wtorek, 16 kwietnia 2013

,,Cisza przed burzą...''

Jechali w ciszy rozkoszując się chwilą dopóki nie dojechali pod dom Jasona. Chłopak zwinnie zsiadł z motocykla i pomógł Rebekah. Weszli na ganek trzymając się za ręce.
-Poczekaj tutaj chwile, zaraz po ciebie wróce.-powiedział Jason zostawiając Rebekah przed drzwiami wejściowymi do swojego domu. Dziewczyna nie protestowała i została na miejscu. 16-latek chciał sprawdzić czy może ją bezpiecznie wprowadzić bez nieprzyjemności ze strony reszty ''wampierzej'' paczki. Zszedł do piwnicy gdzie Christian i Vincent zazwyczaj spali,  ponieważ nie dochodziło tam światło słoneczne. Jason jako jedyny z całej trójki mógł wychodzić w czasie dnia. Zawdzięczał to swoim przodkom, po których odziedziczył ten Dar. Nie skończył jeszcze osiemnastu lat, po których objawiają się także inne talenty pełnokrwistych wampirów, ale póki co i tak umiał już dużo. Christian po swoich przodkach odziedziczył dwa Dary: potrafił czytać w myślach śmiertelników i za pomocą siły woli mógł przeistoczyć się w mgłę.
Jason nigdy nie myślał na poważnie jakie Dary chciałby posiadać, bo wiedział, że nie ma na to wpływu. Ale był też drugi powód...Od dziecka przeklinał to kim jest, a właściwie czym. Potworem żywiącym się ludzką krwią, czyimś życiem...Po tym jak zamordowano jego rodziców kiedy miał 6 lat przysiągł zemste, ale nie wiedział czy uda mu się dotrzymać tej przysięgi. Nie wiedział czy dałby rade tym istotom. Ponoć byli to zmiennokształtni. Musieli był niesamowicie potężni skoro udało im się zabić dwa wampiry obdarzone wyjątkowymi Darami naraz...
Rozmyślając o tym co powiedzieć kumplom Jason po cichu wszedł do piwnicy zamykając za sobą drzwi. W środku znajdowały się dwa wielkie hamaki powieszone na drewnianych słupkach potrzymujących sufit. Jeden hamak był czarny, a drugi w kolorze zgniłej zieleni. 16-latek udał się w stronę tego czarnego i szturchnął lekko w ramie śpiącego w nim Christiana.
-Ej stary, przyprowadziłem...-zaczął Jason.
-...żarcie?-przerwał mu chłopak siadając sztywno na posłaniu.
-Nie. Przyprowadziłem Rebekah, koleżankę z klasy. Jest na górze. Proszę was tylko byście siedzieli cicho, ok? To dla mnie ważne.-dokończył chłopak siląc się na rzeczowy ton. Christian spojrzał na niego podejrzliwie, a kiedy już uświadomił sobie, że chłopak mówi szczerze, iż przyprowadził koleżankę a nie przekąskę, którą nie chce się podzielić, skinął głową.
-Dzięki stary.-odetchnął z ulgą Jason.-A i pilnuj Vincenta, żeby nie zrobił nic głupiego!-dodał.
-Spoko.-odpowiedział niezbyt przekonująco mężczyzna i opadł z powrotem na hamak.
Jason wrócił na górę do Rebekah, wziął ją za rękę, uśmiechnął się i wprowadził do mieszkania. Dziewczyna z zaciekawieniem przyglądała się skromnemu wystrojowi wnętrza. Cieszyła się, że tu jest...z Jasonem. Chłopakiem, którego pragnęła. Kiedy przejrzała i dotknęła każdej rzeczy w tym mieszkaniu usiadła z Jasonem na kanapie i razem śmiali się i żartowali aż do momentu, w którym chłopak wyskoczył z nagłą propozycją:
-Chodź ze mną do lasu.
-Ciemno się robi....Może następnym razem, ok?-odpowiedziała Rebekah lekko zdenerwowana tym, że jest już naprawde późno, a ona nie zadzwoniła do rodziców i nie poinformowała ich, że wróci później...
-No chodź...Przecież będe z tobą, co się może stać?-nalegał chłopak, więc wkońcu się zgodziła i poszła za nim na świeże wieczorne powietrze.
Kiedy szli leśną dróżką, Jason nagle zasłonił jej oczy dłońmi. Dziewczyna roześmiała się i zapytala.
-Co robisz? Przewrócę się.
-Zaufaj mi.-szepnął jej do ucha w odpowiedzi. Westchęłą żartobliwie, ale posłuchała. Jason lekko popchnął ją do przodu więc ruszyła przed siebie. 16-latek starał się prowadzić Rebekah tak ,aby się nie potknęła i nie upadła. Po jakichś 20 minutach mowienia:,,Schyl się, w lewo, w prawo, podnieś nogę...'' wreszcie stanęli. Rebekah czuła chłodne powietrze przenikające jej cienką koszulę i muskające gładką skóre, powodując dreszcze. Słyszała ptasie śpiewy gdzieś w oddali i czuła zapach trawy.
-Otwórz oczy.-wyszeptał jej do ucha Jason i zabrał dłonie z jej twarzy.
Rebekah posłusznie otworzyła oczy i aż musiała z wrażenia zasłonić usta ręką, żeby nie krzyknąć. Stała na potężnej skarpie porośniętej trawą i mchem. Od przepaści dzieliły ją jakieś 2 metry, ale ona nie patrzyła w dół. Dech zaparł jej widok Londynu o zachodzie słońca z wysokości co najmniej 20 metrów. Neonowe światła sklepów tworzyły jedną wielką mozaike kolorów. Rebekah chciałaby tu siedzieć wiecznie. Zakochała się w tym widoku...
Jason stanął obok i przyglądał się jej z zachwytem. Nigdy wcześniej jej takiej nie widział. Promieniowała miłością i emocjami. Pragnął być zawsze przy niej i móc patrzeć na nią przez każdą chwile swojego wiecznego życia. Zazdrościł jej człowieczeństwa. Tego, że mogła żyć normalnymi problemami nastolatków, a nie ciągle walczyć z własną naturą. W tej chwili zapragnął ją przytulić. I tak też zrobił. Podszedł do niej i przytulił od tyłu starając się ogrzać jej chłodne dłonie.
-Tu jest pięknie.-powiedziała Rebekah wtulając się w ciepłe ciało Jasona i jedną ręką ocierając łzę, która ze wzruszenia popłynęła jej po policzku. Czuła się szczęśliwa i miała wrażenie, że Jason czuł to samo. Tylko, że on wiedział, że to szczęście może nie potrwać za długo. I właśnie wtedy coś wyskoczyło zza krzaków i ruszyło prosto na nich...

