Jason wraz ze swoimi kumplami biegł przez las, żeby dotrzeć do miasteczka po drugiej stronie. Poruszali się tak szybko, że ludzkie oko nie było wstanie niczego dostrzec. Byli jak wiatr. Zespoleni z powietrzem. Chłodne powietrze wkradało im się pod kurtki i bluzy, ale oni niczego nie czuli.
Spostrzegli zarys miasteczka 200 metrów od lasu i zwolnili do marszu. Nawet się nie zasapali. To była jedna z ich licznych cech, ale mieli też swoje gorsze strony. Istniały dwa gatunki wampirów: pełnokrwiści-czyli tacy, którzy przyszli na świat jako istoty nocy; oraz półkrwi-czyli ludzie przemienieni w wampiry.
Jason i Christian byli pełnokrwistymi wampirami, więc aby przetrwać musieli pić ludzką krew. Vincent był półkrwi, także żywił się ludzką krwią, ale mógł też jeść normalne jedzenie. Kiedy został przemieniony stracił nad sobą kontrole i stał się ''kubą rozpruwaczem''. Zabijał każdego napotkanego człowieka. Pewnej nocy chłopaki natknęli sie na niego i wzięli go pod swoje skrzydła. Pomogli mu wrócić do narmalności...A przynajmniej na tyle by próbował się kontrolować (był wampirem...jak tu mozna byc normalnym.?). Do tej pory jest dość agresywny i nie umie do końca nad sobą zapanować kiedy widzi, albo czuje krew, ale po jego zachowaniu widać jak bardzo sie stara...
Wyszli z lasu i ruszyli główną drogą w poszukiwaniu pożywienia. Po paru minutach dostrzegli w zaułku grupke facetów palących trawkę. Jason spojrzał na kolegów i podniósł pytająco brwi.
-Lepszego towaru możemy nie znaleźć...-powiedział Christian wzruszając ramionami i idąc w stronę mężczyzn. Chłopaki poszli za nim mrucząc pod nosem, że będą na haju jak wypiją ich krew, ale 19-latek nie zwracał na nich uwagi.
Facet w dresach, wyglądający na jakieś 26 lat zobaczył jak się zbliżają i szturchnął kolegów, uśmiechając się do nich przebiegle. Nie wiedział, że podchodzą do niego trzy głodne wampiry, chcące wyssać z nich krew.
-Co tam dzieciaczki? Zgubiliście mamusie?-zawołał do nich. Grupka huliganów zachichitała groźnie.
Vincent uśmichnął się pod nosem i powiedział do swoich towarzyszy.
-Ten jest mój.-po czym podszedł do niego złapał go za szyję i przycisnął do ściany. Reszta mężczyzn patrzyła na niego w osłupieniu, kiedy ten pochylił się nad kolegą i wbił kły w jego szyję. Nieźzauważyli jak Christian i Jason do nich podeszli. Każdy z nich złapał jednego za kark i przyciągnął do siebie wysuwając długie kły. Wgryźli się w tętnice i z rozkosznym pomrukiwaniem najedli się do syta. Pozostałych gości ogłuszyli i udali się z powrotem do domu, ponieważ słońce zaczęło już powoli wschodzić.
W domu Jason poszedł pod prysznic żeby zmyć z siebie smród trawki i zapach krwi. Czuł sie troche otumaniony, ale i tak nie mógł przestać myśleć o liście, który wysłała mu Rebekah...Musiał z nią dzisiaj porozmawiać, tylko, że przy niej czuł się jak potwór. Bał się, że dowie się kim, a wlaściwie czym jest i go znienawidzi, że odrzuci i będzie patrzyła na niego z odrazą...Nie przeżyłby tego. Czuł sie przy niej jakby był zwykłym człowiekiem. Dlatego te osiem godzin w szkole były dla niego rajem, bo mógł się na nią patrzeć i słuchać jej pięknego głosu...
Owinął się ręcznikiem w pasie i podszedł do lustra. Zobaczył w nich normalnego chłopaka, a potem wyobraził sobie zapach krwi i po chwili patrzył już na przerażającą bestie z tęczówkami w kolorze krwistej czerwieni, cienkimi purpurowymi żyłami pod oczami i długimi kłami wbijającymi się w dolna wargę...Poczuł jak po jego podbrudku spływa strużka ciepłego płynu. Szybko wytarł ją, odetchnął głęboko i w lustrze znowu był chłopak przypominający wyglądem normalnego nastolatka. Przygnębiony wyszedł trzaskając drzwiami i poszedł się ubrać. Założył na siebie jeansowe luźne rurki, szarą koszulkę z długimi rękawami odsłaniającą jego kości obojczykowe i czarne conversy. Jak na wampira miał dobry gust. Rozciągnął się na kanapie i odliczał minuty do spotkania z Rebekah...
piątek, 22 marca 2013
czwartek, 21 marca 2013
Jason...
*Tego samego dnia u Jasona...
Jason po zakończeniu lekcji ruszył w stronę wyjścia ewakuacyjnego, które znajdowało się na tyłach szkoły. Schodząc po schodach minął pare ładnych dziewczyn, które rzucały mu uwodzicielskie spojrzenia i uśmieszki. Nie zwrócił na nie uwagi mimo, że wiedział iż wystarzczy tylko jedno jego spojrzenie i juz zrobiłyby wszystko o co by je poprosił. Nie znosił tego...Nigdy nie udało mu się znaleźć odpowiedniej dziewczyny. Aż do teraz...Ta Rabekah...Nie mógł przestać wracać myślami do jej cudownych oczu, do tego jak pachniała świeżymi brzoskwiniami...Chciałby z nią pogadać i nie bać się, że straci nad sobą kontrolę i odstraszy ją.
Uśmiechnął się pod nosem na myśl o tym jak dociekliwie wypytywała go dlaczego się na nią patrzy. Właściwie to sam nie wiedział dlaczego...Od kiedy na początku roku weszła do sali, poczuł coś, ale nie wiedział co to takiego...Wyglądała tak niewinnie, a jednocześnie tak pewnie.
Otworzył drzwi i wypadł na chłodne powietrze, rozglądając się czy nikt za nim nie idzie. Podszedł do szkolnego magazynu i rozsunął wielkie drzwi. Obejrzał się jeszcze raz i wszedł do środka.
-Tu jesteś mój mały przyjacielu...-wymruczał, podchodząc do czegoś co było przykryte ciemno-zieloną płachtą. Złapał za róg materiału i ściągnął go jednym pociągnięciem. Jego oczom ukazał się motocykl firmy Yamaha. Cały czarny z ciemno-czerwonymi refleksami. Wyprowadził pojazd na zewnątrz, zamknął drzwi i schował torbe do bagażnika. Wsiadł na potężną maszynę, odpalił silnik i ruszył z podjazdu z piskiem opon zostawiając za sobą normalne ludzkie życie...
Jechał na pełnym gazie rozkoszując się wiatrem uderzającym go w twarz. Kiedy po 20 minutach jazdy ujrzał prawie niezauważalną dróżke prowadzącą do głebi ciemnego lasu, zwolnił i skręcił. Sunął po miękkiej i ubitej glebie jak deska serfera po wodzie. Dojechał na wzgórze, gdzie znajdował się jego dom. Marmurowy pietrowy domek wyglądający jakby ukrywał jakąś takemnice...Co poniekąd bylo prawdą.
Podjechał do małego podjazdu i zsiadając z motocykla wyłączył silnik. Otworzył bagażnik zabierając torbe po czym ruszył w stronę drzwi wejściowych. Wszedł do zimnego pomieszczenia oświetlonego ponurym światełkiem pochodzącym od lampy, ktora stała przy dużej kanapie.
