-Rebekah, skarbie, obudź się. Jesteśmy na miejscu. - Powiedziała pani Jena (mama), lekko szturchając ją w ramie. Dziewczyna spojrzała na nią zaspanym wzrokiem i przeciągnęła się jak kot na tylnym siedzeniu. Wysiadła z auta i przystanęła, patrząc na dom swoich dziadków. Dawno jej tutaj nie było, więc teraz patrzyła na wszystko starając sobie przypomnieć cokolwiek. Dużo się zmieniło...Kiedy była tu ostatnim razem dom był w kolorze jasnej czerwieni, teraz zlewał się z otoczeniem ciemną zielenią. Zapamiętała duży ogródek i oczko wodne przy siatce, która otaczała całą posiadłość. Kiedy tak się rozglądała, w drzwiach pojawiła się jej babcia. Pomachała im wychodząc na ganek i zachęcającym gestem zaprosiła ich do środka. Mama poszła pierwsza, potem tata, Rebekah i Brian. ''Z boku pewnie wyglądamy jak rodzinka kaczuszek podążająca za swoją mamą''-pomyślała żartobliwie 16-latka.. Weszli do domu witając się z babcią Matyldą.
-Idźcie na góre i wybierzcie sobie jakiś pokój. - Powiedziała uśmiechając się, ale Rebekah widziała w jej oczach smutek. Odpowiedziała jej uśmiechem, próbując dodać jej otuchy i poszła za bratem na góre. Oglądała wszystkie pokoje po kolei, aż wkońcu wybrała ten na samym końcu. Był dość duży i miał sporo przestrzeni. W rogu stało łóżko, a obok szafka nocna. Wielka szafa stała w kącie na przeciwko. W pokoju były dwa okna z widokiem na las. Rebekah podeszła do jednego i przyglądała się stadku lecących ptaków. Myślała jak to teraz będzie, i po policzku spłynęła jej łza.
-Hej, siostra, babcia prosi żebyśmy zeszli na dół. Przygotowała obiad.- 16-latka odwróciła się i zobaczyła Briana opartego o framuge drzwi. Patrząc w jej szkliste oczy, podszedł do niej i objął ją ramieniem.
- Wszystko się jakoś ułoży. Zobaczysz...-powiedział. Dziewczyna kiwnęła głową, ale coś nie dawało jej spokoju odkąd wyjechali z Californii.
- A ty dlaczego nie jesteś smutny? Co z twoimi przyjaciółmi? Jak zareagowali na to, że wyjeżdżasz? - Zapytała podejrzliwie brata.
Brian skrzywił się lekko i odchrząknął.
-Wiesz, ja nie mam takich super kolegów jak ty. - odparł. Siostra patrzyła na niego przez chwile, po czym spuściła wzrok zastanawiając się nad tymi słowami. Wiedziała, że w związku z tragedią, w której zginęła jego dziewczyna w zeszłym roku, Brian nie szukał nowych znajomości. Był tylko o rok starszy od Rebekah, ale wolał typ samotnika. Nie raz siostra zapraszała go ze sobą kiedy wychodziła razem z Tomem. Była pewna, że nie raz chciał z nią pójść, ale z nieznajomych jej powodów zawsze odmawiał. Kiedy zacznie się szkoła, pomoże mu znaleźć przyjaciół, żeby znowu się zabawił.
-Widze, że coś knujesz i nie podoba mi się to.- Dziewczyna spojrzała na jego uśmiechniętą twarz i ciągle chichocząc, pozwoliła się poprowadzić na dół.
Babcia Matylda przygotowała na obiad dewolaje z ryżem i surówką. Wygłodniała rodzinka wchłonęłą wszystko w mgnieniu oka, dziękując babci za jej talent kulinarny. Najedzona 16-latka poszła się odświeżyć i ubrała się w dżinsy-rurki, podkoszulek i fioletowy sweterek. Zaczęła się powoli rozpakowywać, szukając miejsca, gdzie może postawić swoją gitarę. Kiedy wypakowała już połowe swoich rzeczy, nadszedł zmrok. Wyszła na ganek, i owinęta ciepłym kocem usiadła na bujanej ławce wpatrując się w uspokajający widok lasu, przyćmionego światłem zachodzącego słońca. Niespodziewanie na ganku zgasła żarówka. Dziewczyna myśląc, że wyskoczyły korki, siedziała dalej w ciemności. Po chwili spostrzegła dziwne małe światełko, które rozbłysło w głebi lasu. Patrzyła w mały punkcik jak zachipnotyzowana.Nagle światełko zgasło i Rebekah zaczęła drżeć. Poczuła się bardzo niespokojna, zerwała się z ławeczki i biegiem wróciła do domu...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
sobota, 23 lutego 2013
piątek, 22 lutego 2013
Nie zapomne...