Ciąg dalszy nastąpi...;)

Przepraszam za tą przerwe w pisaniu, ale ostatnio mam naprawde mało czasu...Jeszcze raz zachęcam was do wzięcia udziału w ankiecie, którą znajdziecie po prawej stronie pod archiwum bloga, wtedy będe wiedziała o kim mam dalej pisać..;3 Dziekuję.<3


niedziela, 7 kwietnia 2013

Spotkanie...

Rebekah schowała się w łazience na pierwszym piętrze i czekała aż wszyscy uczniowie i nauczyciele wejdą do klas. Trochę gryzło ją sumienie, że nie powiedziała nic Melanie. Pewnie będzie się o nią martwiła, ale ona naprawdę musiała się spotkać z Jasonem. Trochę ją ten liścik zaskoczył, ale było to miłe zaskoczenie. Przynajmniej będzie mogła się w końcu dowiedzieć o co mu chodziło...Miała taka nadzieję. Po dzwonku odczekała jeszcze 5 minut po czym po cichutku wyszła z łazienki i skierowała się w stronę głównych drzwi szkolnych. Zamarła przypominając sobie o woźnym, który zawsze pilnuje aby nikt nie wychodził ze szkoły bez dobrego argumentu. Nieco zrezygnowana zaczęła gorączkowo szukać innego pomysłu na wydostanie się z tej budy i wtedy jej spojrzenie przykuło okno po jej lewej stronie. Podniecona nowym rozwiązaniem podeszła do niego i starała się je otworzyć. Udało się. Uchyliła je lekko i wyczołgała się na drugą stronę. Upadła na miękką trawę po czym wstała, otrzepała się z ziemi i przymknęła okno na tyle, na ile się dało. Potruchtała na tyły szkoły gdzie czekał na nią Jason oparty o ścianę budynku. Wyglądał bosko...Miał na sobie ciemne jeansowe rurki z niższym krokiem, czarno-czerwoną koszulę w kratkę i czarne conversy. Jego włosy lekko powiewały na wietrze powodując u Rebekah różne niegrzeczne myśli typu: ''Jakby to było złapać go za te cudowne włosy, przyciągnąć do siebie i namiętnie pocałować?''. Od tych myśli zrobiła się cała czerwona i zaczęła się ukradkiem wachlować aby jej twarz wróciła do normalnych kolorów. Kiedy idąc w jego stronę podniosła głowę i na niego spojrzała, spostrzegła, że Jason się przygląda ze słabym uśmieszkiem, co tylko dodało mu więcej uroku. Odpowiedziała mu tym samym i pomachała do niego lekko.
-Dostałem twój list.- Jason po dłuższej chwili milczenia.
-Ja twój też.
16-latek uśmiechnął się do niej szerzej na co ona trochę się rozluźniła.
-Aż tak strasznie ci zależy, żeby się dowiedzieć dlaczego tak ''dziwnie'' się na ciebie patrze?
-Na pewno byłoby mi miło jakbyś zaspokoił moja ciekawość.-odpowiedziała mu dziewczyna.
-No to w takim razie chodź ze mną.-wziął ją za rękę i poprowadził w stronę motocykla zostawionego na chodniku.
-CO?! Na tym?! Nie wsiądę na to!-przerażona starała się wyrwać rękę z uścisku chłopaka. Jason nagle jednym ruchem ręki przyciągnął ją do siebie tak, że wpadła na niego i patrząc jej prosto w oczy zapytał.
-Ufasz mi?
Rebekah oparła się o niego bo bała się, że z nadmiaru różnych emocji zaraz padnie. Jego twarz była kilka centymetrów od jej twarzy. Na tyle blisko, że mogłaby go pocałować, zaraz jednak porzuciła te myśl. Nie chciała być jeszcze bardziej czerwona...
-Jak mam ci ufać, skoro nie potrafisz mi udzielić odpowiedzi nawet na jedno proste pytanie? Jesteś dla mnie zagadką. Nie potrafię cię rozgryźć. Chciałabym cię lepiej poznać, ale zachowujesz się tak jakbyś nie chciał, żeby ktokolwiek to zrobił. Jeśli masz jakiś problem to powiedz. Może będę mogła ci pomóc. I wtedy moglibyśmy...-nie udało jej się dokończyć bo Jason zamknął jej usta pocałunkiem. Była tak zszokowana, że na początku nie wiedziała co zrobić, ale po chwili ogarnęła się i odwzajemniła pocałunek. Miał takie miękkie usta...Smakowały miętą...Pocałunki z słodkich i niewinnych przerodziły się w mocne i namiętne. Jeszcze bardziej przylgnęli do siebie.
Jason wplótł palce w jej loki i rozkoszował się jej smakiem...Nie mógł się powstrzymać kiedy miał ją tak blisko siebie i nie żałował tego. Teraz już wiedział, że ona też coś do niego czuje.
Po jakichś 20 minutach odsunęli się od siebie niechętnie. Ciężko oddychali bo w czasie pocałunków nie chcieli przerywać i łapali tylko płytkie oddechy. Patrzyli sobie w oczy.
-Ufasz mi?-powtórzył pytanie Jason.
Rebekah w odpowiedzi skinęła głową i widząc jego szczere spojrzenie dała się poprowadzić i z pomocą Jasona wsiadła na motocykl. Założył jej kask bo on go nie potrzebował i wsiadł na pojazd. Poczuł jak drobne ręce wsuwają się na jego tors i ściskają lekko, ale z przekonaniem. Uśmiechnięty zapalił silnik i piskiem opon ruszył w stronę swojego domu zostawiając za sobą tylko chmurę kurzu...