-Hej, wróciłem! Jest tu kto?!-zawołał. Z ciemnego pomieszczenia na samym końcu pokoju, które było wejściem do składzika wynurzyła się młoda postać o bardzo bladej twarzy. Był to Vincent, jeden z jego paczki. Przyglądał mu się badawczo bez słowa kiedy usłyszeli odgłos kroków i do salonu wszedł jeszcze jeden chłopak. Był starszy od nich o jakieś dwa lata i nazywał się Christian.
-Hej, masz coś do przegryźnienia?-zapytał z mrugając do niego jednym okiem.
-Sory chlopaki, ale dzisiaj nie będzie żarcia. Mam dzisiaj inne rzeczy do roboty. Poza tym zbliża się zmierzch więc będziecie mogli sami wyjść i coś sobie upolować.-odpowiedział Jason i opadl ciężko na kanape.
-W porządku.-odpowiedzieli jednocześnie Vincent i Christian.
Rozmawiali dopóki słońce nie zaszło, a potem chłopaki wyszli zostawiając 16-latka samego.
Chłopak westchnął i zaczął wyciagać książki z torby w poszukiwaniu sluchawek, kiedy coś nagle wypadło z niej na podłoge. Była to koperta z jego imieniem. Wziął ją do ręki, otworzył i zaczął czytać...
Jasonie, chciałam o tym z tobą normalnie porozmawiać ale nie potrafię...dlatego postanowiłam ci to napisać.
Nie mogę cie rozgryźć, jesteś dla mnie zagadką. Nie wiem co mam myśleć kiedy tak mi się przyglądasz...Dziwnie się wtedy czuję i naprawde chciałabym żebyś mi powiedział dlaczego tak robisz.
I jeszcze wczorajsza sytuacja w szkole...Nie rozumiem cię, ale może dałbyś mi szanse, żebym mogła spróbować? Możemy pogadać jeśli chcesz...tak na osobności i wytłumaczyc sobie wszystko. Jak coś to tu masz mój numer: 667896342. Napisz albo zadzwoń jak się zdecydujesz.
Rebekah.
Jason patrzył na kartkę w osłupieniu. Ona mu to podrzuciła? Ale kiedy? Dlaczego tego nie zauważył? Spojrzał na zegar przy kominku i zrezygnowany pokręcil głową. Disiaj już było za późno na spotkanie. Zapisał sobie jej numer w komórce i dalej jeszcze w szoku wyszedł coś upolować...
Sorki że nie pisałam dlugo, ale ostatnio mam mało czasu...Dzisiaj macie trochę dłuższą notkę.;) Liczę na wasze komentarze i dziękuję, że mnie wspieracie.;>
Jason po zakończeniu lekcji ruszył w stronę wyjścia ewakuacyjnego, które znajdowało się na tyłach szkoły. Schodząc po schodach minął pare ładnych dziewczyn, które rzucały mu uwodzicielskie spojrzenia i uśmieszki. Nie zwrócił na nie uwagi mimo, że wiedział iż wystarzczy tylko jedno jego spojrzenie i juz zrobiłyby wszystko o co by je poprosił. Nie znosił tego...Nigdy nie udało mu się znaleźć odpowiedniej dziewczyny. Aż do teraz...Ta Rabekah...Nie mógł przestać wracać myślami do jej cudownych oczu, do tego jak pachniała świeżymi brzoskwiniami...Chciałby z nią pogadać i nie bać się, że straci nad sobą kontrolę i odstraszy ją.
Uśmiechnął się pod nosem na myśl o tym jak dociekliwie wypytywała go dlaczego się na nią patrzy. Właściwie to sam nie wiedział dlaczego...Od kiedy na początku roku weszła do sali, poczuł coś, ale nie wiedział co to takiego...Wyglądała tak niewinnie, a jednocześnie tak pewnie.
Otworzył drzwi i wypadł na chłodne powietrze, rozglądając się czy nikt za nim nie idzie. Podszedł do szkolnego magazynu i rozsunął wielkie drzwi. Obejrzał się jeszcze raz i wszedł do środka.
-Tu jesteś mój mały przyjacielu...-wymruczał, podchodząc do czegoś co było przykryte ciemno-zieloną płachtą. Złapał za róg materiału i ściągnął go jednym pociągnięciem. Jego oczom ukazał się motocykl firmy Yamaha. Cały czarny z ciemno-czerwonymi refleksami. Wyprowadził pojazd na zewnątrz, zamknął drzwi i schował torbe do bagażnika. Wsiadł na potężną maszynę, odpalił silnik i ruszył z podjazdu z piskiem opon zostawiając za sobą normalne ludzkie życie...
Jechał na pełnym gazie rozkoszując się wiatrem uderzającym go w twarz. Kiedy po 20 minutach jazdy ujrzał prawie niezauważalną dróżke prowadzącą do głebi ciemnego lasu, zwolnił i skręcił. Sunął po miękkiej i ubitej glebie jak deska serfera po wodzie. Dojechał na wzgórze, gdzie znajdował się jego dom. Marmurowy pietrowy domek wyglądający jakby ukrywał jakąś takemnice...Co poniekąd bylo prawdą.
Podjechał do małego podjazdu i zsiadając z motocykla wyłączył silnik. Otworzył bagażnik zabierając torbe po czym ruszył w stronę drzwi wejściowych. Wszedł do zimnego pomieszczenia oświetlonego ponurym światełkiem pochodzącym od lampy, ktora stała przy dużej kanapie.
-Hej, wróciłem! Jest tu kto?!-zawołał. Z ciemnego pomieszczenia na samym końcu pokoju, które było wejściem do składzika wynurzyła się młoda postać o bardzo bladej twarzy. Był to Vincent, jeden z jego paczki. Przyglądał mu się badawczo bez słowa kiedy usłyszeli odgłos kroków i do salonu wszedł jeszcze jeden chłopak. Był starszy od nich o jakieś dwa lata i nazywał się Christian.
-Hej, masz coś do przegryźnienia?-zapytał z mrugając do niego jednym okiem.
-Sory chlopaki, ale dzisiaj nie będzie żarcia. Mam dzisiaj inne rzeczy do roboty. Poza tym zbliża się zmierzch więc będziecie mogli sami wyjść i coś sobie upolować.-odpowiedział Jason i opadl ciężko na kanape.
-W porządku.-odpowiedzieli jednocześnie Vincent i Christian.
Rozmawiali dopóki słońce nie zaszło, a potem chłopaki wyszli zostawiając 16-latka samego.
Chłopak westchnął i zaczął wyciagać książki z torby w poszukiwaniu sluchawek, kiedy coś nagle wypadło z niej na podłoge. Była to koperta z jego imieniem. Wziął ją do ręki, otworzył i zaczął czytać...
Jasonie, chciałam o tym z tobą normalnie porozmawiać ale nie potrafię...dlatego postanowiłam ci to napisać.
Nie mogę cie rozgryźć, jesteś dla mnie zagadką. Nie wiem co mam myśleć kiedy tak mi się przyglądasz...Dziwnie się wtedy czuję i naprawde chciałabym żebyś mi powiedział dlaczego tak robisz.
I jeszcze wczorajsza sytuacja w szkole...Nie rozumiem cię, ale może dałbyś mi szanse, żebym mogła spróbować? Możemy pogadać jeśli chcesz...tak na osobności i wytłumaczyc sobie wszystko. Jak coś to tu masz mój numer: 667896342. Napisz albo zadzwoń jak się zdecydujesz.
Rebekah.
Jason patrzył na kartkę w osłupieniu. Ona mu to podrzuciła? Ale kiedy? Dlaczego tego nie zauważył? Spojrzał na zegar przy kominku i zrezygnowany pokręcil głową. Disiaj już było za późno na spotkanie. Zapisał sobie jej numer w komórce i dalej jeszcze w szoku wyszedł coś upolować...
