sprawia tylko, że mam coraz więcej pytań i nie moge się na niczym skupić. A może on się tylko ze mną bawi? Bo jeśli tak, to gwarantuje, że mnie popamięta.
R.
16-latke ogarnął gniew. Czuła się bezradna, ponieważ wiedziała, że nie ma z nim szans na normalną rozmowe. Po chwili jednak dziewczyna wpadła na świetny pomysł...Skoro nie może mu powiedzieć w czym rzecz to mu to napisze. Wstała i podeszła do biurka po czym wyjęła z szafki kartkę i zaczęła pisać...
*W szkole...
Kiedy skończyła się trzecia lekcja Rebekah poczekała aż wszyscy razem z Jasonem opuszczą salę. Wyciągnęła z plecaka koperte z imieniem chłopaka, włożyła mu do torby i wyszła z klasy.
Jason przez reszte lekcji nie sprawiał wrażenia jakby coś zauważył na co westchnęła z ulgą, bo wolała, żeby 16-latek przeczytał ten liścik kiedy jej przy nim nie będzie...
Udało się, zadzwonił ostatni dzwonek i dziewczyna razem ze swoją przyjaciółką Melodie poszły na szkolny parking poczekać na Briana. Dziewczyny plotkowały siedząc w samochodzie kiedy po 15 minutach wreszcie się zjawił..
-Gdzie byłeś? Czekamy na ciebie już 15 minut.-zapytała z wyrzutem Rebekah, patrząc na niego groźnie.
-Sorki, facet od w-fu mnie zatrzymał.-odpowiedział przepraszająco.
-A co chciał?-spytała dziewczyna z nagłym zaciekawiemniem.
-E tam, jakieś bzdury mi gadał o tym, że nadawałbym się do drużyny lekko-atletycznej...Nudaaa.-przewrócił oczami i wcisnął się na tylne siedzenie.
Melodie odrwóciła się do niego z siedzenia kierowcy i powiedziała.
-Mógłyś spróbować. Przydałby się ktoś na biegi.
-Czy ja wiem...Może.-burknął bez przekonania Brian i spojrzał na dziewczyne. Uśmiechała się do niego zachęcająco i dopiero teraz zauważył, jaka jest ładna. Miała rude, ale bardzo ładne proste włosy, które sięgały jej do połowy pleców. Zielone oczy ze złocistymi refleksami wokół źrenic, troche piegów na nosie i policzkach, ale w porównaniu do innych dziewczyn, które do tej pory spotkał, pasowały jej. Posłał jej ciepły uśmiech, na co ona trochę się zarumieniła i odwróciła się z powrotem do kierownicy. Chwile później byli już w drodze do domu.
Kiedy byli już na miejscu, pomachali Melodie na pożegnanie i weszli do domu. W salonie zastali rodziców i babcię oglądających wiadomości. Przywitali się i wyciągnęli sobie z lodówki coś do jedzenia.
Rebekah wybrała surówkę i poszła na górę do pokoju. Zamknęła za sobą drzwi, rzuciła torbe na krzesło, wzięła laptopa i usadowiła się na łóżku opierając się o sterte poduszek.
Obiecała Tomowi, że przynajmniej raz w tygodniu do niego dzwoni na skype. Wybrała jego numer i już po pierwszym sygnałe usłyszała wesoły głos swojego najlepszego przyjaciela.
-HEJ TYGRYSIE!!!! Co tam u ciebie słychać? Jak tam w szkole? Są fajni faceci? Poznałaś już kogoś? Mam nadzieje, że nie zastąpiłaś mnie jakimś lalusiem spod biedronki!- dopytywał się Tom.
-Hahaha, spokojnie głąbie! Daj mi coś powiedzieć.-odpowiedziała mu żartobliwie Rebekah.
16-latek roześmiał się i kazał jej opowiadać.
-No więc, w szkole jest fajnie, ale oczywiście nudno bez ciebie. Poznałam taką dziewczynę, ma na imię Melodie i się zakumplowałyśmy. I jest taki jeden chłopak...Jason, ale jeszcze sama nie wiem co o nim myśleć.
-No to fajnie, cieszę się,że już się zadomowiłaś.-powiedział Tom szczerze, ale Rebekah usłyszała w jego głosie smutek. Uśmiechnęła się do niego podnosząc go na duchu i zapytała.
- A jak tam z Davidem? Gadałeś z nim?
Chłopak nagle podskoczył na krześle i zasypał ją odpowiedziami.
-Tak! Tak, gadałem z nim. Wiesz...Właściwie to jesteśmy parą. Okazało się,że on też woli chłopców, i że też miał mnie na oku! Nieźle nie? A ja się tak bałem....
Rebekah przez chwile patrzyła na niego zszokowana nie mogąc uwierzuć jak się sprawy odwróciły.
-No widzisz. Wcale nie potrzebowałeś mojej pomocy. Uwierzyłeś w siebie i ci się udało.-powiedziała powstrzymując łzy szczęścia.
-Kocham cię wariacie, pamiętaj o tym.-dodała uśmiechając się do niego.
-Ja ciebie też, tygrysie.-odpowiedział jej czule Tom.
Rozmawiali tak jeszcze troche wspominając stare czasy i wymieniając się plotkami. Po godzinie pożegnała się z przyjacielem, odłożyła laptopa i poszła się przewietrzyć...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Wzięło mnie dzisiaj i napisałam wam tą notkę.;33 Czekam na wasze opinie w komentarzach.;)
Drogi pamiętniczku.
Nie wiem co mam robić...Chodzi o tego chłopaka, Jasona. On...dziwnie się zachowuje. Nie wiem co o tym myśleć. Nie umiem tego nazwać. Zawsze kiedy na niego spojrze to już wręcz gapie się na niego, bo nie moge oderwać od niego wzroku. Pewnie ma mnie za jakieś dziwadło, albo jeszcze gorzej...Chciałabym móc powiedzieć, że mnie to nie obchodzi, ale nie mogę...Miękną mi kolana kiedy z nim rozmawiam, a kiedy patrze mu w oczy, mam wrażenie jakbym tonęła. Nigdy jeszcze nie widziałam nikogo z takimi oczami...Czemu nie moge z nim normalnie porozmawiać? On też mi nie pomaga! Sprawia tylko, że mam coraz więcej pytań i nie moge się na niczym skupić. A może on się tylko ze mną bawi? Bo jeśli tak, to gwarantuje, że mnie popamięta.
R.
16-latke ogarnął gniew. Czuła się bezradna, ponieważ wiedziała, że nie ma z nim szans na normalną rozmowe. Po chwili jednak dziewczyna wpadła na świetny pomysł...Skoro nie może mu powiedzieć w czym rzecz to mu to napisze. Wstała i podeszła do biurka po czym wyjęła z szafki kartkę i zaczęła pisać...
*W szkole...
Kiedy skończyła się trzecia lekcja Rebekah poczekała aż wszyscy razem z Jasonem opuszczą salę. Wyciągnęła z plecaka koperte z imieniem chłopaka, włożyła mu do torby i wyszła z klasy.
Jason przez reszte lekcji nie sprawiał wrażenia jakby coś zauważył na co westchnęła z ulgą, bo wolała, żeby 16-latek przeczytał ten liścik kiedy jej przy nim nie będzie...
Udało się, zadzwonił ostatni dzwonek i dziewczyna razem ze swoją przyjaciółką Melodie poszły na szkolny parking poczekać na Briana. Dziewczyny plotkowały siedząc w samochodzie kiedy po 15 minutach wreszcie się zjawił..
-Gdzie byłeś? Czekamy na ciebie już 15 minut.-zapytała z wyrzutem Rebekah, patrząc na niego groźnie.
-Sorki, facet od w-fu mnie zatrzymał.-odpowiedział przepraszająco.
-A co chciał?-spytała dziewczyna z nagłym zaciekawiemniem.
-E tam, jakieś bzdury mi gadał o tym, że nadawałbym się do drużyny lekko-atletycznej...Nudaaa.-przewrócił oczami i wcisnął się na tylne siedzenie.
Melodie odrwóciła się do niego z siedzenia kierowcy i powiedziała.
-Mógłyś spróbować. Przydałby się ktoś na biegi.
-Czy ja wiem...Może.-burknął bez przekonania Brian i spojrzał na dziewczyne. Uśmiechała się do niego zachęcająco i dopiero teraz zauważył, jaka jest ładna. Miała rude, ale bardzo ładne proste włosy, które sięgały jej do połowy pleców. Zielone oczy ze złocistymi refleksami wokół źrenic, troche piegów na nosie i policzkach, ale w porównaniu do innych dziewczyn, które do tej pory spotkał, pasowały jej. Posłał jej ciepły uśmiech, na co ona trochę się zarumieniła i odwróciła się z powrotem do kierownicy. Chwile później byli już w drodze do domu.
Kiedy byli już na miejscu, pomachali Melodie na pożegnanie i weszli do domu. W salonie zastali rodziców i babcię oglądających wiadomości. Przywitali się i wyciągnęli sobie z lodówki coś do jedzenia.
Rebekah wybrała surówkę i poszła na górę do pokoju. Zamknęła za sobą drzwi, rzuciła torbe na krzesło, wzięła laptopa i usadowiła się na łóżku opierając się o sterte poduszek.
Obiecała Tomowi, że przynajmniej raz w tygodniu do niego dzwoni na skype. Wybrała jego numer i już po pierwszym sygnałe usłyszała wesoły głos swojego najlepszego przyjaciela.
-HEJ TYGRYSIE!!!! Co tam u ciebie słychać? Jak tam w szkole? Są fajni faceci? Poznałaś już kogoś? Mam nadzieje, że nie zastąpiłaś mnie jakimś lalusiem spod biedronki!- dopytywał się Tom.
-Hahaha, spokojnie głąbie! Daj mi coś powiedzieć.-odpowiedziała mu żartobliwie Rebekah.
16-latek roześmiał się i kazał jej opowiadać.
-No więc, w szkole jest fajnie, ale oczywiście nudno bez ciebie. Poznałam taką dziewczynę, ma na imię Melodie i się zakumplowałyśmy. I jest taki jeden chłopak...Jason, ale jeszcze sama nie wiem co o nim myśleć.
-No to fajnie, cieszę się,że już się zadomowiłaś.-powiedział Tom szczerze, ale Rebekah usłyszała w jego głosie smutek. Uśmiechnęła się do niego podnosząc go na duchu i zapytała.
- A jak tam z Davidem? Gadałeś z nim?
Chłopak nagle podskoczył na krześle i zasypał ją odpowiedziami.
-Tak! Tak, gadałem z nim. Wiesz...Właściwie to jesteśmy parą. Okazało się,że on też woli chłopców, i że też miał mnie na oku! Nieźle nie? A ja się tak bałem....