Ciąg dalszy nastąpi...;)

Haha.;33 Zaszalałam dzisiaj.;pp Mam nadzieję, że się spodoba.;)) Obok macie ankietę;3 zachęcam was do wzięcia w niej udziału, bo wtedy będę wiedziała o czym mam dalej pisać.;33

Obserwacja...

Jason leżał rozciągnięty na kanapie, z zamkniętymi oczami. Przez okno wpadło światło i oświetliło gładką skórę policzka chłopaka. Otworzył oczy i przekręcił głowę by spojrzeć na mały zegarek stojący na szklanej ławie. Była 6:30. Za godzinę zaczynały się lekcje. Nie mogąc już dłużej wytrzymać wstał, zabrał torbę z fotela i wyszedł z domu cicho zamykając drzwi. Nie chciał obudzić kolegów w ciągu dnia. Żwawym krokiem ruszył w stronę swojego motocykla. Wcisnął torbę z książkami do bagażnika, z którego wyciągnął kask i wsiadł na pojazd. Wcisnął gaz i sekundę później już go nie było. Jechał do niej...Pragnął zobaczyć ją jak najszybciej.

Widząc delikatny zarys domu, w którym mieszkała Rebekah zjechał do lasu i zostawił tam motor. Dalej pieszo kierował się ku drzewom, które rosły najbliżej posiadłości.
Znalazł okazałą brzozę i wskoczył na gałąź wiszącą 3 metry nad ziemią lekko odbijając się od ziemi. Usiadł sobie wygodnie i skierował wzrok w stronę okna z fioletowymi żaluzjami, w którym ujrzał ją...Stała przy łóżku w spodniach i czarnym koronkowym staniku wybierając koszulkę pasującą do reszty stroju. Wpatrywał się w jej sylwetkę i nie mógł oderwać wzroku. Miała takie cudowne ciało...Nagle w głowie zawirował mu obraz jak przyciska ją do ściany całując ją w szyję. Ona cicho jęczy z rozkoszy...I wtedy on wgryza jej się w tętnice i chłepce jej krew.
Otrząsnął się z tego szybko i aż zabolało go w piersi na samą myśl, że mógłby ją skrzywdzić. Siedział tak patrząc jak 16-latka pakuję książki do torby i jak czesze włosy. Zapragnął ich dotknąć, wsunąć palce w jej ciemne loki. Rozkoszować się ich miękkością i wiedzieć że ich właścicielka należy do niego. Ale przed nim jeszcze długa droga...Zdawał sobie sprawę z tego, że na nią nie zasługuje. Powinien sobie odpuścić, żeby mogła żyć normalnym życiem i niczego się nie bać. Żeby mogła spełniać swoje marzenia i cieszyć się życiem. Ale nie potrafił....On też chciałby żyć normalnie, a bez niej mu się to nie uda, więc będzie o nią walczył choćby to miało zaważyć na jego przyjaźni z resztą ''wampirzej'' paczki.

*Rebekah...