Przez to, że przez całą noc Rebekah płakała w ogóle nie spała. Budzik zadzwonił o 6:00 rano...Dzwonił i dzwonił, wściekła na życie 16-latka rzuciła nim o ściane z nadzieją, że się wkońcu wyłączy. Niestey...Rebekah była wręcz zmuszona, żeby wstać, więc wyczołgała się z pod kołdry i na czworakach podeszła do tego wścibskiego urządzenia i nacisnęła przycisk OFF. Dobre pare minut leżała na podłodze wsłuchując się w piękną cisze, ale kiedy przypomniała sobie że za półtorej godziny wyjeżdżają a ona się jeszcze do końca nie spakowała, wstała cicho marudząc i poszła do łazienki doprowadzić się do porządku. Myjąc zęby Rebekah nie mogła przestać myśleć o wczorajszym pożegnaniu z Tomem, a także o tym że myje zęby w tej łązience po raz ostatni. Po uczesaniu się i nałożeniu korektora na ogromne sińce pod oczami oraz mascary na rzęsy, poszła zmienić piżame z wizerunkiem zespołu Metalica na jakieś wygodne ciuchy. Po chwili namysłu wyciągnęła z pudła swoje ulubione szare sindbadki, biały luźny t-shirt z symbolem marichuany i fioletowe buty Supra z białą podeszwą.
Idąc na dół skierowała się do kuchni chcąc zjeść coś przed wyjazdem. Wyjęła z lodówki jogurt brzoskwiniowy zostawiony specjalnie dla niej i wzięła z blatu kuchennego świeżą ciabate. Usiadła przy stoliku, włączyła radio na stacje Eski i delektowała się ostatnim posiłkiem w swoim domu.
Po zjedzeniu śniadania poszła do pokoju, spakować reszte rzeczy. Wychodząc z pokoju z wielkim tekturowym pudłem natknęła się na brata, który zaoferował jej pomoc. Podała mu pudło oddychając z ulgą, że nie będzie musiała tego tachać sama. Wróciła jeszcze na chwile do pokoju po walkmana, którego zostawiła na łóżku. Zgarniając go z pustego materaca podeszła do okna. Nie mogła powstrzymać łzy spływającej jej po policzku, uświadamiającej jej, że ten widok nie będzie jej już witał za każdym razem kiedy będzie rano wstawała. Wyszła ze swojej ukochanej ''komnaty'' i pobiegła do garażu pomóc rodzinie zapakować rzeczy do wielkiego busa.
Po włożeniu wszystkich pudeł do przeprowadzkowego pojazdu, Rebekah zerknęła jeszcze na okno swojego pokoju i wsiadła do auta.
Patrzyła w okno myśląc o tym, że rozstała się ze swoim przyjacielem w kłóni. Już miała odwrócić głowe kiedy zobaczyła jakiś ruch za samochodem w bocznym lusterku. Spostrzegła niewyraźny kształt, który coraz bardziej oddalał się od pojazdu.
-Tato, zatrzymaj się! - Krzyknęła dziewczyna i trzymała już za klamke drzwiczek, żeby wysiąść kiedy jej tata się zatrzyma.
-Co się stało? Zapomnieliśmy czegoś?-zapytał tata, ale jego córki już nie było.
Rebekah wysiadła i podbiegła kawałek ciągle przyglądając się komuś kto biegł w jej stronę. Kiedy osoba była już bliżej usłyszała wołanie.
-REBEKAH!!!!!!
Dziewczyna wiedziała już kto do niej biegnie. To był Tom, który rwał do niej na speedzie jak jakiś narwaniec krzycząc jej imię. 16-latka ze szczęścia wybiegła mu na przeciw, po długiej chwli, która trwała wieczność, spotkali się w mocnym uścisku. Oboje płakali jak dzieci, przytulając się ciągle.