Rebekah przez chwile patrzyła na niego zszokowana nie mogąc uwierzuć jak się sprawy odwróciły.
-No widzisz. Wcale nie potrzebowałeś mojej pomocy. Uwierzyłeś w siebie i ci się udało.-powiedziała powstrzymując łzy szczęścia.
-Kocham cię wariacie, pamiętaj o tym.-dodała uśmiechając się do niego.
-Ja ciebie też, tygrysie.-odpowiedział jej czule Tom.
Rozmawiali tak jeszcze troche wspominając stare czasy i wymieniając się plotkami. Po godzinie pożegnała się z przyjacielem, odłożyła laptopa i poszła się przewietrzyć...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Wzięło mnie dzisiaj i napisałam wam tą notkę.;33 Czekam na wasze opinie w komentarzach.;)
poniedziałek, 11 marca 2013
Może wkrótce...
*Następnego dnia rano...
Rebekah słysząc denerwujący dżwięk swojego budzika, przeczołgała się przez łóżko i wyłączyla urządzenie waląc w nie pięścią. Melodie poprzedniego dnia zaproponowała, że może podwieźć rodzeństwo do szkoły na co Rebekah chętnie się zgodziła. Mimo, że mogła dziś pospać pół godziny dłużej i tak wyglądała jak hipis po całonocnej imprezie...Wzięła szybki prysznic, umyła twarz i zęby po czym nałożyła lekki makijaż. Włosy zaplotła w luźnego kłosa pozwalając by kosmyki włosów opadały jej na twarz. Włożyła czarne rurki, jeansową koszulę z ćwiekami na ramionach i swoje purpurowe conversy. Wychodząc z pokoju krzyknęła po brata, żeby łaskawie zwlókł swój tyłek na dół i poszła do kuchni. Kończyła właśnie muesli kiedy usłyszała klakson. Podbiegła do okna i pomachała koleżance, która siedziała w czarnym mercedesie bez dachu i jeszcze raz krzyknęła do brata.
-Brian, pospiesz się lalusiu bo Melodie juz czeka!
Usłyszała jak 17-latek zbiega po schodach i po chwili był już przy niej ubrany w szare luźne rurki i niebieską bluzę z kapturem wciąganą przez głowę. Spojrzała na niego przelotnie unosząc brew i uśmiechnęła się pokrzepiająco.
-Nie martw się stary, dzisiaj po prostu postaraj się być nieco bardziej towarzyski. - wczoraj opowiedział jej jak mu minał pierwszy dzień. Mówił, że pare dziewczyn do niego zagadało czym przysporzył sobie wściekłych spojrzeń od chłopaków z klasy. Szybko je spławiał bo nie były w jego typie i dlatego mało kto z nim wczoraj rozmawiał. Jednym słowem mówiąc: nie był to jego najlepszy dzień...
-Spoko siostra, dam rade. Chodźmy.-odpowiedział i popchnął ją lekko w stronę drzwi. Wyszli i ruszyli w stronę czrnego wozu stojącego tuż przed domem.
-Niezła fura...-powiedział Brian i zagwizdał z uznaniem.
-Brian jestem.-dodał szybko.
-Dzięki, miło cię poznać. Jestem Melodie.- odpowiedziała mu wesoło ruda dziewczyna.- Wskakujcie!- dodała. Rebekah usiadła z przodu na miejscu pasażera a jej brat usadowił się na tylnym siedzeniu.
-No to jazda!- powiedziała dziewczyna po czym ruszyła przed siebie z piskiem opon.
Jechali tak przez całą drogę śmiejąc się i śpiewając piosenki, które leciały z radia. Rebekah ukradkiem zerknęłą na brata i aż nie mogła powstrzymać uśmiechu. Po raz pierwszy od śmierci swojej dziewczyny Brian szczerze się śmiał. Dawno nie widziała go tak wesołego...Cieszyła się, że 17-latek narszcie postanowił wrócić do życia a nie stale żyć przeszłością.
Pare minut później byli już na szkolnym parkingu. Dziewczyny pomachały Brianowi i ruszyły w stronę klasy.
Ich pierwszą lekcją była historia.Weszły do klasy i poszły do swoich ławek. Tajemniczy chłopak już tam był i siedział w tej samej pozycji co wczoraj, ale teraz wygłądał jakby spał. Usiadła i wyciągneła książki. Starała się nie patrzyć na chłopaka i skupić na zajęciach. Postanowiła sobie, że zatrzyma go na przerwie i zapyta o wczoraj.
Kiedy zadzwonił dzwonek Rebekah poczekała aż wszyscy wyjdą i kiedy chłopak obok niej wstał, złapała go za rękaw i dwróciła do siebie. Teraz pierwszy raz mogła mu się przyjrzeć z bliska. Był po prostu tak nieziemsko przystojny, że kiedy tak patrzył na nią tymi ciemnymi dużymi oczami, poczuła, że miękną jej nogi...
-Coś się stało?-zapytał wyrywając ją z osłupienia.
-Nie. To znaczy tak. Tak, stało się!-jąkała się jak dziecko nagle nie wiedząc co powiedzieć.
-Słucham?- chłopak usiadł na ławce, złożył ręce na klatce piersiowej i czekał.
-No więc...chciałabym wiedzieć dlaczego wczoraj tak na mnie dziwnie patrzyłeś.-powiedziała trochę speszona.
-Jak dziwnie?-zapytał wyraźnie rozbawiony sytuacją.
-No nie wiem. Dziwnie. I chciałabym wiedzieć dlaczego.
Chłopak westchnął i po chwili niezręcznej ciszy wstał i podszedł do niej, pochylając się nad nią.
-Ładnie pachniesz...-zamruczał.
Rebekah stała oszołomiona jego ruchem.
-Nawet nie wiesz jak się nazywam, a już zadajesz mi dziwne pytania.-powiedział odsuwając się i wracając do normalnego tonu.
-Ja...przepraszam, ale po prostu chciałam wiedzieć.-odpowiedziała nieco zakłopotana.
-W porządku. Nic się nie stało. Jestem Jason jak coś.-podał jej ręke.
-Rebekah.-uścisnęła jego dłoń i stwierdziła, że jest bardzo zimna jak na wrzesień.
Jason uśmichnął się do niej lekko puszczając jej ręke i ruszył do wyjścia.
-Hej, to powiesz mi dlaczego tak się patrzyłeś, czy nie?!-zawołała za nim. On przystanął, odwrócił się do niej i powiedział znowu tym zmysłowym głosem.
-Może wkrótce...
Przez reszte lekcji już się do siebie nie odezwali. Po zajęciach Melodie poszła z Rebekah po Briana i razem wrócili do domu.
Po obiedzie 16-latka wzięła się za odrabianie lekcji, bo nie chchiała od razu na początku szkoły załapać złych ocen. Zamiast kolacji zjadła tylko jabłko i poszła zafundować sobie gorącą kąpiel.
Leżała w wannie wypełnionej ciepłą wodą i olejkami relaksującymi. W całej łazience unosił się cudowny i uspokajający zapach brzoskwiń. Przyłapała się, że prawie usnęła otumaniona ciepłem wody. Wyszła z wanny opatulając się ręcznikiem i poszła do pokoju przebrać się w piżame, na którą zarzuciła fioletowy szlafrok. Wzięła książkę i usiadła przy oknie. Chciała chwile poczytać przed snem, ale jej myśli wciąż krążyły wokół Jasona. Nie mogła zapomnieć tego jak się nad nią pochylił, jak pachniał świeżą cytryną i jak do niej mówił. Zrezygnowana odłożyła książkę, zdjęła szlafrok i położyła się do łóżka. Włożyła słuchawki i wsłuchiwała się w rytmy Fireflight dopóki nie usnęła.
Ciąg dalszy nastąpi...;)
No, obietnica spełniona!.;3 Mam nadzieje, że się podoba.;) Proszę o komentarze.;)
Rebekah słysząc denerwujący dżwięk swojego budzika, przeczołgała się przez łóżko i wyłączyla urządzenie waląc w nie pięścią. Melodie poprzedniego dnia zaproponowała, że może podwieźć rodzeństwo do szkoły na co Rebekah chętnie się zgodziła. Mimo, że mogła dziś pospać pół godziny dłużej i tak wyglądała jak hipis po całonocnej imprezie...Wzięła szybki prysznic, umyła twarz i zęby po czym nałożyła lekki makijaż. Włosy zaplotła w luźnego kłosa pozwalając by kosmyki włosów opadały jej na twarz. Włożyła czarne rurki, jeansową koszulę z ćwiekami na ramionach i swoje purpurowe conversy. Wychodząc z pokoju krzyknęła po brata, żeby łaskawie zwlókł swój tyłek na dół i poszła do kuchni. Kończyła właśnie muesli kiedy usłyszała klakson. Podbiegła do okna i pomachała koleżance, która siedziała w czarnym mercedesie bez dachu i jeszcze raz krzyknęła do brata.
-Brian, pospiesz się lalusiu bo Melodie juz czeka!
Usłyszała jak 17-latek zbiega po schodach i po chwili był już przy niej ubrany w szare luźne rurki i niebieską bluzę z kapturem wciąganą przez głowę. Spojrzała na niego przelotnie unosząc brew i uśmiechnęła się pokrzepiająco.
-Nie martw się stary, dzisiaj po prostu postaraj się być nieco bardziej towarzyski. - wczoraj opowiedział jej jak mu minał pierwszy dzień. Mówił, że pare dziewczyn do niego zagadało czym przysporzył sobie wściekłych spojrzeń od chłopaków z klasy. Szybko je spławiał bo nie były w jego typie i dlatego mało kto z nim wczoraj rozmawiał. Jednym słowem mówiąc: nie był to jego najlepszy dzień...
-Spoko siostra, dam rade. Chodźmy.-odpowiedział i popchnął ją lekko w stronę drzwi. Wyszli i ruszyli w stronę czrnego wozu stojącego tuż przed domem.
-Niezła fura...-powiedział Brian i zagwizdał z uznaniem.
-Brian jestem.-dodał szybko.
-Dzięki, miło cię poznać. Jestem Melodie.- odpowiedziała mu wesoło ruda dziewczyna.- Wskakujcie!- dodała. Rebekah usiadła z przodu na miejscu pasażera a jej brat usadowił się na tylnym siedzeniu.
-No to jazda!- powiedziała dziewczyna po czym ruszyła przed siebie z piskiem opon.
Jechali tak przez całą drogę śmiejąc się i śpiewając piosenki, które leciały z radia. Rebekah ukradkiem zerknęłą na brata i aż nie mogła powstrzymać uśmiechu. Po raz pierwszy od śmierci swojej dziewczyny Brian szczerze się śmiał. Dawno nie widziała go tak wesołego...Cieszyła się, że 17-latek narszcie postanowił wrócić do życia a nie stale żyć przeszłością.