Dziewczyna zbiegła ze schodów gotowa do wyjścia po drodze pukając w drzwi do pokoju brata. W odpowiedzi usłyszała, że zaraz będzie gotowy. Weszła do kuchni, w której siedziała jej mama i babcia. Przywitała się z nimi uprzejmie i wzięła sobie naleśnika z dżemem z kuchennego blatu. Wyglądało na to, że reszta już była po śniadaniu. Po chwili Brian wpadł do kuchni i widząc jak jego siostra zajada się apetycznym naleśnikiem rzucił się na nią i zaczął krzyczeć, żeby wszystkiego nie zeżarła. Poprzepychali się chwile nawzajem się wyzywając:
-Ty żarłoku zaraz wszystko wszamiesz!! Zostaw coś dla mnie!
-Sam jesteś żarłokiem tłuściochu jeden! Nic tylko byś jadł! Jak chcesz mieć więcej dla siebie do wstawaj wcześniej, a nie leżysz dopóki ktoś po ciebie nie przyjdzie i cię z wyra nie wyciągnie!!
-Nie marudź ty...-nagle ich ''cudowną'' wymianę zdań przerwał dźwięk klaksonu. Spojrzeli na siebie i w tym samym momencie rzucili się do drzwi nadal przeżuwając resztki śniadania. Wyskoczyli z domu jak z jakiejś katapulty i wskoczyli do auta, którym przyjechała po nich ich ruda przyjaciółka Melanie. Patrzyła na nich dziwnie się uśmiechając, ale dla Briana każdy jej uśmiech był piękny. Melanie wcisnęła gaz i ruszyła w kierunku szkoły. Rebekah trochę się denerwowała. Nie wiedziała co ma zrobić jak spotka Jasona. Co jeśli uzna ją za jakąś stukniętą wariatkę i wyśmieje na oczach wszystkich? A może on wcale tego nie przeczytał tylko od razu podarł i wyrzucił do kosza bo pomyślał, że nie warto? -STOP!-zganiła się w myślach Rebekah. -Ogarnij się! Co się stanie, to się stanie...
Po 15 minutach wjechali na zatłoczony szkolny parking. Pomachała Brianowi środkowym palcem na co on szczerze się do niej uśmiechnął. Zbiło ją to trochę z tropu, ale nie pokazała tego po sobie i poszła razem z przyjaciółką w stronę szkoły. W szkole skierowała się do swojej szafki, żeby włożyć książki. Otwierała drzwiczki od szafki kiedy nagle jakiś świstek papieru zleciał jej na dłoń. Złapała go i rozejrzała się dookoła szukając kogoś kto mógł jej to podrzucić. W końcu się poddała i postanowiła rozłożyć karteczkę i zobaczyć co tam jest napisane. Powoli ją rozkładała i w końcu przeczytała:
,,Nie idź dzisiaj do szkoły. Spotkajmy się za szkołą o 8:00. Chcesz pogadać to pogadajmy.'' Jason.

 Ciąg dalszy nastąpi...;)

Naprawdę was przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale nie miałam jak...;c Mam nadzieję, że ciągle jesteście ze mną i dalej będziecie mnie wspierać swoimi komentarzami.;)

piątek, 22 marca 2013

Polowanie...

Jason wraz ze swoimi kumplami biegł przez las, żeby dotrzeć do miasteczka po drugiej stronie. Poruszali się tak szybko, że ludzkie oko nie było wstanie niczego dostrzec. Byli jak wiatr. Zespoleni z powietrzem. Chłodne powietrze wkradało im się pod kurtki i bluzy, ale oni niczego nie czuli.
Spostrzegli zarys miasteczka 200 metrów od lasu i zwolnili do marszu. Nawet się nie zasapali. To była jedna z ich licznych cech, ale mieli też swoje gorsze strony. Istniały dwa gatunki wampirów: pełnokrwiści-czyli tacy, którzy przyszli na świat jako istoty nocy; oraz półkrwi-czyli ludzie przemienieni w wampiry.
Jason i Christian byli pełnokrwistymi wampirami, więc aby przetrwać musieli pić ludzką krew. Vincent był półkrwi, także żywił się ludzką krwią, ale mógł też jeść normalne jedzenie. Kiedy został przemieniony stracił nad sobą kontrole i stał się ''kubą rozpruwaczem''. Zabijał każdego napotkanego człowieka. Pewnej nocy chłopaki natknęli sie na niego i wzięli go pod swoje skrzydła. Pomogli mu wrócić do narmalności...A przynajmniej na tyle by próbował się kontrolować (był wampirem...jak tu mozna byc normalnym.?). Do tej pory jest dość agresywny i nie umie do końca nad sobą zapanować kiedy widzi, albo czuje krew, ale po jego zachowaniu widać jak bardzo sie stara...
Wyszli z lasu i ruszyli główną drogą w poszukiwaniu pożywienia. Po paru minutach dostrzegli w zaułku grupke facetów palących trawkę. Jason spojrzał na kolegów i podniósł pytająco brwi.
-Lepszego towaru możemy nie znaleźć...-powiedział Christian wzruszając ramionami i idąc w stronę mężczyzn. Chłopaki poszli za nim mrucząc pod nosem, że będą na haju jak wypiją ich krew, ale 19-latek nie zwracał na nich uwagi.
Facet w dresach, wyglądający na jakieś 26 lat zobaczył jak się zbliżają i szturchnął kolegów, uśmiechając się do nich przebiegle. Nie wiedział, że podchodzą do niego trzy głodne wampiry, chcące wyssać z nich krew.
-Co tam dzieciaczki? Zgubiliście mamusie?-zawołał do nich. Grupka huliganów zachichitała groźnie.
Vincent uśmichnął się pod nosem i powiedział do swoich towarzyszy.
-Ten jest mój.-po czym podszedł do niego złapał go za szyję i przycisnął do ściany. Reszta mężczyzn patrzyła na niego w osłupieniu, kiedy ten pochylił się nad kolegą i wbił kły w jego szyję. Nieźzauważyli jak Christian i Jason do nich podeszli. Każdy z nich złapał jednego za kark i przyciągnął do siebie wysuwając długie kły. Wgryźli się w tętnice i z rozkosznym pomrukiwaniem najedli się do syta. Pozostałych gości ogłuszyli i udali się z powrotem do domu, ponieważ słońce zaczęło już powoli wschodzić.
W domu Jason poszedł pod prysznic żeby zmyć z siebie smród trawki i zapach krwi. Czuł sie troche otumaniony, ale i tak nie mógł przestać myśleć o liście, który wysłała mu Rebekah...Musiał z nią dzisiaj porozmawiać, tylko, że przy niej czuł się jak potwór. Bał się, że dowie się kim, a wlaściwie czym jest i go znienawidzi, że odrzuci i będzie patrzyła na niego z odrazą...Nie przeżyłby tego. Czuł sie przy niej jakby był zwykłym człowiekiem. Dlatego te osiem godzin w szkole były dla niego rajem, bo mógł się na nią patrzeć i słuchać jej pięknego głosu...
Owinął się ręcznikiem w pasie i podszedł do lustra. Zobaczył w nich normalnego chłopaka, a potem wyobraził sobie zapach krwi i po chwili patrzył już na przerażającą bestie z tęczówkami w kolorze krwistej czerwieni, cienkimi purpurowymi żyłami pod oczami i długimi kłami wbijającymi się w dolna wargę...Poczuł jak po jego podbrudku spływa strużka ciepłego płynu. Szybko wytarł ją, odetchnął głęboko i w lustrze znowu był chłopak przypominający wyglądem normalnego nastolatka. Przygnębiony wyszedł trzaskając drzwiami i poszedł się ubrać. Założył na siebie jeansowe luźne rurki, szarą koszulkę z długimi rękawami odsłaniającą jego kości obojczykowe i czarne conversy. Jak na wampira miał dobry gust. Rozciągnął się na kanapie i odliczał minuty do spotkania z Rebekah...