-Przepraszam! Taki byłem głupi...Nie chciałem powiedzieć ci takich rzeczy. Myślałem tylko o sobie, przepraszam cię R. - powiedział starając się nie rozpłakać jeszcze bardziej.
-Nic się nie stało, ja też cię przepraszam. - odpowiedziała mu przyjaciółka.
Odsunęli się kawałek od siebie, żeby popatrzeć sobie w oczy.
-Prosze, obiecaj mi, że nie stracimy kontaktu. Powiedz, że bedziesz pisać i dzwonić! Prosze obiecaj, że o mnie nie zapomnisz. - powiedział 16-latek wycierając łzy rękawem bluzy.
-Oczywiście, że będe do ciebie dzwonić i pisać! Jak mogłabym o tobie zapomnieć Tom? Jesteś dla mnie jak brat i nigdy cię nie zapomne, choćbym miała amnezje! - próbowała rozluźnieć atmosfere. Zachichotali oboje i wypuścili się z objęć.
- Bedziesz jechała przez centrum?-zapytał Rebekah.
-Tak, a co?
-Czeka tam na ciebie niespodzianka.- Powiedział zagadkowo i przytulili się jeszcze raz po czym Rebekah wróciła do samochodu i uśmiechając się ze łzami w oczach, pomachała mu.
Patrzyła się jeszcze w boczne lusterko dopóki nie straciła go z oczu.
Jechali w ciszy, ale kiedy dojechali do centrum Rebekah nie mogła powstrzymać się od radosnego płaczu. Na moście, po którym jeździły pociągi, widniało wielkie grafitti. Napis głosił ''Friends Forever, Tiger''.
Zrobiła zdjęcie nie mogąc się napatrzeć na to cudo. Od tamtej uśmiechała się przez cały czas.
''Nie zapomne...'' to była jej ostatnia myśl, po której usnęła...
Ciąg dalszy nastąpi..;)
środa, 20 lutego 2013
Przepraszam...
Następnego dnia...
Uroczystość zakończenia roku szkolnego, była nudna i drętwa. Były jakieś głupie przedstawiena typu: ''Zawsze jest czas na nauke, nawet w wakacje!''.- Jezuuu...-pomyślała Rebekah. Po długiej i nudnej jak flaki z olejem przemowie dyrka, klasy rozeszły się do swoich sal, gdzie dostali świadzectwa. Oceny 16-latki na koniec roku nie były jakoś super zadawalające, ale i tak się cieszyła że zdała. Po klasowym zdjeciu wszyscy poszli do domów.
Rebekah wzięła kąpiel i wyszła w ręczniku do pokoju szukając telefonu aby zadzwonić do Toma.
-Hej stary, może wybierzemy się do wesołego miasteczka? Mają dzisiaj promocje na młota. -powiedziała w momencie kiedy usłyszała po drugiej stronie tradycyjne 'Halo?'. Nie miała pojęcia jak powiedzieć Tomowi że opuszcza Californie, ale jeżeli już miała to zrobić to chciała żeby najpierw troche się zabawili. Ten ostatni raz...
-O boże dziewczyno, ty naprawde nie masz litości dla mojej fryzury! Ale dobra, będe u ciebie za 15 minut. Do zobaczyska! -wykrzyczał jej do słuchawki przyjaciel, po czym się rozłączył.
Rebekah westchnęła i podeszła do okna. Zawsze uspokajał ją widok jeziora, rozgrzewające promienie słońca wywołujące na wodzie cudowne błyski, oraz delikatny wietrzyk, który czuła zawsze kiedy szła na mostek pozbierać myśli. Bała się...Wolałaby wszystko inne niż zobaczyć ten zraniony wyraz twarzy swojego najlepszego przyjaciela. Po policzku spłynęła jej łza, którą od razu starła, ganiąc się w myślach żeby się nie roklejała. Próbując zająć czymś myśli poszła się przebrać. Wyciągnęła z szafy czarny t-shirt z zespołem Kiss oraz czarne luźniejsze rurki. Rozpuściła włosy, pozwalając im swobodnie opaść na ramiona, podkreśliła oczy czarną kredką. Wychodząc z pokoju zerknęła w lustro i zatrzymała się. Zobaczyła siebie całą w czerni...(kolor żałoby) -Supeer...-wyszeptała do siebie zawiedziona i zeszła na dół nie patrząc już w żadne nawet najmniejsze lusterko. Usiadła ociężale na kanapie nakazując sobie spokój. Pare minut później zadzwonił dzwonek do drzwi. Dziewczyna wstała, zakładając po drodze purpurowe conversy. Zgarnęła jeszcze torbe z komody i wyszła na spotkanie z przyjacielem.