Pare minut później byli już na szkolnym parkingu. Dziewczyny pomachały Brianowi i ruszyły w stronę klasy.
Ich pierwszą lekcją była historia.Weszły do klasy i poszły do swoich ławek. Tajemniczy chłopak już tam był i siedział w tej samej pozycji co wczoraj, ale teraz wygłądał jakby spał. Usiadła i wyciągneła książki. Starała się nie patrzyć na chłopaka i skupić na zajęciach. Postanowiła sobie, że zatrzyma go na przerwie i zapyta o wczoraj.
Kiedy zadzwonił dzwonek Rebekah poczekała aż wszyscy wyjdą i kiedy chłopak obok niej wstał, złapała go za rękaw i dwróciła do siebie. Teraz pierwszy raz mogła mu się przyjrzeć z bliska. Był po prostu tak nieziemsko przystojny, że kiedy tak patrzył na nią tymi ciemnymi dużymi oczami, poczuła, że miękną jej nogi...
-Coś się stało?-zapytał wyrywając ją z osłupienia.
-Nie. To znaczy tak. Tak, stało się!-jąkała się jak dziecko nagle nie wiedząc co powiedzieć.
-Słucham?- chłopak usiadł na ławce, złożył ręce na klatce piersiowej i czekał.
-No więc...chciałabym wiedzieć dlaczego wczoraj tak na mnie dziwnie patrzyłeś.-powiedziała trochę speszona.
-Jak dziwnie?-zapytał wyraźnie rozbawiony sytuacją.
-No nie wiem. Dziwnie. I chciałabym wiedzieć dlaczego.
Chłopak westchnął i po chwili niezręcznej ciszy wstał i podszedł do niej, pochylając się nad nią.
-Ładnie pachniesz...-zamruczał.
Rebekah stała oszołomiona jego ruchem.
-Nawet nie wiesz jak się nazywam, a już zadajesz mi dziwne pytania.-powiedział odsuwając się i wracając do normalnego tonu.
-Ja...przepraszam, ale po prostu chciałam wiedzieć.-odpowiedziała nieco zakłopotana.
-W porządku. Nic się nie stało. Jestem Jason jak coś.-podał jej ręke.
-Rebekah.-uścisnęła jego dłoń i stwierdziła, że jest bardzo zimna jak na wrzesień.
Jason uśmichnął się do niej lekko puszczając jej ręke i ruszył do wyjścia.
-Hej, to powiesz mi dlaczego tak się patrzyłeś, czy nie?!-zawołała za nim. On przystanął, odwrócił się do niej i powiedział znowu tym zmysłowym głosem.
-Może wkrótce...
Przez reszte lekcji już się do siebie nie odezwali. Po zajęciach Melodie poszła z Rebekah po Briana i razem wrócili do domu.
Po obiedzie 16-latka wzięła się za odrabianie lekcji, bo nie chchiała od razu na początku szkoły załapać złych ocen. Zamiast kolacji zjadła tylko jabłko i poszła zafundować sobie gorącą kąpiel.
Leżała w wannie wypełnionej ciepłą wodą i olejkami relaksującymi. W całej łazience unosił się cudowny i uspokajający zapach brzoskwiń. Przyłapała się, że prawie usnęła otumaniona ciepłem wody. Wyszła z wanny opatulając się ręcznikiem i poszła do pokoju przebrać się w piżame, na którą zarzuciła fioletowy szlafrok. Wzięła książkę i usiadła przy oknie. Chciała chwile poczytać przed snem, ale jej myśli wciąż krążyły wokół Jasona. Nie mogła zapomnieć tego jak się nad nią pochylił, jak pachniał świeżą cytryną i jak do niej mówił. Zrezygnowana odłożyła książkę, zdjęła szlafrok i położyła się do łóżka. Włożyła słuchawki i wsłuchiwała się w rytmy Fireflight dopóki nie usnęła.
Ciąg dalszy nastąpi...;)
No, obietnica spełniona!.;3 Mam nadzieje, że się podoba.;) Proszę o komentarze.;)
niedziela, 10 marca 2013
Tajemniczy chłopak...
-Emm..Dzień dobry..ja...jestem nowa. Czy to jest klasa II B?- spytała zdenerwowana Rebekah wchodząc do klasy i rozglądając się dookoła.
-Tak panno..?- łysy gostek w okularach (a raczej w googlach) spjrzał na nią pytająco.
-Collins. Rebekah Collins, proszę pana.- odpowiedziała dziewczyna odrobine za głośno i od razu skarciła się w duchu.
,,Błagam R. nie zrób z siebie debila...''
-A więc witamy w naszej klasie panno Collins. Poszukaj sobie jakiegoś miejsca. -nauczyciel pokazał jej zachęcający gest i po chwili Rebekah ruszyła na poszukiwanie wolnego miejsca.
Tak właściwie to nie miała za dużego wyboru, ponieważ w całej klasie było wolne tylko jedno miejsce na samym końcu drugie od okna. Starając się nie narzekać usiadła, wyciągnęła książki i wzięła się za obserwację swojej klasy.
Klasa mieściła może ze 25 pojedyńczych ławek, po 5 w każdym rzędzie. Pierwszy rząd był wypełniony 100% procentowymi kujonami. Były to same dziewczyny ubrane w idealnie wyprasowane koszule wciągnięte w spódnice do kolan. Każda nosiła okulary i miała krótkie włosy. ,,Dziwne...''-pomyślała Rebekah.
Od drugiego do czwartego rzędu zasiadali normalni uczniowie...Prawie normalni...Wszystkie dziewczyny oprócz kujonek były plastikami. Tapeta na twarzy, duży dekolt, krótka mini(zdecydowanie za krótka) i wysokie szpilki. Chłopaki wyglądali na graczy szkolnej drużyny footbolowej. Wielkie mięśniaki i małe mózgi, sądząc po ich tekstach.
Piąty rząd zajmowała Rebekah. Po prawej stronie siedziała ruda dziewczyna o sympatycznej twarzy, która się do niej uśmiechnęła.
-Hej, jestem Melodie. Po twoim wyglądzie sądze, że jesteś normalna...Więc jeśli chcesz mogę cię troche wprowadzić w życie tej szkoły.Pokazać, opowiedzieć ci co nie co, o niektórych osobach...Co ty na to? Może mogłybyśmy się nawet zaprzyjaźnić.- powiedziała Melodie przez cały czas się uśmiechając.
-E..tak jasne, będe wdzięczna za każdą pomoc.- odowiedziała usatysfakcjonowana, że już zdobyła koleżanke ale i z tego, że ''wygląda na normalną''.
Ruda dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze raz i wystawiła zaciśniętą pięść na znak żółwika. Rebekah przybiła z nią przyjacielskiego żółwia i wróciły do lekcji.
Nastolatka pod koniec lekcji poczuła się niezręcznie, ale nie wiedziała czemu...Spojrzała na koleżanke po prawej po czym spojrzała na lewo...i zamarła.
W ławce obok niej chłopak leżał na ławce z kapturem naciągniętym na głowę i przyglądał się jej spomiędzy kosmyków czarnych włosów. Nie widziała dokładnie jego twarzy bo zakrywał się rękami, ale to spojrzenie...Patrzył na nią jakby się zaglądał jej w...duszę? Nie wiedziała jak to nazwać, ale z tej niezręczniej sytuacji uratował ją dźwięk dzwonka.
Odwróciła wzrok i zaczęła pakować książki do torby. Chciała spytać się chłopaka o co mu chodziło, ale kiedy odwróciła się, żeby zagadać jego już nie było. Rebekah rozejrzała się po sali i zobaczyła go : Wysoki, nieprzesadnie umięśniony, był ubrany w czarne luźne rurki i niskim krokiem, szarą bluzę bez ekspresu i czarne conversy. Dziewczyna wpatrywała się w niego jak zachipnotyzowana kiedy on wychodząc z sali posłał jej jeszcze jedno spojrzenie swoich pięknych ciemnych oczu...
Rebekah przez reszte lekcji siedziała cicho i starała się nie patrzeć na chłopaka obok siebie. Kiedy zajęcia się skończyły razem z nową kumpelą Melodie poszła obejrzeć szkołę.
Mieli tutaj studio taneczne, wielką aule ze sceną, studia muzyczne i oczywiście wielkie boisko do footbolu większe od samego budynku szkoły. Dziewczyny kupiły coś do jedzenia w szkolnej stołówce i usiadły na trybunach stadionu. Melodie opowiedziała jej wiele śmiesznych historyjek i razem miło spędziły czas.
*Tego samego dnia po powrocie ze szkoły.
Drogi pamiętniczku.
Pierwszy dzień w nowej szkole nie poszedł mi tak źle. A przynajmniej tak mi się wydaje...Poznałam Melodie, która oprowadziła mnie po szkole i zdradziła pare gorązych plotek. Zapoznałam się z nauczycielami i dyrkiem. Ale przez cały dzień myśle tylko o jednym...O tym tajemniczym chłopaku, który tak na mnie patrzył...Jest taki inny! I niesamowicie przystojny, dlatego nie moge zrozumieć tego dlaczego trzyma się na uboczu. Jego oczy...to dopiero są oczy...takie bardzo ciemne sprawiające wrażenie jakby coś ukrywał. Cudowne! Ale ciągle się zastaniawiam nad tym spojrzeniem...Wiem! Jutro go złapie i zapytam o co mu chodziło a teraz spadam bo chciałabym się dowiedzieć jak Brian sobie dziś poradził.
R.
Ciąg dalszy nastąpi..;)
Disiaj troche krócej, ale obiecuje, że jutro coś dodam! Wkońcu są rekolekcje więc będe miała troche czasu...Mam nadzieje, że opowiadanie się wam podoba.;33 Dziekuję za wszystkie motywujące komentarze.;) Teraz już wiem, że nie moge przestać pisać. Mam też nadzieję, że z czasem będzie ich coraz więcej.;D
-Tak panno..?- łysy gostek w okularach (a raczej w googlach) spjrzał na nią pytająco.
-Collins. Rebekah Collins, proszę pana.- odpowiedziała dziewczyna odrobine za głośno i od razu skarciła się w duchu.
,,Błagam R. nie zrób z siebie debila...''
-A więc witamy w naszej klasie panno Collins. Poszukaj sobie jakiegoś miejsca. -nauczyciel pokazał jej zachęcający gest i po chwili Rebekah ruszyła na poszukiwanie wolnego miejsca.
Tak właściwie to nie miała za dużego wyboru, ponieważ w całej klasie było wolne tylko jedno miejsce na samym końcu drugie od okna. Starając się nie narzekać usiadła, wyciągnęła książki i wzięła się za obserwację swojej klasy.