czwartek, 21 marca 2013

Jason...

*Tego samego dnia u Jasona...

Jason po zakończeniu lekcji ruszył w stronę wyjścia ewakuacyjnego, które znajdowało się na tyłach szkoły. Schodząc po schodach minął pare ładnych dziewczyn, które rzucały mu uwodzicielskie spojrzenia i uśmieszki. Nie zwrócił na nie uwagi mimo, że wiedział iż wystarzczy tylko jedno jego spojrzenie i juz zrobiłyby wszystko o co by je poprosił. Nie znosił tego...Nigdy nie udało mu się znaleźć odpowiedniej dziewczyny. Aż do teraz...Ta Rabekah...Nie mógł przestać wracać myślami do jej cudownych oczu, do tego jak pachniała świeżymi brzoskwiniami...Chciałby z nią pogadać i nie bać się, że straci nad sobą kontrolę i odstraszy ją.

Uśmiechnął się pod nosem na myśl o tym jak dociekliwie wypytywała go dlaczego się na nią patrzy. Właściwie to sam nie wiedział dlaczego...Od kiedy na początku roku weszła do sali, poczuł coś, ale nie wiedział co to takiego...Wyglądała tak niewinnie, a jednocześnie tak pewnie.
Otworzył drzwi i wypadł na chłodne powietrze, rozglądając się czy nikt za nim nie idzie. Podszedł do szkolnego magazynu i rozsunął wielkie drzwi. Obejrzał się jeszcze raz i wszedł do środka.
-Tu jesteś mój mały przyjacielu...-wymruczał, podchodząc do czegoś co było przykryte ciemno-zieloną płachtą. Złapał za róg materiału i ściągnął go jednym pociągnięciem. Jego oczom ukazał się motocykl firmy Yamaha. Cały czarny z ciemno-czerwonymi refleksami. Wyprowadził pojazd na zewnątrz, zamknął drzwi i schował torbe do bagażnika. Wsiadł na potężną maszynę, odpalił silnik i ruszył z podjazdu z piskiem opon zostawiając za sobą normalne ludzkie życie...
Jechał na pełnym gazie rozkoszując się wiatrem uderzającym go w twarz. Kiedy po 20 minutach jazdy ujrzał prawie niezauważalną dróżke prowadzącą do głebi ciemnego lasu, zwolnił i skręcił. Sunął po miękkiej i ubitej glebie jak deska serfera po wodzie. Dojechał na wzgórze, gdzie znajdował się jego dom. Marmurowy pietrowy domek wyglądający jakby ukrywał jakąś takemnice...Co poniekąd bylo prawdą.
Podjechał do małego podjazdu i zsiadając z motocykla wyłączył silnik. Otworzył bagażnik zabierając torbe po czym ruszył w stronę drzwi wejściowych. Wszedł do zimnego pomieszczenia oświetlonego ponurym światełkiem pochodzącym od lampy, ktora stała przy dużej kanapie.
-Hej, wróciłem! Jest tu kto?!-zawołał. Z ciemnego pomieszczenia na samym końcu pokoju, które było wejściem do składzika wynurzyła się młoda postać o bardzo bladej twarzy. Był to Vincent, jeden z jego paczki. Przyglądał mu się badawczo bez słowa kiedy usłyszeli odgłos kroków i do salonu wszedł jeszcze jeden chłopak. Był starszy od nich o jakieś dwa lata i nazywał się Christian.
-Hej, masz coś do przegryźnienia?-zapytał z mrugając do niego jednym okiem.
-Sory chlopaki, ale dzisiaj nie będzie żarcia. Mam dzisiaj inne rzeczy do roboty. Poza tym zbliża się zmierzch więc będziecie mogli sami wyjść i coś sobie upolować.-odpowiedział Jason i opadl ciężko na kanape.
-W porządku.-odpowiedzieli jednocześnie Vincent i Christian.
Rozmawiali dopóki słońce nie zaszło, a potem chłopaki wyszli zostawiając 16-latka samego.
Chłopak westchnął i zaczął wyciagać książki z torby w poszukiwaniu sluchawek, kiedy coś nagle wypadło z niej na podłoge. Była to koperta z jego imieniem. Wziął ją do ręki, otworzył i zaczął czytać...