-Siemka! -rzuciła Rebekah i przytuliła 16-latka, starając się uśmiechać cały czas.
-Hej tygrysie! - odpowiedział Tom i odwzajemnił uścisk. - To co? Idziemy?
-Pewnie. Chce żebyśmy się dziś dobrze bawili. Jak nigdy dotąd, ok? -zapytała cichym głosem.
-No przecież zawsze się dobrze bawimy! A nie? - oburzył się Tom, ale postanowił odpuścić bo miał wrażenie że dzisiaj się coś wydarzy. Tylko nie wiedział czy to bedzie dobre, czy złe. Wesołe miasteczko było jakiś pól mili od domu Rebekah więc szli dość krótko, ale przez całą drogę ciągle się śmiali obgadywując nauczycieli i uczniów. Na miejscu od razu poszli kupić bilety na młota. Oboje jak byli jeszcze dziećmi bardzo się bali na niego wejść, ale odkąd w wieku 11 lat pierwszy raz poszli spróbować, stało się to ich tradycją, że za każdym razym kiedy będą w Wesołym miasteczku, pójdą na młota. Sadowiąc się na siedzeniach dali bilety gościowi, który przedarł je na dole i opuścił barierke. Darli się z całych sił, jednocześnie się śmiejąc.
Następnie zdecydowali się na kolejke górską. Wymachując rękami w wagonach prawie powyrywali sobie włosy. Wysiadając Tom wziął przyjaciółke na ręce i obkręcił się pare razy krzycząc.
-Zepsułas mi fryzure, tygrysie jeden!!! Nie daruje ci tego!-Rebekah śmiała się razem z nim, ciesząc się chwilą. 16-latek postawił dziewczyne na ziemi i poszli popychając się na boki w strone stoiska z watą cukrową. Kupili sobie po jednej wielkiej różowej wacie i przyklejali sobie do twarzy idąc na ławeczke przy pięknie oświetlonej altance, w której tańczyły zakochane pary. Usiedli dojadając reszte cukrowego smakołyku i wycierając sobie twarz chusteczką.
-Ale zabawa! Uświniłaś mnie! Haha, dawno tu nie byliśmy. Fajnie było, a teraz powiedz mi o co chodzi. -powiedział Tom odwracając się przodem do Rebekah. Diewczyna spojrzała na niego zszokowana, na co przyjaciel odpowiedział.
-Przecież widze, że coś cię gnębi. Mów! - naciskał, widząc jak kumpela odwraca się od niego.
-Ja...-nie dokończyła bo wybuchła strasznym płaczem, na co 16-latek zareagował natychmiastowo. Wstał z ławki podszedł do niej, podniósł ją i przytulił, szepcząc jej do ucha.
-Już dobrze. Cśśśś, o co chodzi? Co się stało? - Rebekah odsuneła sie od niego na tyle żeby spojrzeć mu w oczy i powiedziała.
-Przeprowadzam się do Londynu, do babci.
-Jakto się przeprowadzasz? - zapytał wypuszczając ją z objęć. Nic mu nie odpowiedziała, tylko patrzyła na niego. Nigdy w życiu nie widział jej tak smutnej. Podszedł do niej, złapał ją za ramiona i potrząsnął krzycząc jej w twarz.
-Co ty wygadujesz?! Nie kpij sobie ze mnie w taki sposób!
-Mój dziadek umarł i moja babcia mnie potrzebuje. Wyjeżdżam za dwa dni z samego rana.- powiedziała między jednym szlochem a drugim. Spuściła wzrok bo nie mogła spojrzeć mu w twarz teraz kiedy mu to powiedziała.
-Czyli, że co? Zostawiasz mnie samego? Pomyślałaś chociaż o mnie? Co ja mam teraz zrobić? Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, jedyną przyjaciółką...powiedziałaś, że mi pomożesz, że mnie nie zostawisz. A właśnie to robisz! - wykrzyczał jej patrząc na nią. Głos mu drżał, wiedział, że zaraz przestanie się kontrolować i się rozbeczy.