Klasa mieściła może ze 25 pojedyńczych ławek, po 5 w każdym rzędzie. Pierwszy rząd był wypełniony 100% procentowymi kujonami. Były to same dziewczyny ubrane w idealnie wyprasowane koszule wciągnięte w spódnice do kolan. Każda nosiła okulary i miała krótkie włosy. ,,Dziwne...''-pomyślała Rebekah.
Od drugiego do czwartego rzędu zasiadali normalni uczniowie...Prawie normalni...Wszystkie dziewczyny oprócz kujonek były plastikami. Tapeta na twarzy, duży dekolt, krótka mini(zdecydowanie za krótka) i wysokie szpilki. Chłopaki wyglądali na graczy szkolnej drużyny footbolowej. Wielkie mięśniaki i małe mózgi, sądząc po ich tekstach.
Piąty rząd zajmowała Rebekah. Po prawej stronie siedziała ruda dziewczyna o sympatycznej twarzy, która się do niej uśmiechnęła.
-Hej, jestem Melodie. Po twoim wyglądzie sądze, że jesteś normalna...Więc jeśli chcesz mogę cię troche wprowadzić w życie tej szkoły.Pokazać, opowiedzieć ci co nie co, o niektórych osobach...Co ty na to? Może mogłybyśmy się nawet zaprzyjaźnić.- powiedziała Melodie przez cały czas się uśmiechając.
-E..tak jasne, będe wdzięczna za każdą pomoc.- odowiedziała usatysfakcjonowana, że już zdobyła koleżanke ale i z tego, że ''wygląda na normalną''.
Ruda dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze raz i wystawiła zaciśniętą pięść na znak żółwika. Rebekah przybiła z nią przyjacielskiego żółwia i wróciły do lekcji.
Nastolatka pod koniec lekcji poczuła się niezręcznie, ale nie wiedziała czemu...Spojrzała na koleżanke po prawej po czym spojrzała na lewo...i zamarła.
W ławce obok niej chłopak leżał na ławce z kapturem naciągniętym na głowę i przyglądał się jej spomiędzy kosmyków czarnych włosów. Nie widziała dokładnie jego twarzy bo zakrywał się rękami, ale to spojrzenie...Patrzył na nią jakby się zaglądał jej w...duszę? Nie wiedziała jak to nazwać, ale z tej niezręczniej sytuacji uratował ją dźwięk dzwonka.
Odwróciła wzrok i zaczęła pakować książki do torby. Chciała spytać się chłopaka o co mu chodziło, ale kiedy odwróciła się, żeby zagadać jego już nie było. Rebekah rozejrzała się po sali i zobaczyła go : Wysoki, nieprzesadnie umięśniony, był ubrany w czarne luźne rurki i niskim krokiem, szarą bluzę bez ekspresu i czarne conversy. Dziewczyna wpatrywała się w niego jak zachipnotyzowana kiedy on wychodząc z sali posłał jej jeszcze jedno spojrzenie swoich pięknych ciemnych oczu...
Rebekah przez reszte lekcji siedziała cicho i starała się nie patrzeć na chłopaka obok siebie. Kiedy zajęcia się skończyły razem z nową kumpelą Melodie poszła obejrzeć szkołę.
Mieli tutaj studio taneczne, wielką aule ze sceną, studia muzyczne i oczywiście wielkie boisko do footbolu większe od samego budynku szkoły. Dziewczyny kupiły coś do jedzenia w szkolnej stołówce i usiadły na trybunach stadionu. Melodie opowiedziała jej wiele śmiesznych historyjek i razem miło spędziły czas.
*Tego samego dnia po powrocie ze szkoły.
Drogi pamiętniczku.
Pierwszy dzień w nowej szkole nie poszedł mi tak źle. A przynajmniej tak mi się wydaje...Poznałam Melodie, która oprowadziła mnie po szkole i zdradziła pare gorązych plotek. Zapoznałam się z nauczycielami i dyrkiem. Ale przez cały dzień myśle tylko o jednym...O tym tajemniczym chłopaku, który tak na mnie patrzył...Jest taki inny! I niesamowicie przystojny, dlatego nie moge zrozumieć tego dlaczego trzyma się na uboczu. Jego oczy...to dopiero są oczy...takie bardzo ciemne sprawiające wrażenie jakby coś ukrywał. Cudowne! Ale ciągle się zastaniawiam nad tym spojrzeniem...Wiem! Jutro go złapie i zapytam o co mu chodziło a teraz spadam bo chciałabym się dowiedzieć jak Brian sobie dziś poradził.
R.
Ciąg dalszy nastąpi..;)
Disiaj troche krócej, ale obiecuje, że jutro coś dodam! Wkońcu są rekolekcje więc będe miała troche czasu...Mam nadzieje, że opowiadanie się wam podoba.;33 Dziekuję za wszystkie motywujące komentarze.;) Teraz już wiem, że nie moge przestać pisać. Mam też nadzieję, że z czasem będzie ich coraz więcej.;D
sobota, 2 marca 2013
Nowe życie...
*2 miesiące póżniej...
Rebekah siedziała przy małym biurku i szukała jakiegoś notatnika. Nie miała żadnej pamiątki z życia jakie prowadziła w Californii. Nie robiła żadnych zdjęć, uznała że nie ma po co. Teraz tego żałowała i postanowiła zapisywać każdą myśl. Znalazła jakiś mały notes i wyciągnęła długopis. Przez chwile wpatrywała się w puste kartki nie wiedząc jak zacząć. Nigdy nie pisała pamiętnika ani nic z tych rzeczy. Sięgnęła po iPoda ze słuchawkami i zanurzyła się w rytmach 30 seconds to mars. Przyłożyła długopis do pierwszej strony i zaczęła.
Drogi pamiętniczku.
Całe wakacje spędziłam na zwiedzaniu Londynu. Muszę przyznać, że nie jest tak źle...Szkołę mam jakieś 2 km od domu. Kupiłam sobie deskorolke żeby szybciej dojechać. Nie zamierzam tyle codziennie chodzić na piechote. W przyszłym tygodniu w centrum jest koncert Bruno Marsa. Może pójde jak uda mi się kupić bilet, co jest niemożliwe...Tak więc, jutro zaczyna się szkoła. Nie wiem co na siebie włożyć...Postawić na conversy czy obcasy? Rurki czy mini? Kurde nie mam pojęcia! Chce zrobić dobre wrażenie, znaleźć przyjaciół. Jestem nieco zdenerwowana i pewnie dzisiaj nie zasne. Zresztą źle sypiam od kiedy tu przyjechałam. Mam dziwne uczucie, że ktoś mnie obserwuje. Chyba wpadłam w jakąś paranoje. Haha, super nie ma co, palma mi odbija! Mniejsza...
Mam nadzieję, że nie zawale pierwszego dnia w nowej szkole, trzymaj kciuki!
R.
R.
16-latka wzięła notes i poszła schować go pod materac łóżka.
Poszła się wykąpać, chcąc zmyć z siebie stres i zmęczenie. Napawała się strumieniem gorącej wody i nie chciała wychodzić z wanny. Mogłaby tak leżeć i leżeć...W końcu jednak zmuszona wrzaskiem mamy, że ''marnuje wodę!'' wygramoliła się ze swojej oazy spokoju(wanny) i przebrała się w piżame. Wysuszyła jeszcze włosy, które potem zaplotła w dobieranego warkocza i położyła się do łóżka.
Patrzyła w biały sufit chyba przez godzinę nie mogąc zasnąć. Spojrzała na telefon, którego blask oślepił ją na chwile i sprawdziła godzinę. Na wyświetlaczu pokazała się 1:17. Rebekah westchnęła i schowała telefon pod poduszkę sprawdzając czy napewno nastawiła budzik. Pierwsza lekcja zaczynała się o 8:00 więc żeby się wyszykować musiała nastawić alarm na 6:00.
- Masakra, będe wyglądała jak zombie...-mruknęła pod nosem i zasnęła.
Pobudka nie należała do przyjemnych, ponieważ wiercąc się w nocy Rebekah zaplątała się w kołdrę. Wstając nie zdążyła się do końca uwolnić z pościeli i walnęła z hukiem o podłoge. Przez chwile leżała skulona nie mogąc złapać oddechu. Kiedy się uspokoiła poszła do łazienki, doprowadzić się do ładu. Spojrzała na swoje odbicie i zamarła.
Wyglądała jak Tarzan. Ciemne włosy powychodziły jej z warkocza i odstawały na wszystkie strony. Do twarzy przykleiły jej się jakieś paprochy, pewnie po przygodzie z podłagą...Sińce pod oczami były ogromne. Rebekah musiała nałożyć więcej korektora niż zazwyczaj. Pociągnęła rzęsy tuszem i podkreśliła oczy ciemno-purpurową kredką do oczu. Rozplotła warkocz i poskromiła ładne loki lakierem, żeby utrzymały się dłużej niż do drugiej lekcji. Kiedy uznała, że wygląda już jak przyzwoite zombie, poszła się ubrać.
Tata powiedział, że nie da rady jej podwieżć więc musiała jechać na desce. Czyli obcasy nie wchodziły w gre...Po krótkim zastanowieniu wyciągnęła z szafy ciemne rurki, biały podkoszulek i bluze pod kolor conversów(purpurowe) z białym ekspresem. Psiknęła się jescze lekką mgiełką i zeszła na dół zabierając torbę z krzesła przy biurku.
Na dole zastała babcie i Briana.
-Rebekah skarbie co chcesz na śniadanie?-Zapytała babcia, wstając od stołu.
-Może być jajecznica.
-Już się robi...-odpowiedziała z zapałem i wyciągnęła z lodówki jajka.
-Ej no chwila! Jak ja się spytałem czy zrobisz mi jajecznice to powiedziałaś, że nie ma jajek!- oburzył się Brian.
-Oj wnusiu, nie nauczyłeś się, że w tym domu faceci sami sobie przygotowują jedzenie? Chociaż to powinniście zrobić sami.-uśmiechnęła się do niego żartobliwie.
-Co za niesprawiedliwość! Dobra to ja już se wezme bułkę...-powiedział i zrezygnowany podszedł do blatu kuchennego i wyciągnął małą kajzerke z koszyka.
Rebekah zjadła szybko, podziękowała i poszła do schowka po deskorolke. Kiedy zamykała drzwi ktoś delikatnie dotknął jej ramienia. Odwróciła się zaskoczona.
-Emm...pojedziemy razem?- Brian stał przed nią i dopiero teraz lepiej mu się przyjrzała. Miał na sobie nowe spodnie, które kupił sobie w centrum(luźne granatowe rurki), szaro-czarną koszule w grubą krate i buty za kostkę firmy nike. Jednym słowem wyglądał dość...fajnie? Brian patrzył się na nią jak na wariatkę więc przestała mu się przyglądać.