Jasonie, chciałam o tym z tobą normalnie porozmawiać ale nie potrafię...dlatego postanowiłam ci to napisać.
Nie mogę cie rozgryźć, jesteś dla mnie zagadką. Nie wiem co mam myśleć kiedy tak mi się przyglądasz...Dziwnie się wtedy czuję i naprawde chciałabym żebyś mi powiedział dlaczego tak robisz.
I jeszcze wczorajsza sytuacja w szkole...Nie rozumiem cię, ale może dałbyś mi szanse, żebym mogła spróbować? Możemy pogadać jeśli chcesz...tak na osobności i wytłumaczyc sobie wszystko. Jak coś to tu masz mój numer: 667896342. Napisz albo zadzwoń jak się zdecydujesz. 
                                                                                                                                 Rebekah.
 Jason patrzył na kartkę w osłupieniu. Ona mu to podrzuciła? Ale kiedy? Dlaczego tego nie zauważył? Spojrzał na zegar przy kominku i zrezygnowany pokręcil głową. Disiaj już było za późno na spotkanie. Zapisał sobie jej numer w komórce i dalej jeszcze w szoku wyszedł coś upolować...

Sorki że nie pisałam dlugo, ale ostatnio mam mało czasu...Dzisiaj macie trochę dłuższą notkę.;) Liczę na wasze komentarze i dziękuję, że mnie wspieracie.;>

wtorek, 12 marca 2013

List...

Dzień zaczał się jak zawsze poranną walką z budzikiem, marudzeniem i  próbą zakrycia worków pod oczami. Po porannej toalecie Rebekah usiadła przy oknie i wyciągnęła mały notesik, który był jej osobistym pamiętnikiem i napisała.

Drogi pamiętniczku.

Nie wiem co mam robić...Chodzi o tego chłopaka, Jasona. On...dziwnie się zachowuje. Nie wiem co o tym myśleć. Nie umiem tego nazwać. Zawsze kiedy na niego spojrze to już wręcz gapie się na niego, bo nie moge oderwać od niego wzroku. Pewnie ma mnie za jakieś dziwadło, albo jeszcze gorzej...Chciałabym móc powiedzieć, że mnie to nie obchodzi, ale nie mogę...Miękną mi kolana kiedy z nim rozmawiam, a kiedy patrze mu w oczy, mam wrażenie jakbym tonęła. Nigdy jeszcze nie widziałam nikogo z takimi oczami...Czemu nie moge z nim normalnie porozmawiać? On też mi nie pomaga! Sprawia tylko, że mam coraz więcej pytań i nie moge się na niczym skupić. A może on się tylko ze mną bawi? Bo jeśli tak, to gwarantuje, że mnie popamięta.
                                                                                                                                           R.

16-latke ogarnął gniew. Czuła się bezradna, ponieważ wiedziała, że nie ma z nim szans na normalną rozmowe. Po chwili jednak dziewczyna wpadła na świetny pomysł...Skoro nie może mu powiedzieć w czym rzecz to mu to napisze. Wstała i podeszła do biurka po czym wyjęła z szafki kartkę i zaczęła pisać...

*W szkole...
Kiedy  skończyła się trzecia lekcja Rebekah poczekała aż wszyscy razem z Jasonem opuszczą salę. Wyciągnęła z plecaka koperte z imieniem chłopaka, włożyła mu do torby i wyszła z klasy.
Jason przez reszte lekcji nie sprawiał wrażenia jakby coś zauważył na co westchnęła z ulgą, bo wolała, żeby 16-latek przeczytał ten liścik kiedy jej przy nim nie będzie...
Udało się, zadzwonił ostatni dzwonek i dziewczyna razem ze swoją przyjaciółką Melodie poszły na szkolny parking poczekać na Briana. Dziewczyny plotkowały siedząc w samochodzie kiedy po 15 minutach wreszcie się zjawił..
-Gdzie byłeś? Czekamy na ciebie już 15 minut.-zapytała z wyrzutem Rebekah, patrząc na niego groźnie.
-Sorki, facet od w-fu mnie zatrzymał.-odpowiedział przepraszająco.
-A co chciał?-spytała dziewczyna z nagłym zaciekawiemniem.
-E tam, jakieś bzdury mi gadał o tym, że nadawałbym się do drużyny lekko-atletycznej...Nudaaa.-przewrócił oczami i wcisnął się na tylne siedzenie.
Melodie odrwóciła się do niego z siedzenia kierowcy i powiedziała.
-Mógłyś spróbować. Przydałby się ktoś na biegi.
-Czy ja wiem...Może.-burknął bez przekonania Brian i spojrzał na dziewczyne. Uśmiechała się do niego zachęcająco i dopiero teraz zauważył, jaka jest ładna. Miała rude, ale bardzo ładne proste włosy, które sięgały jej do połowy pleców. Zielone oczy ze złocistymi refleksami wokół źrenic, troche piegów na nosie i policzkach, ale w porównaniu do innych dziewczyn, które do tej pory spotkał, pasowały jej. Posłał jej ciepły uśmiech, na co ona trochę się zarumieniła i odwróciła się z powrotem do kierownicy. Chwile później byli już w drodze do domu.