Sorki że nie pisałam dlugo, ale ostatnio mam mało czasu...Dzisiaj macie trochę dłuższą notkę.;) Liczę na wasze komentarze i dziękuję, że mnie wspieracie.;>
wtorek, 12 marca 2013
List...
Dzień zaczał się jak zawsze poranną walką z budzikiem, marudzeniem i próbą zakrycia worków pod oczami. Po porannej toalecie Rebekah usiadła przy oknie i wyciągnęła mały notesik, który był jej osobistym pamiętnikiem i napisała.
Drogi pamiętniczku.
Nie wiem co mam robić...Chodzi o tego chłopaka, Jasona. On...dziwnie się zachowuje. Nie wiem co o tym myśleć. Nie umiem tego nazwać. Zawsze kiedy na niego spojrze to już wręcz gapie się na niego, bo nie moge oderwać od niego wzroku. Pewnie ma mnie za jakieś dziwadło, albo jeszcze gorzej...Chciałabym móc powiedzieć, że mnie to nie obchodzi, ale nie mogę...Miękną mi kolana kiedy z nim rozmawiam, a kiedy patrze mu w oczy, mam wrażenie jakbym tonęła. Nigdy jeszcze nie widziałam nikogo z takimi oczami...Czemu nie moge z nim normalnie porozmawiać? On też mi nie pomaga! Sprawia tylko, że mam coraz więcej pytań i nie moge się na niczym skupić. A może on się tylko ze mną bawi? Bo jeśli tak, to gwarantuje, że mnie popamięta.
R.
16-latke ogarnął gniew. Czuła się bezradna, ponieważ wiedziała, że nie ma z nim szans na normalną rozmowe. Po chwili jednak dziewczyna wpadła na świetny pomysł...Skoro nie może mu powiedzieć w czym rzecz to mu to napisze. Wstała i podeszła do biurka po czym wyjęła z szafki kartkę i zaczęła pisać...
*W szkole...
Kiedy skończyła się trzecia lekcja Rebekah poczekała aż wszyscy razem z Jasonem opuszczą salę. Wyciągnęła z plecaka koperte z imieniem chłopaka, włożyła mu do torby i wyszła z klasy.
Jason przez reszte lekcji nie sprawiał wrażenia jakby coś zauważył na co westchnęła z ulgą, bo wolała, żeby 16-latek przeczytał ten liścik kiedy jej przy nim nie będzie...
Udało się, zadzwonił ostatni dzwonek i dziewczyna razem ze swoją przyjaciółką Melodie poszły na szkolny parking poczekać na Briana. Dziewczyny plotkowały siedząc w samochodzie kiedy po 15 minutach wreszcie się zjawił..
-Gdzie byłeś? Czekamy na ciebie już 15 minut.-zapytała z wyrzutem Rebekah, patrząc na niego groźnie.
-Sorki, facet od w-fu mnie zatrzymał.-odpowiedział przepraszająco.
-A co chciał?-spytała dziewczyna z nagłym zaciekawiemniem.
-E tam, jakieś bzdury mi gadał o tym, że nadawałbym się do drużyny lekko-atletycznej...Nudaaa.-przewrócił oczami i wcisnął się na tylne siedzenie.
Melodie odrwóciła się do niego z siedzenia kierowcy i powiedziała.
-Mógłyś spróbować. Przydałby się ktoś na biegi.
-Czy ja wiem...Może.-burknął bez przekonania Brian i spojrzał na dziewczyne. Uśmiechała się do niego zachęcająco i dopiero teraz zauważył, jaka jest ładna. Miała rude, ale bardzo ładne proste włosy, które sięgały jej do połowy pleców. Zielone oczy ze złocistymi refleksami wokół źrenic, troche piegów na nosie i policzkach, ale w porównaniu do innych dziewczyn, które do tej pory spotkał, pasowały jej. Posłał jej ciepły uśmiech, na co ona trochę się zarumieniła i odwróciła się z powrotem do kierownicy. Chwile później byli już w drodze do domu.
Kiedy byli już na miejscu, pomachali Melodie na pożegnanie i weszli do domu. W salonie zastali rodziców i babcię oglądających wiadomości. Przywitali się i wyciągnęli sobie z lodówki coś do jedzenia.
Rebekah wybrała surówkę i poszła na górę do pokoju. Zamknęła za sobą drzwi, rzuciła torbe na krzesło, wzięła laptopa i usadowiła się na łóżku opierając się o sterte poduszek.
Obiecała Tomowi, że przynajmniej raz w tygodniu do niego dzwoni na skype. Wybrała jego numer i już po pierwszym sygnałe usłyszała wesoły głos swojego najlepszego przyjaciela.
-HEJ TYGRYSIE!!!! Co tam u ciebie słychać? Jak tam w szkole? Są fajni faceci? Poznałaś już kogoś? Mam nadzieje, że nie zastąpiłaś mnie jakimś lalusiem spod biedronki!- dopytywał się Tom.
-Hahaha, spokojnie głąbie! Daj mi coś powiedzieć.-odpowiedziała mu żartobliwie Rebekah.
16-latek roześmiał się i kazał jej opowiadać.
-No więc, w szkole jest fajnie, ale oczywiście nudno bez ciebie. Poznałam taką dziewczynę, ma na imię Melodie i się zakumplowałyśmy. I jest taki jeden chłopak...Jason, ale jeszcze sama nie wiem co o nim myśleć.
-No to fajnie, cieszę się,że już się zadomowiłaś.-powiedział Tom szczerze, ale Rebekah usłyszała w jego głosie smutek. Uśmiechnęła się do niego podnosząc go na duchu i zapytała.
- A jak tam z Davidem? Gadałeś z nim?
Chłopak nagle podskoczył na krześle i zasypał ją odpowiedziami.
-Tak! Tak, gadałem z nim. Wiesz...Właściwie to jesteśmy parą. Okazało się,że on też woli chłopców, i że też miał mnie na oku! Nieźle nie? A ja się tak bałem....
Rebekah przez chwile patrzyła na niego zszokowana nie mogąc uwierzuć jak się sprawy odwróciły.
-No widzisz. Wcale nie potrzebowałeś mojej pomocy. Uwierzyłeś w siebie i ci się udało.-powiedziała powstrzymując łzy szczęścia.
-Kocham cię wariacie, pamiętaj o tym.-dodała uśmiechając się do niego.
-Ja ciebie też, tygrysie.-odpowiedział jej czule Tom.
Rozmawiali tak jeszcze troche wspominając stare czasy i wymieniając się plotkami. Po godzinie pożegnała się z przyjacielem, odłożyła laptopa i poszła się przewietrzyć...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Wzięło mnie dzisiaj i napisałam wam tą notkę.;33 Czekam na wasze opinie w komentarzach.;)
Drogi pamiętniczku.
Nie wiem co mam robić...Chodzi o tego chłopaka, Jasona. On...dziwnie się zachowuje. Nie wiem co o tym myśleć. Nie umiem tego nazwać. Zawsze kiedy na niego spojrze to już wręcz gapie się na niego, bo nie moge oderwać od niego wzroku. Pewnie ma mnie za jakieś dziwadło, albo jeszcze gorzej...Chciałabym móc powiedzieć, że mnie to nie obchodzi, ale nie mogę...Miękną mi kolana kiedy z nim rozmawiam, a kiedy patrze mu w oczy, mam wrażenie jakbym tonęła. Nigdy jeszcze nie widziałam nikogo z takimi oczami...Czemu nie moge z nim normalnie porozmawiać? On też mi nie pomaga! Sprawia tylko, że mam coraz więcej pytań i nie moge się na niczym skupić. A może on się tylko ze mną bawi? Bo jeśli tak, to gwarantuje, że mnie popamięta.