-Yyy..tak , pewnie, czemu nie?- wyksztusiła i włożyła sobie torbę przez głowe, żeby nie przeszkadzała jej w trakcie jazdy. 17-latek skinął głową i poszedł za siostrą zabierając ze sobą własną deske.
Rebekah patrzyła na swojego brata, który jechał przed nią i robił różne predziwne triki. Zawsze go podziwiała jeżeli chodzi o jazde. Jeździł na deskorolce od dziecka i umiał mnóstwo wspaniałych sztuczek. Ona niestety nie umiała robić tego typu rzeczy. Próbowała kiedyś nauczyć się czegoś od brata, ale im bardziej się starała tym częściej lądowała tyłkiem na ziemi, więc sobie odpuściła.
Dojechali już prawie na miejsce kiedy z bocznej uliczki wyjechał czerwony kabriolet i zajechał im droge. W śroku siedziały dwie dziewczyny i wytykając ich palcami śmiały się jakby dostały ataku padaczki. Brian i Rebekah jednocześnie jakby się zgrali pokazali dziewczynom środkowy palec. Samochód przyspieszył i już go nie widzieli.
Kiedy byli już przy szkolnym parkingu rozdzielili się życząc sobie powodzenia i poszli szukać swoich klas.
16-latka martwiła się czy jej brat sobie poradzi. Miała jeszcze tylko jedno zmartwienie: ''Czy sama sobie poradzi?''
Wiem, że długo nie pisałam ale komp mi nawalał i nie miałam jak wstawić nowej notki. Macie dzisiaj troche dłuższą, mam nadzieje, że się podoba.;) Licze na komentarz.;)
sobota, 23 lutego 2013
Światełko...
-Rebekah, skarbie, obudź się. Jesteśmy na miejscu. - Powiedziała pani Jena (mama), lekko szturchając ją w ramie. Dziewczyna spojrzała na nią zaspanym wzrokiem i przeciągnęła się jak kot na tylnym siedzeniu. Wysiadła z auta i przystanęła, patrząc na dom swoich dziadków. Dawno jej tutaj nie było, więc teraz patrzyła na wszystko starając sobie przypomnieć cokolwiek. Dużo się zmieniło...Kiedy była tu ostatnim razem dom był w kolorze jasnej czerwieni, teraz zlewał się z otoczeniem ciemną zielenią. Zapamiętała duży ogródek i oczko wodne przy siatce, która otaczała całą posiadłość. Kiedy tak się rozglądała, w drzwiach pojawiła się jej babcia. Pomachała im wychodząc na ganek i zachęcającym gestem zaprosiła ich do środka. Mama poszła pierwsza, potem tata, Rebekah i Brian. ''Z boku pewnie wyglądamy jak rodzinka kaczuszek podążająca za swoją mamą''-pomyślała żartobliwie 16-latka.. Weszli do domu witając się z babcią Matyldą.
-Idźcie na góre i wybierzcie sobie jakiś pokój. - Powiedziała uśmiechając się, ale Rebekah widziała w jej oczach smutek. Odpowiedziała jej uśmiechem, próbując dodać jej otuchy i poszła za bratem na góre. Oglądała wszystkie pokoje po kolei, aż wkońcu wybrała ten na samym końcu. Był dość duży i miał sporo przestrzeni. W rogu stało łóżko, a obok szafka nocna. Wielka szafa stała w kącie na przeciwko. W pokoju były dwa okna z widokiem na las. Rebekah podeszła do jednego i przyglądała się stadku lecących ptaków. Myślała jak to teraz będzie, i po policzku spłynęła jej łza.
-Hej, siostra, babcia prosi żebyśmy zeszli na dół. Przygotowała obiad.- 16-latka odwróciła się i zobaczyła Briana opartego o framuge drzwi. Patrząc w jej szkliste oczy, podszedł do niej i objął ją ramieniem.
- Wszystko się jakoś ułoży. Zobaczysz...-powiedział. Dziewczyna kiwnęła głową, ale coś nie dawało jej spokoju odkąd wyjechali z Californii.
- A ty dlaczego nie jesteś smutny? Co z twoimi przyjaciółmi? Jak zareagowali na to, że wyjeżdżasz? - Zapytała podejrzliwie brata.
Brian skrzywił się lekko i odchrząknął.
-Wiesz, ja nie mam takich super kolegów jak ty. - odparł. Siostra patrzyła na niego przez chwile, po czym spuściła wzrok zastanawiając się nad tymi słowami. Wiedziała, że w związku z tragedią, w której zginęła jego dziewczyna w zeszłym roku, Brian nie szukał nowych znajomości. Był tylko o rok starszy od Rebekah, ale wolał typ samotnika. Nie raz siostra zapraszała go ze sobą kiedy wychodziła razem z Tomem. Była pewna, że nie raz chciał z nią pójść, ale z nieznajomych jej powodów zawsze odmawiał. Kiedy zacznie się szkoła, pomoże mu znaleźć przyjaciół, żeby znowu się zabawił.
-Widze, że coś knujesz i nie podoba mi się to.- Dziewczyna spojrzała na jego uśmiechniętą twarz i ciągle chichocząc, pozwoliła się poprowadzić na dół.
Babcia Matylda przygotowała na obiad dewolaje z ryżem i surówką. Wygłodniała rodzinka wchłonęłą wszystko w mgnieniu oka, dziękując babci za jej talent kulinarny. Najedzona 16-latka poszła się odświeżyć i ubrała się w dżinsy-rurki, podkoszulek i fioletowy sweterek. Zaczęła się powoli rozpakowywać, szukając miejsca, gdzie może postawić swoją gitarę. Kiedy wypakowała już połowe swoich rzeczy, nadszedł zmrok. Wyszła na ganek, i owinęta ciepłym kocem usiadła na bujanej ławce wpatrując się w uspokajający widok lasu, przyćmionego światłem zachodzącego słońca. Niespodziewanie na ganku zgasła żarówka. Dziewczyna myśląc, że wyskoczyły korki, siedziała dalej w ciemności. Po chwili spostrzegła dziwne małe światełko, które rozbłysło w głebi lasu. Patrzyła w mały punkcik jak zachipnotyzowana.Nagle światełko zgasło i Rebekah zaczęła drżeć. Poczuła się bardzo niespokojna, zerwała się z ławeczki i biegiem wróciła do domu...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
-Idźcie na góre i wybierzcie sobie jakiś pokój. - Powiedziała uśmiechając się, ale Rebekah widziała w jej oczach smutek. Odpowiedziała jej uśmiechem, próbując dodać jej otuchy i poszła za bratem na góre. Oglądała wszystkie pokoje po kolei, aż wkońcu wybrała ten na samym końcu. Był dość duży i miał sporo przestrzeni. W rogu stało łóżko, a obok szafka nocna. Wielka szafa stała w kącie na przeciwko. W pokoju były dwa okna z widokiem na las. Rebekah podeszła do jednego i przyglądała się stadku lecących ptaków. Myślała jak to teraz będzie, i po policzku spłynęła jej łza.
-Hej, siostra, babcia prosi żebyśmy zeszli na dół. Przygotowała obiad.- 16-latka odwróciła się i zobaczyła Briana opartego o framuge drzwi. Patrząc w jej szkliste oczy, podszedł do niej i objął ją ramieniem.
- Wszystko się jakoś ułoży. Zobaczysz...-powiedział. Dziewczyna kiwnęła głową, ale coś nie dawało jej spokoju odkąd wyjechali z Californii.
- A ty dlaczego nie jesteś smutny? Co z twoimi przyjaciółmi? Jak zareagowali na to, że wyjeżdżasz? - Zapytała podejrzliwie brata.
Brian skrzywił się lekko i odchrząknął.
-Wiesz, ja nie mam takich super kolegów jak ty. - odparł. Siostra patrzyła na niego przez chwile, po czym spuściła wzrok zastanawiając się nad tymi słowami. Wiedziała, że w związku z tragedią, w której zginęła jego dziewczyna w zeszłym roku, Brian nie szukał nowych znajomości. Był tylko o rok starszy od Rebekah, ale wolał typ samotnika. Nie raz siostra zapraszała go ze sobą kiedy wychodziła razem z Tomem. Była pewna, że nie raz chciał z nią pójść, ale z nieznajomych jej powodów zawsze odmawiał. Kiedy zacznie się szkoła, pomoże mu znaleźć przyjaciół, żeby znowu się zabawił.
-Widze, że coś knujesz i nie podoba mi się to.- Dziewczyna spojrzała na jego uśmiechniętą twarz i ciągle chichocząc, pozwoliła się poprowadzić na dół.
Babcia Matylda przygotowała na obiad dewolaje z ryżem i surówką. Wygłodniała rodzinka wchłonęłą wszystko w mgnieniu oka, dziękując babci za jej talent kulinarny. Najedzona 16-latka poszła się odświeżyć i ubrała się w dżinsy-rurki, podkoszulek i fioletowy sweterek. Zaczęła się powoli rozpakowywać, szukając miejsca, gdzie może postawić swoją gitarę. Kiedy wypakowała już połowe swoich rzeczy, nadszedł zmrok. Wyszła na ganek, i owinęta ciepłym kocem usiadła na bujanej ławce wpatrując się w uspokajający widok lasu, przyćmionego światłem zachodzącego słońca. Niespodziewanie na ganku zgasła żarówka. Dziewczyna myśląc, że wyskoczyły korki, siedziała dalej w ciemności. Po chwili spostrzegła dziwne małe światełko, które rozbłysło w głebi lasu. Patrzyła w mały punkcik jak zachipnotyzowana.Nagle światełko zgasło i Rebekah zaczęła drżeć. Poczuła się bardzo niespokojna, zerwała się z ławeczki i biegiem wróciła do domu...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
piątek, 22 lutego 2013
Nie zapomne...
Przez to, że przez całą noc Rebekah płakała w ogóle nie spała. Budzik zadzwonił o 6:00 rano...Dzwonił i dzwonił, wściekła na życie 16-latka rzuciła nim o ściane z nadzieją, że się wkońcu wyłączy. Niestey...Rebekah była wręcz zmuszona, żeby wstać, więc wyczołgała się z pod kołdry i na czworakach podeszła do tego wścibskiego urządzenia i nacisnęła przycisk OFF. Dobre pare minut leżała na podłodze wsłuchując się w piękną cisze, ale kiedy przypomniała sobie że za półtorej godziny wyjeżdżają a ona się jeszcze do końca nie spakowała, wstała cicho marudząc i poszła do łazienki doprowadzić się do porządku. Myjąc zęby Rebekah nie mogła przestać myśleć o wczorajszym pożegnaniu z Tomem, a także o tym że myje zęby w tej łązience po raz ostatni. Po uczesaniu się i nałożeniu korektora na ogromne sińce pod oczami oraz mascary na rzęsy, poszła zmienić piżame z wizerunkiem zespołu Metalica na jakieś wygodne ciuchy. Po chwili namysłu wyciągnęła z pudła swoje ulubione szare sindbadki, biały luźny t-shirt z symbolem marichuany i fioletowe buty Supra z białą podeszwą.