-Ja...przepraszam! Wcale tego nie chciałam! Nie zamierzałam cię zostawiać ani opuszczać kraju. Dopiero wczoraj się dowiedziałam o tym wszystkim. Ja też byłam w szoku! Ja...strasznie przepraszam. Proszę, wybacz mi...-powiedziała i zerwała się biegiem nie mogąc już patrzeć na swojego najlepszego przyjaciela w tym stanie. Słyszała za sobą jeszcze jak Tom wykrzukuje jej imię, ale się nie odwróciła. Pobiegła do domu i zamkneła się w pokoju nie reagując na wołania matki. W tej chwili chciała być sama. Rzuciła się w ubraniu na łóżko, płacząc wtuliła twarz w poduszke i ciągle powtarzała. ''przepraszam, przepraszam, przepraszam...''
Ciąg dalszy nastąpi...
Hej.!x Mam prośbe do wszystkich czytelników, chciałabym wiedzieć ile was jest, więc prosiłabym o jakiś komentarz pod jaką kolwiek notką.;) A jeśli chcecie być informowani na bieżąco o nowych notkach to dopiszcie w komentarzu swoją nazwe z Twittera.;) Dziękuje.<3
Uroczystość zakończenia roku szkolnego, była nudna i drętwa. Były jakieś głupie przedstawiena typu: ''Zawsze jest czas na nauke, nawet w wakacje!''.- Jezuuu...-pomyślała Rebekah. Po długiej i nudnej jak flaki z olejem przemowie dyrka, klasy rozeszły się do swoich sal, gdzie dostali świadzectwa. Oceny 16-latki na koniec roku nie były jakoś super zadawalające, ale i tak się cieszyła że zdała. Po klasowym zdjeciu wszyscy poszli do domów.
Rebekah wzięła kąpiel i wyszła w ręczniku do pokoju szukając telefonu aby zadzwonić do Toma.
-Hej stary, może wybierzemy się do wesołego miasteczka? Mają dzisiaj promocje na młota. -powiedziała w momencie kiedy usłyszała po drugiej stronie tradycyjne 'Halo?'. Nie miała pojęcia jak powiedzieć Tomowi że opuszcza Californie, ale jeżeli już miała to zrobić to chciała żeby najpierw troche się zabawili. Ten ostatni raz...
-O boże dziewczyno, ty naprawde nie masz litości dla mojej fryzury! Ale dobra, będe u ciebie za 15 minut. Do zobaczyska! -wykrzyczał jej do słuchawki przyjaciel, po czym się rozłączył.
Rebekah westchnęła i podeszła do okna. Zawsze uspokajał ją widok jeziora, rozgrzewające promienie słońca wywołujące na wodzie cudowne błyski, oraz delikatny wietrzyk, który czuła zawsze kiedy szła na mostek pozbierać myśli. Bała się...Wolałaby wszystko inne niż zobaczyć ten zraniony wyraz twarzy swojego najlepszego przyjaciela. Po policzku spłynęła jej łza, którą od razu starła, ganiąc się w myślach żeby się nie roklejała. Próbując zająć czymś myśli poszła się przebrać. Wyciągnęła z szafy czarny t-shirt z zespołem Kiss oraz czarne luźniejsze rurki. Rozpuściła włosy, pozwalając im swobodnie opaść na ramiona, podkreśliła oczy czarną kredką. Wychodząc z pokoju zerknęła w lustro i zatrzymała się. Zobaczyła siebie całą w czerni...(kolor żałoby) -Supeer...-wyszeptała do siebie zawiedziona i zeszła na dół nie patrząc już w żadne nawet najmniejsze lusterko. Usiadła ociężale na kanapie nakazując sobie spokój. Pare minut później zadzwonił dzwonek do drzwi. Dziewczyna wstała, zakładając po drodze purpurowe conversy. Zgarnęła jeszcze torbe z komody i wyszła na spotkanie z przyjacielem.
-Siemka! -rzuciła Rebekah i przytuliła 16-latka, starając się uśmiechać cały czas.
-Hej tygrysie! - odpowiedział Tom i odwzajemnił uścisk. - To co? Idziemy?