R.
16-latke ogarnął gniew. Czuła się bezradna, ponieważ wiedziała, że nie ma z nim szans na normalną rozmowe. Po chwili jednak dziewczyna wpadła na świetny pomysł...Skoro nie może mu powiedzieć w czym rzecz to mu to napisze. Wstała i podeszła do biurka po czym wyjęła z szafki kartkę i zaczęła pisać...
*W szkole...
Kiedy skończyła się trzecia lekcja Rebekah poczekała aż wszyscy razem z Jasonem opuszczą salę. Wyciągnęła z plecaka koperte z imieniem chłopaka, włożyła mu do torby i wyszła z klasy.
Jason przez reszte lekcji nie sprawiał wrażenia jakby coś zauważył na co westchnęła z ulgą, bo wolała, żeby 16-latek przeczytał ten liścik kiedy jej przy nim nie będzie...
Udało się, zadzwonił ostatni dzwonek i dziewczyna razem ze swoją przyjaciółką Melodie poszły na szkolny parking poczekać na Briana. Dziewczyny plotkowały siedząc w samochodzie kiedy po 15 minutach wreszcie się zjawił..
-Gdzie byłeś? Czekamy na ciebie już 15 minut.-zapytała z wyrzutem Rebekah, patrząc na niego groźnie.
-Sorki, facet od w-fu mnie zatrzymał.-odpowiedział przepraszająco.
-A co chciał?-spytała dziewczyna z nagłym zaciekawiemniem.
-E tam, jakieś bzdury mi gadał o tym, że nadawałbym się do drużyny lekko-atletycznej...Nudaaa.-przewrócił oczami i wcisnął się na tylne siedzenie.
Melodie odrwóciła się do niego z siedzenia kierowcy i powiedziała.
-Mógłyś spróbować. Przydałby się ktoś na biegi.
-Czy ja wiem...Może.-burknął bez przekonania Brian i spojrzał na dziewczyne. Uśmiechała się do niego zachęcająco i dopiero teraz zauważył, jaka jest ładna. Miała rude, ale bardzo ładne proste włosy, które sięgały jej do połowy pleców. Zielone oczy ze złocistymi refleksami wokół źrenic, troche piegów na nosie i policzkach, ale w porównaniu do innych dziewczyn, które do tej pory spotkał, pasowały jej. Posłał jej ciepły uśmiech, na co ona trochę się zarumieniła i odwróciła się z powrotem do kierownicy. Chwile później byli już w drodze do domu.
Kiedy byli już na miejscu, pomachali Melodie na pożegnanie i weszli do domu. W salonie zastali rodziców i babcię oglądających wiadomości. Przywitali się i wyciągnęli sobie z lodówki coś do jedzenia.
Rebekah wybrała surówkę i poszła na górę do pokoju. Zamknęła za sobą drzwi, rzuciła torbe na krzesło, wzięła laptopa i usadowiła się na łóżku opierając się o sterte poduszek.
Obiecała Tomowi, że przynajmniej raz w tygodniu do niego dzwoni na skype. Wybrała jego numer i już po pierwszym sygnałe usłyszała wesoły głos swojego najlepszego przyjaciela.
-HEJ TYGRYSIE!!!! Co tam u ciebie słychać? Jak tam w szkole? Są fajni faceci? Poznałaś już kogoś? Mam nadzieje, że nie zastąpiłaś mnie jakimś lalusiem spod biedronki!- dopytywał się Tom.
-Hahaha, spokojnie głąbie! Daj mi coś powiedzieć.-odpowiedziała mu żartobliwie Rebekah.
16-latek roześmiał się i kazał jej opowiadać.
-No więc, w szkole jest fajnie, ale oczywiście nudno bez ciebie. Poznałam taką dziewczynę, ma na imię Melodie i się zakumplowałyśmy. I jest taki jeden chłopak...Jason, ale jeszcze sama nie wiem co o nim myśleć.
-No to fajnie, cieszę się,że już się zadomowiłaś.-powiedział Tom szczerze, ale Rebekah usłyszała w jego głosie smutek. Uśmiechnęła się do niego podnosząc go na duchu i zapytała.
- A jak tam z Davidem? Gadałeś z nim?
Chłopak nagle podskoczył na krześle i zasypał ją odpowiedziami.
-Tak! Tak, gadałem z nim. Wiesz...Właściwie to jesteśmy parą. Okazało się,że on też woli chłopców, i że też miał mnie na oku! Nieźle nie? A ja się tak bałem....
Rebekah przez chwile patrzyła na niego zszokowana nie mogąc uwierzuć jak się sprawy odwróciły.
-No widzisz. Wcale nie potrzebowałeś mojej pomocy. Uwierzyłeś w siebie i ci się udało.-powiedziała powstrzymując łzy szczęścia.
-Kocham cię wariacie, pamiętaj o tym.-dodała uśmiechając się do niego.
-Ja ciebie też, tygrysie.-odpowiedział jej czule Tom.
Rozmawiali tak jeszcze troche wspominając stare czasy i wymieniając się plotkami. Po godzinie pożegnała się z przyjacielem, odłożyła laptopa i poszła się przewietrzyć...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Wzięło mnie dzisiaj i napisałam wam tą notkę.;33 Czekam na wasze opinie w komentarzach.;)
poniedziałek, 11 marca 2013
Może wkrótce...
*Następnego dnia rano...
Rebekah słysząc denerwujący dżwięk swojego budzika, przeczołgała się przez łóżko i wyłączyla urządzenie waląc w nie pięścią. Melodie poprzedniego dnia zaproponowała, że może podwieźć rodzeństwo do szkoły na co Rebekah chętnie się zgodziła. Mimo, że mogła dziś pospać pół godziny dłużej i tak wyglądała jak hipis po całonocnej imprezie...Wzięła szybki prysznic, umyła twarz i zęby po czym nałożyła lekki makijaż. Włosy zaplotła w luźnego kłosa pozwalając by kosmyki włosów opadały jej na twarz. Włożyła czarne rurki, jeansową koszulę z ćwiekami na ramionach i swoje purpurowe conversy. Wychodząc z pokoju krzyknęła po brata, żeby łaskawie zwlókł swój tyłek na dół i poszła do kuchni. Kończyła właśnie muesli kiedy usłyszała klakson. Podbiegła do okna i pomachała koleżance, która siedziała w czarnym mercedesie bez dachu i jeszcze raz krzyknęła do brata.
-Brian, pospiesz się lalusiu bo Melodie juz czeka!
Usłyszała jak 17-latek zbiega po schodach i po chwili był już przy niej ubrany w szare luźne rurki i niebieską bluzę z kapturem wciąganą przez głowę. Spojrzała na niego przelotnie unosząc brew i uśmiechnęła się pokrzepiająco.
-Nie martw się stary, dzisiaj po prostu postaraj się być nieco bardziej towarzyski. - wczoraj opowiedział jej jak mu minał pierwszy dzień. Mówił, że pare dziewczyn do niego zagadało czym przysporzył sobie wściekłych spojrzeń od chłopaków z klasy. Szybko je spławiał bo nie były w jego typie i dlatego mało kto z nim wczoraj rozmawiał. Jednym słowem mówiąc: nie był to jego najlepszy dzień...
-Spoko siostra, dam rade. Chodźmy.-odpowiedział i popchnął ją lekko w stronę drzwi. Wyszli i ruszyli w stronę czrnego wozu stojącego tuż przed domem.
-Niezła fura...-powiedział Brian i zagwizdał z uznaniem.
-Brian jestem.-dodał szybko.
-Dzięki, miło cię poznać. Jestem Melodie.- odpowiedziała mu wesoło ruda dziewczyna.- Wskakujcie!- dodała. Rebekah usiadła z przodu na miejscu pasażera a jej brat usadowił się na tylnym siedzeniu.