Idąc na dół skierowała się do kuchni chcąc zjeść coś przed wyjazdem. Wyjęła z lodówki jogurt brzoskwiniowy zostawiony specjalnie dla niej i wzięła z blatu kuchennego świeżą ciabate. Usiadła przy stoliku, włączyła radio na stacje Eski i delektowała się ostatnim posiłkiem w swoim domu.
Po zjedzeniu śniadania poszła do pokoju, spakować reszte rzeczy. Wychodząc z pokoju z wielkim tekturowym pudłem natknęła się na brata, który zaoferował jej pomoc. Podała mu pudło oddychając z ulgą, że nie będzie musiała tego tachać sama. Wróciła jeszcze na chwile do pokoju po walkmana, którego zostawiła na łóżku. Zgarniając go z pustego materaca podeszła do okna. Nie mogła powstrzymać łzy spływającej jej po policzku, uświadamiającej jej, że ten widok nie będzie jej już witał za każdym razem kiedy będzie rano wstawała. Wyszła ze swojej ukochanej ''komnaty'' i pobiegła do garażu pomóc rodzinie zapakować rzeczy do wielkiego busa.
Po włożeniu wszystkich pudeł do przeprowadzkowego pojazdu, Rebekah zerknęła jeszcze na okno swojego pokoju i wsiadła do auta.
Patrzyła w okno myśląc o tym, że rozstała się ze swoim przyjacielem w kłóni. Już miała odwrócić głowe kiedy zobaczyła jakiś ruch za samochodem w bocznym lusterku. Spostrzegła niewyraźny kształt, który coraz bardziej oddalał się od pojazdu.
-Tato, zatrzymaj się! - Krzyknęła dziewczyna i trzymała już za klamke drzwiczek, żeby wysiąść kiedy jej tata się zatrzyma.
-Co się stało? Zapomnieliśmy czegoś?-zapytał tata, ale jego córki już nie było.
Rebekah wysiadła i podbiegła kawałek ciągle przyglądając się komuś kto biegł w jej stronę. Kiedy osoba była już bliżej usłyszała wołanie.
-REBEKAH!!!!!!
Dziewczyna wiedziała już kto do niej biegnie. To był Tom, który rwał do niej na speedzie jak jakiś narwaniec krzycząc jej imię. 16-latka ze szczęścia wybiegła mu na przeciw, po długiej chwli, która trwała wieczność, spotkali się w mocnym uścisku. Oboje płakali jak dzieci, przytulając się ciągle.
-Przepraszam! Taki byłem głupi...Nie chciałem powiedzieć ci takich rzeczy. Myślałem tylko o sobie, przepraszam cię R. - powiedział starając się nie rozpłakać jeszcze bardziej.
-Nic się nie stało, ja też cię przepraszam. - odpowiedziała mu przyjaciółka.
Odsunęli się kawałek od siebie, żeby popatrzeć sobie w oczy.
-Prosze, obiecaj mi, że nie stracimy kontaktu. Powiedz, że bedziesz pisać i dzwonić! Prosze obiecaj, że o mnie nie zapomnisz. - powiedział 16-latek wycierając łzy rękawem bluzy.
-Oczywiście, że będe do ciebie dzwonić i pisać! Jak mogłabym o tobie zapomnieć Tom? Jesteś dla mnie jak brat i nigdy cię nie zapomne, choćbym miała amnezje! - próbowała rozluźnieć atmosfere. Zachichotali oboje i wypuścili się z objęć.
- Bedziesz jechała przez centrum?-zapytał Rebekah.
-Tak, a co?
-Czeka tam na ciebie niespodzianka.- Powiedział zagadkowo i przytulili się jeszcze raz po czym Rebekah wróciła do samochodu i uśmiechając się ze łzami w oczach, pomachała mu.
Patrzyła się jeszcze w boczne lusterko dopóki nie straciła go z oczu.
Jechali w ciszy, ale kiedy dojechali do centrum Rebekah nie mogła powstrzymać się od radosnego płaczu. Na moście, po którym jeździły pociągi, widniało wielkie grafitti. Napis głosił ''Friends Forever, Tiger''.
Zrobiła zdjęcie nie mogąc się napatrzeć na to cudo. Od tamtej uśmiechała się przez cały czas.
''Nie zapomne...'' to była jej ostatnia myśl, po której usnęła...
Ciąg dalszy nastąpi..;)
środa, 20 lutego 2013
Przepraszam...
Następnego dnia...
Uroczystość zakończenia roku szkolnego, była nudna i drętwa. Były jakieś głupie przedstawiena typu: ''Zawsze jest czas na nauke, nawet w wakacje!''.- Jezuuu...-pomyślała Rebekah. Po długiej i nudnej jak flaki z olejem przemowie dyrka, klasy rozeszły się do swoich sal, gdzie dostali świadzectwa. Oceny 16-latki na koniec roku nie były jakoś super zadawalające, ale i tak się cieszyła że zdała. Po klasowym zdjeciu wszyscy poszli do domów.
Rebekah wzięła kąpiel i wyszła w ręczniku do pokoju szukając telefonu aby zadzwonić do Toma.
-Hej stary, może wybierzemy się do wesołego miasteczka? Mają dzisiaj promocje na młota. -powiedziała w momencie kiedy usłyszała po drugiej stronie tradycyjne 'Halo?'. Nie miała pojęcia jak powiedzieć Tomowi że opuszcza Californie, ale jeżeli już miała to zrobić to chciała żeby najpierw troche się zabawili. Ten ostatni raz...
-O boże dziewczyno, ty naprawde nie masz litości dla mojej fryzury! Ale dobra, będe u ciebie za 15 minut. Do zobaczyska! -wykrzyczał jej do słuchawki przyjaciel, po czym się rozłączył.
Rebekah westchnęła i podeszła do okna. Zawsze uspokajał ją widok jeziora, rozgrzewające promienie słońca wywołujące na wodzie cudowne błyski, oraz delikatny wietrzyk, który czuła zawsze kiedy szła na mostek pozbierać myśli. Bała się...Wolałaby wszystko inne niż zobaczyć ten zraniony wyraz twarzy swojego najlepszego przyjaciela. Po policzku spłynęła jej łza, którą od razu starła, ganiąc się w myślach żeby się nie roklejała. Próbując zająć czymś myśli poszła się przebrać. Wyciągnęła z szafy czarny t-shirt z zespołem Kiss oraz czarne luźniejsze rurki. Rozpuściła włosy, pozwalając im swobodnie opaść na ramiona, podkreśliła oczy czarną kredką. Wychodząc z pokoju zerknęła w lustro i zatrzymała się. Zobaczyła siebie całą w czerni...(kolor żałoby) -Supeer...-wyszeptała do siebie zawiedziona i zeszła na dół nie patrząc już w żadne nawet najmniejsze lusterko. Usiadła ociężale na kanapie nakazując sobie spokój. Pare minut później zadzwonił dzwonek do drzwi. Dziewczyna wstała, zakładając po drodze purpurowe conversy. Zgarnęła jeszcze torbe z komody i wyszła na spotkanie z przyjacielem.
-Siemka! -rzuciła Rebekah i przytuliła 16-latka, starając się uśmiechać cały czas.
-Hej tygrysie! - odpowiedział Tom i odwzajemnił uścisk. - To co? Idziemy?
-Pewnie. Chce żebyśmy się dziś dobrze bawili. Jak nigdy dotąd, ok? -zapytała cichym głosem.
-No przecież zawsze się dobrze bawimy! A nie? - oburzył się Tom, ale postanowił odpuścić bo miał wrażenie że dzisiaj się coś wydarzy. Tylko nie wiedział czy to bedzie dobre, czy złe. Wesołe miasteczko było jakiś pól mili od domu Rebekah więc szli dość krótko, ale przez całą drogę ciągle się śmiali obgadywując nauczycieli i uczniów. Na miejscu od razu poszli kupić bilety na młota. Oboje jak byli jeszcze dziećmi bardzo się bali na niego wejść, ale odkąd w wieku 11 lat pierwszy raz poszli spróbować, stało się to ich tradycją, że za każdym razym kiedy będą w Wesołym miasteczku, pójdą na młota. Sadowiąc się na siedzeniach dali bilety gościowi, który przedarł je na dole i opuścił barierke. Darli się z całych sił, jednocześnie się śmiejąc.
Następnie zdecydowali się na kolejke górską. Wymachując rękami w wagonach prawie powyrywali sobie włosy. Wysiadając Tom wziął przyjaciółke na ręce i obkręcił się pare razy krzycząc.
-Zepsułas mi fryzure, tygrysie jeden!!! Nie daruje ci tego!-Rebekah śmiała się razem z nim, ciesząc się chwilą. 16-latek postawił dziewczyne na ziemi i poszli popychając się na boki w strone stoiska z watą cukrową. Kupili sobie po jednej wielkiej różowej wacie i przyklejali sobie do twarzy idąc na ławeczke przy pięknie oświetlonej altance, w której tańczyły zakochane pary. Usiedli dojadając reszte cukrowego smakołyku i wycierając sobie twarz chusteczką.
-Ale zabawa! Uświniłaś mnie! Haha, dawno tu nie byliśmy. Fajnie było, a teraz powiedz mi o co chodzi. -powiedział Tom odwracając się przodem do Rebekah. Diewczyna spojrzała na niego zszokowana, na co przyjaciel odpowiedział.
-Przecież widze, że coś cię gnębi. Mów! - naciskał, widząc jak kumpela odwraca się od niego.
-Ja...-nie dokończyła bo wybuchła strasznym płaczem, na co 16-latek zareagował natychmiastowo. Wstał z ławki podszedł do niej, podniósł ją i przytulił, szepcząc jej do ucha.
-Już dobrze. Cśśśś, o co chodzi? Co się stało? - Rebekah odsuneła sie od niego na tyle żeby spojrzeć mu w oczy i powiedziała.
-Przeprowadzam się do Londynu, do babci.
-Jakto się przeprowadzasz? - zapytał wypuszczając ją z objęć. Nic mu nie odpowiedziała, tylko patrzyła na niego. Nigdy w życiu nie widział jej tak smutnej. Podszedł do niej, złapał ją za ramiona i potrząsnął krzycząc jej w twarz.
-Co ty wygadujesz?! Nie kpij sobie ze mnie w taki sposób!
-Mój dziadek umarł i moja babcia mnie potrzebuje. Wyjeżdżam za dwa dni z samego rana.- powiedziała między jednym szlochem a drugim. Spuściła wzrok bo nie mogła spojrzeć mu w twarz teraz kiedy mu to powiedziała.