-Pewnie. Chce żebyśmy się dziś dobrze bawili. Jak nigdy dotąd, ok? -zapytała cichym głosem.
-No przecież zawsze się dobrze bawimy! A nie? - oburzył się Tom, ale postanowił odpuścić bo miał wrażenie że dzisiaj się coś wydarzy. Tylko nie wiedział czy to bedzie dobre, czy złe. Wesołe miasteczko było jakiś pól mili od domu Rebekah więc szli dość krótko, ale przez całą drogę ciągle się śmiali obgadywując nauczycieli i uczniów. Na miejscu od razu poszli kupić bilety na młota. Oboje jak byli jeszcze dziećmi bardzo się bali na niego wejść, ale odkąd w wieku 11 lat pierwszy raz poszli spróbować, stało się to ich tradycją, że za każdym razym kiedy będą w Wesołym miasteczku, pójdą na młota. Sadowiąc się na siedzeniach dali bilety gościowi, który przedarł je na dole i opuścił barierke. Darli się z całych sił, jednocześnie się śmiejąc.
Następnie zdecydowali się na kolejke górską. Wymachując rękami w wagonach prawie powyrywali sobie włosy. Wysiadając Tom wziął przyjaciółke na ręce i obkręcił się pare razy krzycząc.
-Zepsułas mi fryzure, tygrysie jeden!!! Nie daruje ci tego!-Rebekah śmiała się razem z nim, ciesząc się chwilą. 16-latek postawił dziewczyne na ziemi i poszli popychając się na boki w strone stoiska z watą cukrową. Kupili sobie po jednej wielkiej różowej wacie i przyklejali sobie do twarzy idąc na ławeczke przy pięknie oświetlonej altance, w której tańczyły zakochane pary. Usiedli dojadając reszte cukrowego smakołyku i wycierając sobie twarz chusteczką.
-Ale zabawa! Uświniłaś mnie! Haha, dawno tu nie byliśmy. Fajnie było, a teraz powiedz mi o co chodzi. -powiedział Tom odwracając się przodem do Rebekah. Diewczyna spojrzała na niego zszokowana, na co przyjaciel odpowiedział.
-Przecież widze, że coś cię gnębi. Mów! - naciskał, widząc jak kumpela odwraca się od niego.
-Ja...-nie dokończyła bo wybuchła strasznym płaczem, na co 16-latek zareagował natychmiastowo. Wstał z ławki podszedł do niej, podniósł ją i przytulił, szepcząc jej do ucha.
-Już dobrze. Cśśśś, o co chodzi? Co się stało? - Rebekah odsuneła sie od niego na tyle żeby spojrzeć mu w oczy i powiedziała.
-Przeprowadzam się do Londynu, do babci.
-Jakto się przeprowadzasz? - zapytał wypuszczając ją z objęć. Nic mu nie odpowiedziała, tylko patrzyła na niego. Nigdy w życiu nie widział jej tak smutnej. Podszedł do niej, złapał ją za ramiona i potrząsnął krzycząc jej w twarz.
-Co ty wygadujesz?! Nie kpij sobie ze mnie w taki sposób!
-Mój dziadek umarł i moja babcia mnie potrzebuje. Wyjeżdżam za dwa dni z samego rana.- powiedziała między jednym szlochem a drugim. Spuściła wzrok bo nie mogła spojrzeć mu w twarz teraz kiedy mu to powiedziała.
-Czyli, że co? Zostawiasz mnie samego? Pomyślałaś chociaż o mnie? Co ja mam teraz zrobić? Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, jedyną przyjaciółką...powiedziałaś, że mi pomożesz, że mnie nie zostawisz. A właśnie to robisz! - wykrzyczał jej patrząc na nią. Głos mu drżał, wiedział, że zaraz przestanie się kontrolować i się rozbeczy.
-Ja...przepraszam! Wcale tego nie chciałam! Nie zamierzałam cię zostawiać ani opuszczać kraju. Dopiero wczoraj się dowiedziałam o tym wszystkim. Ja też byłam w szoku! Ja...strasznie przepraszam. Proszę, wybacz mi...-powiedziała i zerwała się biegiem nie mogąc już patrzeć na swojego najlepszego przyjaciela w tym stanie. Słyszała za sobą jeszcze jak Tom wykrzukuje jej imię, ale się nie odwróciła. Pobiegła do domu i zamkneła się w pokoju nie reagując na wołania matki. W tej chwili chciała być sama. Rzuciła się w ubraniu na łóżko, płacząc wtuliła twarz w poduszke i ciągle powtarzała. ''przepraszam, przepraszam, przepraszam...''