-No to jazda!- powiedziała dziewczyna po czym ruszyła przed siebie z piskiem opon.
Jechali tak przez całą drogę śmiejąc się i śpiewając piosenki, które leciały z radia. Rebekah ukradkiem zerknęłą na brata i aż nie mogła powstrzymać uśmiechu. Po raz pierwszy od śmierci swojej dziewczyny Brian szczerze się śmiał. Dawno nie widziała go tak wesołego...Cieszyła się, że 17-latek narszcie postanowił wrócić do życia a nie stale żyć przeszłością.
Pare minut później byli już na szkolnym parkingu. Dziewczyny pomachały Brianowi i ruszyły w stronę klasy.
Ich pierwszą lekcją była historia.Weszły do klasy i poszły do swoich ławek. Tajemniczy chłopak już tam był i siedział w tej samej pozycji co wczoraj, ale teraz wygłądał jakby spał. Usiadła i wyciągneła książki. Starała się nie patrzyć na chłopaka i skupić na zajęciach. Postanowiła sobie, że zatrzyma go na przerwie i zapyta o wczoraj.
Kiedy zadzwonił dzwonek Rebekah poczekała aż wszyscy wyjdą i kiedy chłopak obok niej wstał, złapała go za rękaw i dwróciła do siebie. Teraz pierwszy raz mogła mu się przyjrzeć z bliska. Był po prostu tak nieziemsko przystojny, że kiedy tak patrzył na nią tymi ciemnymi dużymi oczami, poczuła, że miękną jej nogi...
-Coś się stało?-zapytał wyrywając ją z osłupienia.
-Nie. To znaczy tak. Tak, stało się!-jąkała się jak dziecko nagle nie wiedząc co powiedzieć.
-Słucham?- chłopak usiadł na ławce, złożył ręce na klatce piersiowej i czekał.
-No więc...chciałabym wiedzieć dlaczego wczoraj tak na mnie dziwnie patrzyłeś.-powiedziała trochę speszona.
-Jak dziwnie?-zapytał wyraźnie rozbawiony sytuacją.
-No nie wiem. Dziwnie. I chciałabym wiedzieć dlaczego.
Chłopak westchnął i po chwili niezręcznej ciszy wstał i podszedł do niej, pochylając się nad nią.
-Ładnie pachniesz...-zamruczał.
Rebekah stała oszołomiona jego ruchem.
-Nawet nie wiesz jak się nazywam, a już zadajesz mi dziwne pytania.-powiedział odsuwając się i wracając do normalnego tonu.
-Ja...przepraszam, ale po prostu chciałam wiedzieć.-odpowiedziała nieco zakłopotana.
-W porządku. Nic się nie stało. Jestem Jason jak coś.-podał jej ręke.
-Rebekah.-uścisnęła jego dłoń i stwierdziła, że jest bardzo zimna jak na wrzesień.
Jason uśmichnął się do niej lekko puszczając jej ręke i ruszył do wyjścia.
-Hej, to powiesz mi dlaczego tak się patrzyłeś, czy nie?!-zawołała za nim. On przystanął, odwrócił się do niej i powiedział znowu tym zmysłowym głosem.
-Może wkrótce...
Przez reszte lekcji już się do siebie nie odezwali. Po zajęciach Melodie poszła z Rebekah po Briana i razem wrócili do domu.
Po obiedzie 16-latka wzięła się za odrabianie lekcji, bo nie chchiała od razu na początku szkoły załapać złych ocen. Zamiast kolacji zjadła tylko jabłko i poszła zafundować sobie gorącą kąpiel.
Leżała w wannie wypełnionej ciepłą wodą i olejkami relaksującymi. W całej łazience unosił się cudowny i uspokajający zapach brzoskwiń. Przyłapała się, że prawie usnęła otumaniona ciepłem wody. Wyszła z wanny opatulając się ręcznikiem i poszła do pokoju przebrać się w piżame, na którą zarzuciła fioletowy szlafrok. Wzięła książkę i usiadła przy oknie. Chciała chwile poczytać przed snem, ale jej myśli wciąż krążyły wokół Jasona. Nie mogła zapomnieć tego jak się nad nią pochylił, jak pachniał świeżą cytryną i jak do niej mówił. Zrezygnowana odłożyła książkę, zdjęła szlafrok i położyła się do łóżka. Włożyła słuchawki i wsłuchiwała się w rytmy Fireflight dopóki nie usnęła.
Ciąg dalszy nastąpi...;)
No, obietnica spełniona!.;3 Mam nadzieje, że się podoba.;) Proszę o komentarze.;)
Rebekah słysząc denerwujący dżwięk swojego budzika, przeczołgała się przez łóżko i wyłączyla urządzenie waląc w nie pięścią. Melodie poprzedniego dnia zaproponowała, że może podwieźć rodzeństwo do szkoły na co Rebekah chętnie się zgodziła. Mimo, że mogła dziś pospać pół godziny dłużej i tak wyglądała jak hipis po całonocnej imprezie...Wzięła szybki prysznic, umyła twarz i zęby po czym nałożyła lekki makijaż. Włosy zaplotła w luźnego kłosa pozwalając by kosmyki włosów opadały jej na twarz. Włożyła czarne rurki, jeansową koszulę z ćwiekami na ramionach i swoje purpurowe conversy. Wychodząc z pokoju krzyknęła po brata, żeby łaskawie zwlókł swój tyłek na dół i poszła do kuchni. Kończyła właśnie muesli kiedy usłyszała klakson. Podbiegła do okna i pomachała koleżance, która siedziała w czarnym mercedesie bez dachu i jeszcze raz krzyknęła do brata.
-Brian, pospiesz się lalusiu bo Melodie juz czeka!
Usłyszała jak 17-latek zbiega po schodach i po chwili był już przy niej ubrany w szare luźne rurki i niebieską bluzę z kapturem wciąganą przez głowę. Spojrzała na niego przelotnie unosząc brew i uśmiechnęła się pokrzepiająco.
-Nie martw się stary, dzisiaj po prostu postaraj się być nieco bardziej towarzyski. - wczoraj opowiedział jej jak mu minał pierwszy dzień. Mówił, że pare dziewczyn do niego zagadało czym przysporzył sobie wściekłych spojrzeń od chłopaków z klasy. Szybko je spławiał bo nie były w jego typie i dlatego mało kto z nim wczoraj rozmawiał. Jednym słowem mówiąc: nie był to jego najlepszy dzień...
-Spoko siostra, dam rade. Chodźmy.-odpowiedział i popchnął ją lekko w stronę drzwi. Wyszli i ruszyli w stronę czrnego wozu stojącego tuż przed domem.
-Niezła fura...-powiedział Brian i zagwizdał z uznaniem.
-Brian jestem.-dodał szybko.
-Dzięki, miło cię poznać. Jestem Melodie.- odpowiedziała mu wesoło ruda dziewczyna.- Wskakujcie!- dodała. Rebekah usiadła z przodu na miejscu pasażera a jej brat usadowił się na tylnym siedzeniu.
-No to jazda!- powiedziała dziewczyna po czym ruszyła przed siebie z piskiem opon.
Jechali tak przez całą drogę śmiejąc się i śpiewając piosenki, które leciały z radia. Rebekah ukradkiem zerknęłą na brata i aż nie mogła powstrzymać uśmiechu. Po raz pierwszy od śmierci swojej dziewczyny Brian szczerze się śmiał. Dawno nie widziała go tak wesołego...Cieszyła się, że 17-latek narszcie postanowił wrócić do życia a nie stale żyć przeszłością.