-Czyli, że co? Zostawiasz mnie samego? Pomyślałaś chociaż o mnie? Co ja mam teraz zrobić? Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, jedyną przyjaciółką...powiedziałaś, że mi pomożesz, że mnie nie zostawisz. A właśnie to robisz! - wykrzyczał jej patrząc na nią. Głos mu drżał, wiedział, że zaraz przestanie się kontrolować i się rozbeczy.
-Ja...przepraszam! Wcale tego nie chciałam! Nie zamierzałam cię zostawiać ani opuszczać kraju. Dopiero wczoraj się dowiedziałam o tym wszystkim. Ja też byłam w szoku! Ja...strasznie przepraszam. Proszę, wybacz mi...-powiedziała i zerwała się biegiem nie mogąc już patrzeć na swojego najlepszego przyjaciela w tym stanie. Słyszała za sobą jeszcze jak Tom wykrzukuje jej imię, ale się nie odwróciła. Pobiegła do domu i zamkneła się w pokoju nie reagując na wołania matki. W tej chwili chciała być sama. Rzuciła się w ubraniu na łóżko, płacząc wtuliła twarz w poduszke i ciągle powtarzała. ''przepraszam, przepraszam, przepraszam...''
Ciąg dalszy nastąpi...
Hej.!x Mam prośbe do wszystkich czytelników, chciałabym wiedzieć ile was jest, więc prosiłabym o jakiś komentarz pod jaką kolwiek notką.;) A jeśli chcecie być informowani na bieżąco o nowych notkach to dopiszcie w komentarzu swoją nazwe z Twittera.;) Dziękuje.<3
Uroczystość zakończenia roku szkolnego, była nudna i drętwa. Były jakieś głupie przedstawiena typu: ''Zawsze jest czas na nauke, nawet w wakacje!''.- Jezuuu...-pomyślała Rebekah. Po długiej i nudnej jak flaki z olejem przemowie dyrka, klasy rozeszły się do swoich sal, gdzie dostali świadzectwa. Oceny 16-latki na koniec roku nie były jakoś super zadawalające, ale i tak się cieszyła że zdała. Po klasowym zdjeciu wszyscy poszli do domów.
Rebekah wzięła kąpiel i wyszła w ręczniku do pokoju szukając telefonu aby zadzwonić do Toma.
-Hej stary, może wybierzemy się do wesołego miasteczka? Mają dzisiaj promocje na młota. -powiedziała w momencie kiedy usłyszała po drugiej stronie tradycyjne 'Halo?'. Nie miała pojęcia jak powiedzieć Tomowi że opuszcza Californie, ale jeżeli już miała to zrobić to chciała żeby najpierw troche się zabawili. Ten ostatni raz...
-O boże dziewczyno, ty naprawde nie masz litości dla mojej fryzury! Ale dobra, będe u ciebie za 15 minut. Do zobaczyska! -wykrzyczał jej do słuchawki przyjaciel, po czym się rozłączył.
Rebekah westchnęła i podeszła do okna. Zawsze uspokajał ją widok jeziora, rozgrzewające promienie słońca wywołujące na wodzie cudowne błyski, oraz delikatny wietrzyk, który czuła zawsze kiedy szła na mostek pozbierać myśli. Bała się...Wolałaby wszystko inne niż zobaczyć ten zraniony wyraz twarzy swojego najlepszego przyjaciela. Po policzku spłynęła jej łza, którą od razu starła, ganiąc się w myślach żeby się nie roklejała. Próbując zająć czymś myśli poszła się przebrać. Wyciągnęła z szafy czarny t-shirt z zespołem Kiss oraz czarne luźniejsze rurki. Rozpuściła włosy, pozwalając im swobodnie opaść na ramiona, podkreśliła oczy czarną kredką. Wychodząc z pokoju zerknęła w lustro i zatrzymała się. Zobaczyła siebie całą w czerni...(kolor żałoby) -Supeer...-wyszeptała do siebie zawiedziona i zeszła na dół nie patrząc już w żadne nawet najmniejsze lusterko. Usiadła ociężale na kanapie nakazując sobie spokój. Pare minut później zadzwonił dzwonek do drzwi. Dziewczyna wstała, zakładając po drodze purpurowe conversy. Zgarnęła jeszcze torbe z komody i wyszła na spotkanie z przyjacielem.
-Siemka! -rzuciła Rebekah i przytuliła 16-latka, starając się uśmiechać cały czas.
-Hej tygrysie! - odpowiedział Tom i odwzajemnił uścisk. - To co? Idziemy?
-Pewnie. Chce żebyśmy się dziś dobrze bawili. Jak nigdy dotąd, ok? -zapytała cichym głosem.
-No przecież zawsze się dobrze bawimy! A nie? - oburzył się Tom, ale postanowił odpuścić bo miał wrażenie że dzisiaj się coś wydarzy. Tylko nie wiedział czy to bedzie dobre, czy złe. Wesołe miasteczko było jakiś pól mili od domu Rebekah więc szli dość krótko, ale przez całą drogę ciągle się śmiali obgadywując nauczycieli i uczniów. Na miejscu od razu poszli kupić bilety na młota. Oboje jak byli jeszcze dziećmi bardzo się bali na niego wejść, ale odkąd w wieku 11 lat pierwszy raz poszli spróbować, stało się to ich tradycją, że za każdym razym kiedy będą w Wesołym miasteczku, pójdą na młota. Sadowiąc się na siedzeniach dali bilety gościowi, który przedarł je na dole i opuścił barierke. Darli się z całych sił, jednocześnie się śmiejąc.
Następnie zdecydowali się na kolejke górską. Wymachując rękami w wagonach prawie powyrywali sobie włosy. Wysiadając Tom wziął przyjaciółke na ręce i obkręcił się pare razy krzycząc.
-Zepsułas mi fryzure, tygrysie jeden!!! Nie daruje ci tego!-Rebekah śmiała się razem z nim, ciesząc się chwilą. 16-latek postawił dziewczyne na ziemi i poszli popychając się na boki w strone stoiska z watą cukrową. Kupili sobie po jednej wielkiej różowej wacie i przyklejali sobie do twarzy idąc na ławeczke przy pięknie oświetlonej altance, w której tańczyły zakochane pary. Usiedli dojadając reszte cukrowego smakołyku i wycierając sobie twarz chusteczką.
-Ale zabawa! Uświniłaś mnie! Haha, dawno tu nie byliśmy. Fajnie było, a teraz powiedz mi o co chodzi. -powiedział Tom odwracając się przodem do Rebekah. Diewczyna spojrzała na niego zszokowana, na co przyjaciel odpowiedział.
-Przecież widze, że coś cię gnębi. Mów! - naciskał, widząc jak kumpela odwraca się od niego.
-Ja...-nie dokończyła bo wybuchła strasznym płaczem, na co 16-latek zareagował natychmiastowo. Wstał z ławki podszedł do niej, podniósł ją i przytulił, szepcząc jej do ucha.
-Już dobrze. Cśśśś, o co chodzi? Co się stało? - Rebekah odsuneła sie od niego na tyle żeby spojrzeć mu w oczy i powiedziała.
-Przeprowadzam się do Londynu, do babci.
-Jakto się przeprowadzasz? - zapytał wypuszczając ją z objęć. Nic mu nie odpowiedziała, tylko patrzyła na niego. Nigdy w życiu nie widział jej tak smutnej. Podszedł do niej, złapał ją za ramiona i potrząsnął krzycząc jej w twarz.
-Co ty wygadujesz?! Nie kpij sobie ze mnie w taki sposób!
-Mój dziadek umarł i moja babcia mnie potrzebuje. Wyjeżdżam za dwa dni z samego rana.- powiedziała między jednym szlochem a drugim. Spuściła wzrok bo nie mogła spojrzeć mu w twarz teraz kiedy mu to powiedziała.
-Czyli, że co? Zostawiasz mnie samego? Pomyślałaś chociaż o mnie? Co ja mam teraz zrobić? Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, jedyną przyjaciółką...powiedziałaś, że mi pomożesz, że mnie nie zostawisz. A właśnie to robisz! - wykrzyczał jej patrząc na nią. Głos mu drżał, wiedział, że zaraz przestanie się kontrolować i się rozbeczy.
-Ja...przepraszam! Wcale tego nie chciałam! Nie zamierzałam cię zostawiać ani opuszczać kraju. Dopiero wczoraj się dowiedziałam o tym wszystkim. Ja też byłam w szoku! Ja...strasznie przepraszam. Proszę, wybacz mi...-powiedziała i zerwała się biegiem nie mogąc już patrzeć na swojego najlepszego przyjaciela w tym stanie. Słyszała za sobą jeszcze jak Tom wykrzukuje jej imię, ale się nie odwróciła. Pobiegła do domu i zamkneła się w pokoju nie reagując na wołania matki. W tej chwili chciała być sama. Rzuciła się w ubraniu na łóżko, płacząc wtuliła twarz w poduszke i ciągle powtarzała. ''przepraszam, przepraszam, przepraszam...''
Ciąg dalszy nastąpi...
Hej.!x Mam prośbe do wszystkich czytelników, chciałabym wiedzieć ile was jest, więc prosiłabym o jakiś komentarz pod jaką kolwiek notką.;) A jeśli chcecie być informowani na bieżąco o nowych notkach to dopiszcie w komentarzu swoją nazwe z Twittera.;) Dziękuje.<3
wtorek, 19 lutego 2013
To jakiś żart.?
Wróciłam.!!! - krzyknęła Rebekah wchodząc do domu. - Halo.! Jest ktoś w domu.? - poszła do salonu gdzie zastała całą rodzine.
-No i co się nie odzywacie.? Miło by było ja...-urwała spostrzegając, że wszyscy mają opuszczone miny, a jej mama ma opuchnięte oczy od płaczu. - Co się dzieje.?-zapytała podchadząc bliżej. Nikt nie raczył jej odpowiedzieć, więc powtórzyła pytanie.-Co się dzieje, pytam się.? - Tym razem odpowiedział jej Brian choć było po nim widać, że wcale nie chciał być tym, który musi to powiedzieć.
-Dziadek Michael zmarł.-powiedział patrząc na nią smutnym wzrokiem.
-C..c..co.? - wyjąkała 16-latka. Patrzyła się na nich i czekała aż powiedzą jej, że to tylko głupi żart. Ale oni nic nie mówili. Czuła, że po policzku spływa jej łza, potem druga i trzecia. Po chwili już nic nie widziała bo oczy zaszły jej łzami. Nie dość, że już było źle to jeszcze tata dziewczyny dodał swoje trzy grosze...