Kiedy byli już na miejscu, pomachali Melodie na pożegnanie i weszli do domu. W salonie zastali rodziców i babcię oglądających wiadomości. Przywitali się i wyciągnęli sobie z lodówki coś do jedzenia.
Rebekah wybrała surówkę i poszła na górę do pokoju. Zamknęła za sobą drzwi, rzuciła torbe na krzesło, wzięła laptopa i usadowiła się na łóżku opierając się o sterte poduszek.
Obiecała Tomowi, że przynajmniej raz w tygodniu do niego dzwoni na skype. Wybrała jego numer i już po pierwszym sygnałe usłyszała wesoły głos swojego najlepszego przyjaciela.
-HEJ TYGRYSIE!!!! Co tam u ciebie słychać? Jak tam w szkole? Są fajni faceci? Poznałaś już kogoś? Mam nadzieje, że nie zastąpiłaś mnie jakimś lalusiem spod biedronki!- dopytywał się Tom.
-Hahaha, spokojnie głąbie! Daj mi coś powiedzieć.-odpowiedziała mu żartobliwie Rebekah.
16-latek roześmiał się i kazał jej opowiadać.
-No więc, w szkole jest fajnie, ale oczywiście nudno bez ciebie. Poznałam taką dziewczynę, ma na imię Melodie i się zakumplowałyśmy. I jest taki jeden chłopak...Jason, ale jeszcze sama nie wiem co o nim myśleć.
-No to fajnie, cieszę się,że już się zadomowiłaś.-powiedział Tom szczerze, ale Rebekah usłyszała w jego głosie smutek. Uśmiechnęła się do niego podnosząc go na duchu i zapytała.
- A jak tam z Davidem? Gadałeś z nim?
Chłopak nagle podskoczył na krześle i zasypał ją odpowiedziami.
-Tak! Tak, gadałem z nim. Wiesz...Właściwie to jesteśmy parą. Okazało się,że on też woli chłopców, i że też miał mnie na oku! Nieźle nie? A ja się tak bałem....
Rebekah przez chwile patrzyła na niego zszokowana nie mogąc uwierzuć jak się sprawy odwróciły.
-No widzisz. Wcale nie potrzebowałeś mojej pomocy. Uwierzyłeś w siebie i ci się udało.-powiedziała powstrzymując łzy szczęścia.
-Kocham cię wariacie, pamiętaj o tym.-dodała uśmiechając się do niego.
-Ja ciebie też, tygrysie.-odpowiedział jej czule Tom.
Rozmawiali tak jeszcze troche wspominając stare czasy i wymieniając się plotkami. Po godzinie pożegnała się z przyjacielem, odłożyła laptopa i poszła się przewietrzyć...

Ciąg dalszy nastąpi...;)

Wzięło mnie dzisiaj i napisałam wam tą notkę.;33 Czekam na wasze opinie w komentarzach.;)

poniedziałek, 11 marca 2013

Może wkrótce...

*Następnego dnia rano...