Pare minut później byli już na szkolnym parkingu. Dziewczyny pomachały Brianowi i ruszyły w stronę klasy.
Ich pierwszą lekcją była historia.Weszły do klasy i poszły do swoich ławek. Tajemniczy chłopak już tam był i siedział w tej samej pozycji co wczoraj, ale teraz wygłądał jakby spał. Usiadła i wyciągneła książki. Starała się nie patrzyć na chłopaka i skupić na zajęciach. Postanowiła sobie, że zatrzyma go na przerwie i zapyta o wczoraj.
Kiedy zadzwonił dzwonek Rebekah poczekała aż wszyscy wyjdą i kiedy chłopak obok niej wstał, złapała go za rękaw i dwróciła do siebie. Teraz pierwszy raz mogła mu się przyjrzeć z bliska. Był po prostu tak nieziemsko przystojny, że kiedy tak patrzył na nią tymi ciemnymi dużymi oczami, poczuła, że miękną jej nogi...
-Coś się stało?-zapytał wyrywając ją z osłupienia.
-Nie. To znaczy tak. Tak, stało się!-jąkała się jak dziecko nagle nie wiedząc co powiedzieć.
-Słucham?- chłopak usiadł na ławce, złożył ręce na klatce piersiowej i czekał.
-No więc...chciałabym wiedzieć dlaczego wczoraj tak na mnie dziwnie patrzyłeś.-powiedziała trochę speszona.
-Jak dziwnie?-zapytał wyraźnie rozbawiony sytuacją.
-No nie wiem. Dziwnie. I chciałabym wiedzieć dlaczego.
Chłopak westchnął i po chwili niezręcznej ciszy wstał i podszedł do niej, pochylając się nad nią.
-Ładnie pachniesz...-zamruczał.
Rebekah stała oszołomiona jego ruchem.
-Nawet nie wiesz jak się nazywam, a już zadajesz mi dziwne pytania.-powiedział odsuwając się i wracając do normalnego tonu.
-Ja...przepraszam, ale po prostu chciałam wiedzieć.-odpowiedziała nieco zakłopotana.
-W porządku. Nic się nie stało. Jestem Jason jak coś.-podał jej ręke.
-Rebekah.-uścisnęła jego dłoń i stwierdziła, że jest bardzo zimna jak na wrzesień.
Jason uśmichnął się do niej lekko puszczając jej ręke i ruszył do wyjścia.
-Hej, to powiesz mi dlaczego tak się patrzyłeś, czy nie?!-zawołała za nim. On przystanął, odwrócił się do niej i powiedział znowu tym zmysłowym głosem.
-Może wkrótce...
Przez reszte lekcji już się do siebie nie odezwali. Po zajęciach Melodie poszła z Rebekah po Briana i razem wrócili do domu.
Po obiedzie 16-latka wzięła się za odrabianie lekcji, bo nie chchiała od razu na początku szkoły załapać złych ocen. Zamiast kolacji zjadła tylko jabłko i poszła zafundować sobie gorącą kąpiel.
Leżała w wannie wypełnionej ciepłą wodą i olejkami relaksującymi. W całej łazience unosił się cudowny i uspokajający zapach brzoskwiń. Przyłapała się, że prawie usnęła otumaniona ciepłem wody. Wyszła z wanny opatulając się ręcznikiem i poszła do pokoju przebrać się w piżame, na którą zarzuciła fioletowy szlafrok. Wzięła książkę i usiadła przy oknie. Chciała chwile poczytać przed snem, ale jej myśli wciąż krążyły wokół Jasona. Nie mogła zapomnieć tego jak się nad nią pochylił, jak pachniał świeżą cytryną i jak do niej mówił. Zrezygnowana odłożyła książkę, zdjęła szlafrok i położyła się do łóżka. Włożyła słuchawki i wsłuchiwała się w rytmy Fireflight dopóki nie usnęła.
Ciąg dalszy nastąpi...;)
No, obietnica spełniona!.;3 Mam nadzieje, że się podoba.;) Proszę o komentarze.;)
niedziela, 10 marca 2013
Tajemniczy chłopak...
-Emm..Dzień dobry..ja...jestem nowa. Czy to jest klasa II B?- spytała zdenerwowana Rebekah wchodząc do klasy i rozglądając się dookoła.
-Tak panno..?- łysy gostek w okularach (a raczej w googlach) spjrzał na nią pytająco.
-Collins. Rebekah Collins, proszę pana.- odpowiedziała dziewczyna odrobine za głośno i od razu skarciła się w duchu.
,,Błagam R. nie zrób z siebie debila...''
-A więc witamy w naszej klasie panno Collins. Poszukaj sobie jakiegoś miejsca. -nauczyciel pokazał jej zachęcający gest i po chwili Rebekah ruszyła na poszukiwanie wolnego miejsca.
Tak właściwie to nie miała za dużego wyboru, ponieważ w całej klasie było wolne tylko jedno miejsce na samym końcu drugie od okna. Starając się nie narzekać usiadła, wyciągnęła książki i wzięła się za obserwację swojej klasy.
Klasa mieściła może ze 25 pojedyńczych ławek, po 5 w każdym rzędzie. Pierwszy rząd był wypełniony 100% procentowymi kujonami. Były to same dziewczyny ubrane w idealnie wyprasowane koszule wciągnięte w spódnice do kolan. Każda nosiła okulary i miała krótkie włosy. ,,Dziwne...''-pomyślała Rebekah.
Od drugiego do czwartego rzędu zasiadali normalni uczniowie...Prawie normalni...Wszystkie dziewczyny oprócz kujonek były plastikami. Tapeta na twarzy, duży dekolt, krótka mini(zdecydowanie za krótka) i wysokie szpilki. Chłopaki wyglądali na graczy szkolnej drużyny footbolowej. Wielkie mięśniaki i małe mózgi, sądząc po ich tekstach.
Piąty rząd zajmowała Rebekah. Po prawej stronie siedziała ruda dziewczyna o sympatycznej twarzy, która się do niej uśmiechnęła.
-Hej, jestem Melodie. Po twoim wyglądzie sądze, że jesteś normalna...Więc jeśli chcesz mogę cię troche wprowadzić w życie tej szkoły.Pokazać, opowiedzieć ci co nie co, o niektórych osobach...Co ty na to? Może mogłybyśmy się nawet zaprzyjaźnić.- powiedziała Melodie przez cały czas się uśmiechając.
-E..tak jasne, będe wdzięczna za każdą pomoc.- odowiedziała usatysfakcjonowana, że już zdobyła koleżanke ale i z tego, że ''wygląda na normalną''.
Ruda dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze raz i wystawiła zaciśniętą pięść na znak żółwika. Rebekah przybiła z nią przyjacielskiego żółwia i wróciły do lekcji.
Nastolatka pod koniec lekcji poczuła się niezręcznie, ale nie wiedziała czemu...Spojrzała na koleżanke po prawej po czym spojrzała na lewo...i zamarła.
W ławce obok niej chłopak leżał na ławce z kapturem naciągniętym na głowę i przyglądał się jej spomiędzy kosmyków czarnych włosów. Nie widziała dokładnie jego twarzy bo zakrywał się rękami, ale to spojrzenie...Patrzył na nią jakby się zaglądał jej w...duszę? Nie wiedziała jak to nazwać, ale z tej niezręczniej sytuacji uratował ją dźwięk dzwonka.
Odwróciła wzrok i zaczęła pakować książki do torby. Chciała spytać się chłopaka o co mu chodziło, ale kiedy odwróciła się, żeby zagadać jego już nie było. Rebekah rozejrzała się po sali i zobaczyła go : Wysoki, nieprzesadnie umięśniony, był ubrany w czarne luźne rurki i niskim krokiem, szarą bluzę bez ekspresu i czarne conversy. Dziewczyna wpatrywała się w niego jak zachipnotyzowana kiedy on wychodząc z sali posłał jej jeszcze jedno spojrzenie swoich pięknych ciemnych oczu...