-Przeprowadzamy się do babci do Londynu...-powiedział, spuścił wzrok i po chwili kontynuował nie słysząc żadnej reakcji od strony córki.- Jedziemy ją wesprzeć i pomóc w obowiązkach domowych. Babcia Matylda ma już swoje lata i przyda jej się pomoc rodziny.
Dziewczyna nie mogła uwierzyć w to co usłyszała...
- To jakiś żart.? Bo jeśli tak to bardzo głupi żart.! - próbowała siebie przekonać, że jej rodzina tylko się z niej nabija.
-Nie, skarbie, to nie jest żaden żart...Wyruszamy za trzy dni...Zacznij się pakować, i pożegnaj się z Tomem. - powiedziała jej matka ocierając oczy z łez i wtulając się w ramie męża.
-Co.?!?!?! Jak to za trzy dni.?! P..Przecież ja nie moge tak zostawić szkoły, przyjaciół..Toma! Nie moge go zostawić, on mnie teraz bardzo potrzebuje...! -krzyczała na nich niechcąc przyjąć prawdy o tym, że musi wszystko zostawić.
-Babcia też nas teraz potrzebuje.!!! I to dużo bardziej od twojego przyjaciela geja.!!!-wykrzyknął jej tata prosto w twarz pokazując, że to koniec dyskusji.
Diewczyna wybiegła z domu, trzaskając drzwiami.
Ciąg dalszy pierwszego akapitu- ''Początek złego dnia...''.
...Siedziała na moście i płakała. Disiaj nie tylko straciła swojego najukochańszego dziadka, którego kochała najbardziej na świecie, bo tylko on potrafił jej wysłuchać i wesprzeć w trudnych chwilach, ale też dlatego, że była zmuszona porzucić swojego najlepszego kumpla, któremu obiecała pomóc i bez, którego nie wyobraża sobie swojego życia...Kochała Californie...swój kraj, w którym wszystko się zaczęło...Nie chciała go opuszczać.
Nagle usłyszała kroki na moście. Spojrzała w tamtą strone i ujrzała swojego brata, który podszedł do niej i usiadł obok tak samo jak ona wkładając nogi między drewniane szparki. Przez chwile siedzieli w ciszy po czym te ponurą cisze przerwał Brian.
-Wiesz, siostra, ja też na początku byłem wściekły i za żadne skarby nie zamierzałem się wyprowadzać z kraju, ale potem pomyślałem sobie o babci Matyldzie. Jak ona się teraz czuje.? Pewnie chciałaby żeby ktoś bliski przy niej był i pomógł jej przejść przez to straszne wydarzenie...I mimo bólu z powodu porzucenia przyjaciół i szkoły, wiem że sobie tam poradzimy. Jesteśmy silnym rodzeństwem i damy rade. Rebekah.?- Chłopak patrzył jak jego siostra zaczyna najpierw leciutko drżeć a potem wybucha płaczem wtulając się w brata, który ją przytulił i pozwolił się wypłakać.
-Wiesz co najbardziej boli.? To, że masz racje...Ale nie wiem czy dam rade żyć bez Toma...Za bardzo go kocham. Jest dla mnie jak drugi brat. Nie chce go zostawiać...-wyszeptała w jego ramię.
-Wiem, siostra. Wiem. -Powiedział jej do ucha. Siedzieli tak jeszcze przez pare minut, po czym podnieśli się i poszli razem do domu nawzajem się podtrzymując i dodając sobie otuchy...
Wiedziała, że jutro będzie musiała powiedzieć Tomowi o tym, że wyjeżdża z kraju i już tu nie wróci...
Chcecie wiedzieć co dalej.? Zapraszam do komentowania.;)
Szkoła...
Słuchając paramore Rebekah weszła na szkolny dziedziniec, gdzie od razu zauważyła swojego przyjaciela Toma opierającego się o szkolny murek. Podchodząc wyciągnęłą słuchawki z uszu i rzuciła się na niego z całej siły go przytulając. Tom zachwiał się lekko i wybuchnął śmiechem zaskoczony jej reakcją. Potem jeszcze chichocząc powiedział do niej.
-Spokojnie tygrysie! Układałem tę fryzure 40 minut..! - Rebekah przyzwyczaiła się już do jego bzika na punkcie fryzury od kiedy powiedział jej że jest gejem...Na początku mu nie wierzyła, i się z niego nabijała, ale potem jak zobaczyła jaki nerwowy jest przy chłopakach zrozumiała że mówił poważnie...Postanowiła mu pomóc i zaczęła poznawać go z innymi chłopakami ze szkoły żeby przełamał swoją nieśmiałość i zaczął normalnie rozmawiać.
-I jak tam.? Gotowy na jakieś szaleństwo z okazji ostatniego dnia szkoły.? - podniecona, wręcz buchała szaleństwem kiedy to mówiła.
-A co masz w planach.? - spytał patrząc na Rebekah podejrzliwie.
- Zamierzam dzisiaj nieźle zbłaźnić Kwiatka.! (Kwiatek to pan od biologii, z której 16-latka nigdy nie była dobra...) A ty co zamierzasz.? Tylko nie mów że nic bo ci przetrzepie tyłek.! - dodała słodko dziewczyna.
-Szczerze mówiąc to wymysliłem coś...Ale...Nie, nieważne...-Rebekah nie zamierzała mu tego puścić płazem, więc od razu na niego nacisnęła.
-Ale co ty gadasz.?! Mów co zamierzasz.! Jak coś to przecież ci pomoge...Przecież wiesz, że możesz mi zaufać...-mimo że Tom wiedział aż za dobrze jakby mu ona pomogła (zrobiłaby z niego dziecko) to i tak jej powiedział bo zdawał sobie z tego sprawe że mu nie odpuści.
-Ja..no...Chciałem porozmawiać z Davidem...-(David był kolesiem, w którym Tom bujał się od zawsze)-spojrzał na przyjaciółke i zobaczył łzy w jej oczach. Zakłopotany spytał.
-R dlaczego płaczesz.? Co się stało.? - Ona spojrzała mu w oczy i szeroko się uśmiechnęła.
- Jestem szczęśliwa, że nareszcie dotarło do ciebie że musisz z nim porozmawiać...Jeżeli ci się uda z nim pogadać..ale, wiesz..tak od serca to pójdziemy to oblać, a teraz zmykaj bo się spóźnisz na matme.-Powiedziała klepiąc go w plecy kiedy odchodził, i pomachała mu jeszcze na odchodnym tym samym dodając otuchy. Sama zaś poszła w swoją strone na pierwszą lekcje, którą był W-f.
Jak zwykle po w-f wyglądała jak pół dupy zza krzaka, więc poszła szybko do łazienki by doprowadzić się do porządku zanim wyjdzie na reszte lekcji...I pójdzie na biologie.;] -uśmiechnęła się chytrze do swojego odbicia i powiedziała do siebie.- No, to do roboty dziewczyno.!
Jako że w klasie była najgorsza z biologii to wiedząc, że jak zwykle będzie pytana nauczyła się materiału żeby Kwiatkowi oczy wyszły z orbit. Przy tablicy odpowiedziała na każde nawet najtrudniejsze pytanie i z triumfującym błyskiem w oku patrzyła na wszystkich uczniów w klasie i nauczyciela którzy dosłownie patrzyli się na nią ze szczęką opadniętą do pasa. Dostała pierwszą 5 z biologii w swoim życiu i potem patrzyła nie mogąc powstrzymać uśmiechu kiedy jej nauczyciel zaczął co chwila coś zrzucać, bo był w takim szoku, że nie mógł się na niczym skupić.
Reszta lekcji minęła po staremu, czyli totalne nudy...Jednak nie wiedziała, że kiedy wróci do domu, będzie to najgorszy dzień jej życia...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Pączątek złego dnia...
Nie mogła już tego wytrzymać, trzasnęła drzwiami i uciekła z domu...Rebekah gnała przed siebie. Chciała być jak najdalej od wszystkich. Dotarła do pobliskiego mostu za rogiem przy jeziorze. Szlochając oparła się o drewnianą balustrade i wściekła szeptała do księżyca który wisiał na niebie i patrzył na nią w te ponurą noc: Dlaczego mi to robisz.?!...Usiadła wkładając nogi między szparki i myślała jak to teraz będzie...
Tego samego dnia, rano.
Rebekah otworzyła oczy drastycznie obudzona przez budzik, który pokazywał godzine 5:45. Wstała i jeszcze dobrze nie obudzona poszła w strone łazienki, ciągle się chwiejąc.
- Nigdy więcej nie będe słuchać muzyki do 3:00 w nocy...Nigdy. - powtarzała jak mantre oblewając się gorącą wodą pod prysznicem. Opatuliła się ręcznikiem i czując chłód od zimnych płytek na bosych stopach podeszła do umywalki i popatrzyła na siebie w lustrze. Miała 16 lat a czuła się jak pijana 25-latka na kacu...Bez sinych worków pod oczami była bardzo ładną brunetką. Miała długie, piękne włosy siegające pasa, ciemne oczy i ładne rysy twarzy,a jednak nie mogła pojąć tego dlaczego podoba się samym frajerom...Po umyciu zębów i nałożeniu delikatnego makijażu poszła się ubrać. Zajrzała do szafy i jak zwykle zadała sobie to samo pytanie co zawsze.
- No i w co ja mam się ubrać.?- burknęła i zaczęła przebierać między wieszakami szukając czegoś co by się nadawało na ostatni dzień szkoły...Wkońcu zdecydowała się na obcisłe czarne rurki, biały podkoszulek na ramiączka i beżowy sweterek z grubej bawełny luźno a jednocześnie modnie wiszącym na jej zgrabnym ciele. Wzięła torbe i zeszła na dół do kuchni przegryźć coś przed szkołą. Zobaczyła swojego młodszego o rok brata przy lodówce chłepczącego mleko z kartonu, i wydarła się na niego żeby coś dla niej zostawił. On spojrzał na nią z chytrym uśmieszkiem (a trzeba przyznać, że był bardzo przystojny) i podał jej karton mówiąc.
-Masz śpiochu.-zadrwił patrząc jak w ekspresowym tempie zjada swoje płatki. Ona uśmiechnęła się do niego z pełną buzią i odkładając po drodze pustą miske do zlewu poszła założyć swoje buty na wysokim i grubym obcasie z wiosennej kolekcji. Wychodząc posłała swojemu bratu Brianowi całusa a on odpowiedział jej na to gestem klepiąc się w tyłek, jak to zawsze się ze sobą drażnili. Zamknęła drzwi i wyszła satwić czoło 8-iu godzinom szkoły...
Hej.;p Dopiero zaczynam więc prosze o doping.!.;] Jeśli wam się podoba i chcecie wiedzieć co się dalej stanie to komentujcie.;) Będe z góry wdzięczna za szczere opinie...<3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)