Rebekah słysząc denerwujący dżwięk swojego budzika, przeczołgała się przez łóżko i wyłączyla urządzenie waląc w nie pięścią. Melodie poprzedniego dnia zaproponowała, że może podwieźć rodzeństwo do szkoły na co Rebekah chętnie się zgodziła. Mimo, że mogła dziś pospać pół godziny dłużej i tak wyglądała jak hipis po całonocnej imprezie...Wzięła szybki prysznic, umyła twarz i zęby po czym nałożyła lekki makijaż. Włosy zaplotła w luźnego kłosa pozwalając by kosmyki włosów opadały jej na twarz. Włożyła czarne rurki, jeansową koszulę z ćwiekami na ramionach i swoje purpurowe conversy. Wychodząc z pokoju krzyknęła po brata, żeby łaskawie zwlókł swój tyłek na dół i poszła do kuchni. Kończyła właśnie muesli kiedy usłyszała klakson. Podbiegła do okna i pomachała koleżance, która siedziała w czarnym mercedesie bez dachu i jeszcze raz krzyknęła do brata.
-Brian, pospiesz się lalusiu bo Melodie juz czeka!
Usłyszała jak 17-latek zbiega po schodach i po chwili był już przy niej ubrany w szare luźne rurki i niebieską bluzę z kapturem wciąganą przez głowę. Spojrzała na niego przelotnie unosząc brew i uśmiechnęła się pokrzepiająco.
-Nie martw się stary, dzisiaj po prostu postaraj się być nieco bardziej towarzyski. - wczoraj opowiedział jej jak mu minał pierwszy dzień. Mówił, że pare dziewczyn do niego zagadało czym przysporzył sobie wściekłych spojrzeń od chłopaków z klasy. Szybko je spławiał bo nie były w jego typie i dlatego mało kto z nim wczoraj rozmawiał. Jednym słowem mówiąc: nie był to jego najlepszy dzień...
-Spoko siostra, dam rade. Chodźmy.-odpowiedział i popchnął ją lekko w stronę drzwi. Wyszli i ruszyli w stronę czrnego wozu stojącego tuż przed domem.
-Niezła fura...-powiedział Brian i zagwizdał z uznaniem.
-Brian jestem.-dodał szybko.
-Dzięki, miło cię poznać. Jestem Melodie.- odpowiedziała mu wesoło ruda dziewczyna.- Wskakujcie!- dodała. Rebekah usiadła z przodu na miejscu pasażera a jej brat usadowił się na tylnym siedzeniu.
-No to jazda!- powiedziała dziewczyna po czym ruszyła przed siebie z piskiem opon.
Jechali tak przez całą drogę śmiejąc się i śpiewając piosenki, które leciały z radia. Rebekah ukradkiem zerknęłą na brata i aż nie mogła powstrzymać uśmiechu. Po raz pierwszy od śmierci swojej dziewczyny Brian szczerze się śmiał. Dawno nie widziała go tak wesołego...Cieszyła się, że 17-latek narszcie postanowił wrócić do życia a nie stale żyć przeszłością.
Pare minut później byli już na szkolnym parkingu. Dziewczyny pomachały Brianowi i ruszyły w stronę klasy.
Ich pierwszą lekcją była historia.Weszły do klasy i poszły do swoich ławek. Tajemniczy chłopak już tam był i siedział w tej samej pozycji co wczoraj, ale teraz wygłądał jakby spał. Usiadła i wyciągneła książki. Starała się nie patrzyć na chłopaka i skupić na zajęciach. Postanowiła sobie, że zatrzyma go na przerwie i zapyta o wczoraj.
Kiedy zadzwonił dzwonek Rebekah poczekała aż wszyscy wyjdą i kiedy chłopak obok niej wstał, złapała go za rękaw i dwróciła do siebie. Teraz pierwszy raz mogła mu się przyjrzeć z bliska. Był po prostu tak nieziemsko przystojny, że kiedy tak patrzył na nią tymi ciemnymi dużymi oczami, poczuła, że miękną jej nogi...
-Coś się stało?-zapytał wyrywając ją z osłupienia.
-Nie. To znaczy tak. Tak, stało się!-jąkała się jak dziecko nagle nie wiedząc co powiedzieć.
-Słucham?- chłopak usiadł na ławce, złożył ręce na klatce piersiowej i czekał.
-No więc...chciałabym wiedzieć dlaczego wczoraj tak na mnie dziwnie patrzyłeś.-powiedziała trochę speszona.
-Jak dziwnie?-zapytał wyraźnie rozbawiony sytuacją.
-No nie wiem. Dziwnie. I chciałabym wiedzieć dlaczego.
Chłopak westchnął i po chwili niezręcznej ciszy wstał i podszedł do niej, pochylając się nad nią.
-Ładnie pachniesz...-zamruczał.
Rebekah stała oszołomiona jego ruchem.
-Nawet nie wiesz jak się nazywam, a już zadajesz mi dziwne pytania.-powiedział odsuwając się i wracając do normalnego tonu.
-Ja...przepraszam, ale po prostu chciałam wiedzieć.-odpowiedziała nieco zakłopotana.
-W porządku. Nic się nie stało. Jestem Jason jak coś.-podał jej ręke.
-Rebekah.-uścisnęła jego dłoń i stwierdziła, że jest bardzo zimna jak na wrzesień.
Jason uśmichnął się do niej lekko puszczając jej ręke i ruszył do wyjścia.
-Hej, to powiesz mi dlaczego tak się patrzyłeś, czy nie?!-zawołała za nim. On przystanął, odwrócił się do niej i powiedział znowu tym zmysłowym głosem.
-Może wkrótce...

Przez reszte lekcji już się do siebie nie odezwali. Po zajęciach Melodie poszła z Rebekah po Briana i razem wrócili do domu.
Po obiedzie 16-latka wzięła się za odrabianie lekcji, bo nie chchiała od razu na początku szkoły załapać złych ocen. Zamiast kolacji zjadła tylko jabłko i poszła zafundować sobie gorącą kąpiel.
Leżała w wannie wypełnionej ciepłą wodą i olejkami relaksującymi. W całej łazience unosił się cudowny i uspokajający zapach brzoskwiń. Przyłapała się, że prawie usnęła otumaniona ciepłem wody. Wyszła z wanny opatulając się ręcznikiem i poszła do pokoju przebrać się w piżame, na którą zarzuciła fioletowy szlafrok. Wzięła książkę i usiadła przy oknie. Chciała chwile poczytać przed snem, ale jej myśli wciąż krążyły wokół Jasona. Nie mogła zapomnieć tego jak się nad nią pochylił, jak pachniał świeżą cytryną i jak do niej mówił. Zrezygnowana odłożyła książkę, zdjęła szlafrok i położyła się do łóżka. Włożyła słuchawki i wsłuchiwała się w rytmy Fireflight dopóki nie usnęła.

Ciąg dalszy nastąpi...;)

No, obietnica spełniona!.;3 Mam nadzieje, że się podoba.;) Proszę o komentarze.;)