Rebekah przez reszte lekcji siedziała cicho i starała się nie patrzeć na chłopaka obok siebie. Kiedy zajęcia się skończyły razem z nową kumpelą Melodie poszła obejrzeć szkołę.
Mieli tutaj studio taneczne, wielką aule ze sceną, studia muzyczne i oczywiście wielkie boisko do footbolu większe od samego budynku szkoły. Dziewczyny kupiły coś do jedzenia w szkolnej stołówce i usiadły na trybunach stadionu. Melodie opowiedziała jej wiele śmiesznych historyjek i razem miło spędziły czas.
*Tego samego dnia po powrocie ze szkoły.
Drogi pamiętniczku.
Pierwszy dzień w nowej szkole nie poszedł mi tak źle. A przynajmniej tak mi się wydaje...Poznałam Melodie, która oprowadziła mnie po szkole i zdradziła pare gorązych plotek. Zapoznałam się z nauczycielami i dyrkiem. Ale przez cały dzień myśle tylko o jednym...O tym tajemniczym chłopaku, który tak na mnie patrzył...Jest taki inny! I niesamowicie przystojny, dlatego nie moge zrozumieć tego dlaczego trzyma się na uboczu. Jego oczy...to dopiero są oczy...takie bardzo ciemne sprawiające wrażenie jakby coś ukrywał. Cudowne! Ale ciągle się zastaniawiam nad tym spojrzeniem...Wiem! Jutro go złapie i zapytam o co mu chodziło a teraz spadam bo chciałabym się dowiedzieć jak Brian sobie dziś poradził.
R.
Ciąg dalszy nastąpi..;)
Disiaj troche krócej, ale obiecuje, że jutro coś dodam! Wkońcu są rekolekcje więc będe miała troche czasu...Mam nadzieje, że opowiadanie się wam podoba.;33 Dziekuję za wszystkie motywujące komentarze.;) Teraz już wiem, że nie moge przestać pisać. Mam też nadzieję, że z czasem będzie ich coraz więcej.;D
-Tak panno..?- łysy gostek w okularach (a raczej w googlach) spjrzał na nią pytająco.
-Collins. Rebekah Collins, proszę pana.- odpowiedziała dziewczyna odrobine za głośno i od razu skarciła się w duchu.
,,Błagam R. nie zrób z siebie debila...''
-A więc witamy w naszej klasie panno Collins. Poszukaj sobie jakiegoś miejsca. -nauczyciel pokazał jej zachęcający gest i po chwili Rebekah ruszyła na poszukiwanie wolnego miejsca.
Tak właściwie to nie miała za dużego wyboru, ponieważ w całej klasie było wolne tylko jedno miejsce na samym końcu drugie od okna. Starając się nie narzekać usiadła, wyciągnęła książki i wzięła się za obserwację swojej klasy.
Klasa mieściła może ze 25 pojedyńczych ławek, po 5 w każdym rzędzie. Pierwszy rząd był wypełniony 100% procentowymi kujonami. Były to same dziewczyny ubrane w idealnie wyprasowane koszule wciągnięte w spódnice do kolan. Każda nosiła okulary i miała krótkie włosy. ,,Dziwne...''-pomyślała Rebekah.
Od drugiego do czwartego rzędu zasiadali normalni uczniowie...Prawie normalni...Wszystkie dziewczyny oprócz kujonek były plastikami. Tapeta na twarzy, duży dekolt, krótka mini(zdecydowanie za krótka) i wysokie szpilki. Chłopaki wyglądali na graczy szkolnej drużyny footbolowej. Wielkie mięśniaki i małe mózgi, sądząc po ich tekstach.
Piąty rząd zajmowała Rebekah. Po prawej stronie siedziała ruda dziewczyna o sympatycznej twarzy, która się do niej uśmiechnęła.
-Hej, jestem Melodie. Po twoim wyglądzie sądze, że jesteś normalna...Więc jeśli chcesz mogę cię troche wprowadzić w życie tej szkoły.Pokazać, opowiedzieć ci co nie co, o niektórych osobach...Co ty na to? Może mogłybyśmy się nawet zaprzyjaźnić.- powiedziała Melodie przez cały czas się uśmiechając.
-E..tak jasne, będe wdzięczna za każdą pomoc.- odowiedziała usatysfakcjonowana, że już zdobyła koleżanke ale i z tego, że ''wygląda na normalną''.
Ruda dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze raz i wystawiła zaciśniętą pięść na znak żółwika. Rebekah przybiła z nią przyjacielskiego żółwia i wróciły do lekcji.
Nastolatka pod koniec lekcji poczuła się niezręcznie, ale nie wiedziała czemu...Spojrzała na koleżanke po prawej po czym spojrzała na lewo...i zamarła.
W ławce obok niej chłopak leżał na ławce z kapturem naciągniętym na głowę i przyglądał się jej spomiędzy kosmyków czarnych włosów. Nie widziała dokładnie jego twarzy bo zakrywał się rękami, ale to spojrzenie...Patrzył na nią jakby się zaglądał jej w...duszę? Nie wiedziała jak to nazwać, ale z tej niezręczniej sytuacji uratował ją dźwięk dzwonka.
Odwróciła wzrok i zaczęła pakować książki do torby. Chciała spytać się chłopaka o co mu chodziło, ale kiedy odwróciła się, żeby zagadać jego już nie było. Rebekah rozejrzała się po sali i zobaczyła go : Wysoki, nieprzesadnie umięśniony, był ubrany w czarne luźne rurki i niskim krokiem, szarą bluzę bez ekspresu i czarne conversy. Dziewczyna wpatrywała się w niego jak zachipnotyzowana kiedy on wychodząc z sali posłał jej jeszcze jedno spojrzenie swoich pięknych ciemnych oczu...
Rebekah przez reszte lekcji siedziała cicho i starała się nie patrzeć na chłopaka obok siebie. Kiedy zajęcia się skończyły razem z nową kumpelą Melodie poszła obejrzeć szkołę.
Mieli tutaj studio taneczne, wielką aule ze sceną, studia muzyczne i oczywiście wielkie boisko do footbolu większe od samego budynku szkoły. Dziewczyny kupiły coś do jedzenia w szkolnej stołówce i usiadły na trybunach stadionu. Melodie opowiedziała jej wiele śmiesznych historyjek i razem miło spędziły czas.
*Tego samego dnia po powrocie ze szkoły.
Drogi pamiętniczku.
Pierwszy dzień w nowej szkole nie poszedł mi tak źle. A przynajmniej tak mi się wydaje...Poznałam Melodie, która oprowadziła mnie po szkole i zdradziła pare gorązych plotek. Zapoznałam się z nauczycielami i dyrkiem. Ale przez cały dzień myśle tylko o jednym...O tym tajemniczym chłopaku, który tak na mnie patrzył...Jest taki inny! I niesamowicie przystojny, dlatego nie moge zrozumieć tego dlaczego trzyma się na uboczu. Jego oczy...to dopiero są oczy...takie bardzo ciemne sprawiające wrażenie jakby coś ukrywał. Cudowne! Ale ciągle się zastaniawiam nad tym spojrzeniem...Wiem! Jutro go złapie i zapytam o co mu chodziło a teraz spadam bo chciałabym się dowiedzieć jak Brian sobie dziś poradził.
R.
Ciąg dalszy nastąpi..;)
Disiaj troche krócej, ale obiecuje, że jutro coś dodam! Wkońcu są rekolekcje więc będe miała troche czasu...Mam nadzieje, że opowiadanie się wam podoba.;33 Dziekuję za wszystkie motywujące komentarze.;) Teraz już wiem, że nie moge przestać pisać. Mam też nadzieję, że z czasem będzie ich coraz więcej.;D
sobota, 2 marca 2013
Nowe życie...
*2 miesiące póżniej...
Rebekah siedziała przy małym biurku i szukała jakiegoś notatnika. Nie miała żadnej pamiątki z życia jakie prowadziła w Californii. Nie robiła żadnych zdjęć, uznała że nie ma po co. Teraz tego żałowała i postanowiła zapisywać każdą myśl. Znalazła jakiś mały notes i wyciągnęła długopis. Przez chwile wpatrywała się w puste kartki nie wiedząc jak zacząć. Nigdy nie pisała pamiętnika ani nic z tych rzeczy. Sięgnęła po iPoda ze słuchawkami i zanurzyła się w rytmach 30 seconds to mars. Przyłożyła długopis do pierwszej strony i zaczęła.
Drogi pamiętniczku.
Całe wakacje spędziłam na zwiedzaniu Londynu. Muszę przyznać, że nie jest tak źle...Szkołę mam jakieś 2 km od domu. Kupiłam sobie deskorolke żeby szybciej dojechać. Nie zamierzam tyle codziennie chodzić na piechote. W przyszłym tygodniu w centrum jest koncert Bruno Marsa. Może pójde jak uda mi się kupić bilet, co jest niemożliwe...Tak więc, jutro zaczyna się szkoła. Nie wiem co na siebie włożyć...Postawić na conversy czy obcasy? Rurki czy mini? Kurde nie mam pojęcia! Chce zrobić dobre wrażenie, znaleźć przyjaciół. Jestem nieco zdenerwowana i pewnie dzisiaj nie zasne. Zresztą źle sypiam od kiedy tu przyjechałam. Mam dziwne uczucie, że ktoś mnie obserwuje. Chyba wpadłam w jakąś paranoje. Haha, super nie ma co, palma mi odbija! Mniejsza...
Mam nadzieję, że nie zawale pierwszego dnia w nowej szkole, trzymaj kciuki!
R.
R.
16-latka wzięła notes i poszła schować go pod materac łóżka.
Poszła się wykąpać, chcąc zmyć z siebie stres i zmęczenie. Napawała się strumieniem gorącej wody i nie chciała wychodzić z wanny. Mogłaby tak leżeć i leżeć...W końcu jednak zmuszona wrzaskiem mamy, że ''marnuje wodę!'' wygramoliła się ze swojej oazy spokoju(wanny) i przebrała się w piżame. Wysuszyła jeszcze włosy, które potem zaplotła w dobieranego warkocza i położyła się do łóżka.
Patrzyła w biały sufit chyba przez godzinę nie mogąc zasnąć. Spojrzała na telefon, którego blask oślepił ją na chwile i sprawdziła godzinę. Na wyświetlaczu pokazała się 1:17. Rebekah westchnęła i schowała telefon pod poduszkę sprawdzając czy napewno nastawiła budzik. Pierwsza lekcja zaczynała się o 8:00 więc żeby się wyszykować musiała nastawić alarm na 6:00.
- Masakra, będe wyglądała jak zombie...-mruknęła pod nosem i zasnęła.
Pobudka nie należała do przyjemnych, ponieważ wiercąc się w nocy Rebekah zaplątała się w kołdrę. Wstając nie zdążyła się do końca uwolnić z pościeli i walnęła z hukiem o podłoge. Przez chwile leżała skulona nie mogąc złapać oddechu. Kiedy się uspokoiła poszła do łazienki, doprowadzić się do ładu. Spojrzała na swoje odbicie i zamarła.
Wyglądała jak Tarzan. Ciemne włosy powychodziły jej z warkocza i odstawały na wszystkie strony. Do twarzy przykleiły jej się jakieś paprochy, pewnie po przygodzie z podłagą...Sińce pod oczami były ogromne. Rebekah musiała nałożyć więcej korektora niż zazwyczaj. Pociągnęła rzęsy tuszem i podkreśliła oczy ciemno-purpurową kredką do oczu. Rozplotła warkocz i poskromiła ładne loki lakierem, żeby utrzymały się dłużej niż do drugiej lekcji. Kiedy uznała, że wygląda już jak przyzwoite zombie, poszła się ubrać.
Tata powiedział, że nie da rady jej podwieżć więc musiała jechać na desce. Czyli obcasy nie wchodziły w gre...Po krótkim zastanowieniu wyciągnęła z szafy ciemne rurki, biały podkoszulek i bluze pod kolor conversów(purpurowe) z białym ekspresem. Psiknęła się jescze lekką mgiełką i zeszła na dół zabierając torbę z krzesła przy biurku.
Na dole zastała babcie i Briana.
-Rebekah skarbie co chcesz na śniadanie?-Zapytała babcia, wstając od stołu.
-Może być jajecznica.
-Już się robi...-odpowiedziała z zapałem i wyciągnęła z lodówki jajka.
-Ej no chwila! Jak ja się spytałem czy zrobisz mi jajecznice to powiedziałaś, że nie ma jajek!- oburzył się Brian.
-Oj wnusiu, nie nauczyłeś się, że w tym domu faceci sami sobie przygotowują jedzenie? Chociaż to powinniście zrobić sami.-uśmiechnęła się do niego żartobliwie.
-Co za niesprawiedliwość! Dobra to ja już se wezme bułkę...-powiedział i zrezygnowany podszedł do blatu kuchennego i wyciągnął małą kajzerke z koszyka.
Rebekah zjadła szybko, podziękowała i poszła do schowka po deskorolke. Kiedy zamykała drzwi ktoś delikatnie dotknął jej ramienia. Odwróciła się zaskoczona.
-Emm...pojedziemy razem?- Brian stał przed nią i dopiero teraz lepiej mu się przyjrzała. Miał na sobie nowe spodnie, które kupił sobie w centrum(luźne granatowe rurki), szaro-czarną koszule w grubą krate i buty za kostkę firmy nike. Jednym słowem wyglądał dość...fajnie? Brian patrzył się na nią jak na wariatkę więc przestała mu się przyglądać.
-Yyy..tak , pewnie, czemu nie?- wyksztusiła i włożyła sobie torbę przez głowe, żeby nie przeszkadzała jej w trakcie jazdy. 17-latek skinął głową i poszedł za siostrą zabierając ze sobą własną deske.
Rebekah patrzyła na swojego brata, który jechał przed nią i robił różne predziwne triki. Zawsze go podziwiała jeżeli chodzi o jazde. Jeździł na deskorolce od dziecka i umiał mnóstwo wspaniałych sztuczek. Ona niestety nie umiała robić tego typu rzeczy. Próbowała kiedyś nauczyć się czegoś od brata, ale im bardziej się starała tym częściej lądowała tyłkiem na ziemi, więc sobie odpuściła.
Dojechali już prawie na miejsce kiedy z bocznej uliczki wyjechał czerwony kabriolet i zajechał im droge. W śroku siedziały dwie dziewczyny i wytykając ich palcami śmiały się jakby dostały ataku padaczki. Brian i Rebekah jednocześnie jakby się zgrali pokazali dziewczynom środkowy palec. Samochód przyspieszył i już go nie widzieli.
Kiedy byli już przy szkolnym parkingu rozdzielili się życząc sobie powodzenia i poszli szukać swoich klas.
16-latka martwiła się czy jej brat sobie poradzi. Miała jeszcze tylko jedno zmartwienie: ''Czy sama sobie poradzi?''
Wiem, że długo nie pisałam ale komp mi nawalał i nie miałam jak wstawić nowej notki. Macie dzisiaj troche dłuższą, mam nadzieje, że się podoba.;) Licze na komentarz.;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)