Ciąg dalszy nastąpi...
Hej.!x Mam prośbe do wszystkich czytelników, chciałabym wiedzieć ile was jest, więc prosiłabym o jakiś komentarz pod jaką kolwiek notką.;) A jeśli chcecie być informowani na bieżąco o nowych notkach to dopiszcie w komentarzu swoją nazwe z Twittera.;) Dziękuje.<3
wtorek, 19 lutego 2013
To jakiś żart.?
Wróciłam.!!! - krzyknęła Rebekah wchodząc do domu. - Halo.! Jest ktoś w domu.? - poszła do salonu gdzie zastała całą rodzine.
-No i co się nie odzywacie.? Miło by było ja...-urwała spostrzegając, że wszyscy mają opuszczone miny, a jej mama ma opuchnięte oczy od płaczu. - Co się dzieje.?-zapytała podchadząc bliżej. Nikt nie raczył jej odpowiedzieć, więc powtórzyła pytanie.-Co się dzieje, pytam się.? - Tym razem odpowiedział jej Brian choć było po nim widać, że wcale nie chciał być tym, który musi to powiedzieć.
-Dziadek Michael zmarł.-powiedział patrząc na nią smutnym wzrokiem.
-C..c..co.? - wyjąkała 16-latka. Patrzyła się na nich i czekała aż powiedzą jej, że to tylko głupi żart. Ale oni nic nie mówili. Czuła, że po policzku spływa jej łza, potem druga i trzecia. Po chwili już nic nie widziała bo oczy zaszły jej łzami. Nie dość, że już było źle to jeszcze tata dziewczyny dodał swoje trzy grosze...
-Przeprowadzamy się do babci do Londynu...-powiedział, spuścił wzrok i po chwili kontynuował nie słysząc żadnej reakcji od strony córki.- Jedziemy ją wesprzeć i pomóc w obowiązkach domowych. Babcia Matylda ma już swoje lata i przyda jej się pomoc rodziny.
Dziewczyna nie mogła uwierzyć w to co usłyszała...
- To jakiś żart.? Bo jeśli tak to bardzo głupi żart.! - próbowała siebie przekonać, że jej rodzina tylko się z niej nabija.
-Nie, skarbie, to nie jest żaden żart...Wyruszamy za trzy dni...Zacznij się pakować, i pożegnaj się z Tomem. - powiedziała jej matka ocierając oczy z łez i wtulając się w ramie męża.
-Co.?!?!?! Jak to za trzy dni.?! P..Przecież ja nie moge tak zostawić szkoły, przyjaciół..Toma! Nie moge go zostawić, on mnie teraz bardzo potrzebuje...! -krzyczała na nich niechcąc przyjąć prawdy o tym, że musi wszystko zostawić.
-Babcia też nas teraz potrzebuje.!!! I to dużo bardziej od twojego przyjaciela geja.!!!-wykrzyknął jej tata prosto w twarz pokazując, że to koniec dyskusji.
Diewczyna wybiegła z domu, trzaskając drzwiami.
Ciąg dalszy pierwszego akapitu- ''Początek złego dnia...''.
...Siedziała na moście i płakała. Disiaj nie tylko straciła swojego najukochańszego dziadka, którego kochała najbardziej na świecie, bo tylko on potrafił jej wysłuchać i wesprzeć w trudnych chwilach, ale też dlatego, że była zmuszona porzucić swojego najlepszego kumpla, któremu obiecała pomóc i bez, którego nie wyobraża sobie swojego życia...Kochała Californie...swój kraj, w którym wszystko się zaczęło...Nie chciała go opuszczać.
Nagle usłyszała kroki na moście. Spojrzała w tamtą strone i ujrzała swojego brata, który podszedł do niej i usiadł obok tak samo jak ona wkładając nogi między drewniane szparki. Przez chwile siedzieli w ciszy po czym te ponurą cisze przerwał Brian.
-Wiesz, siostra, ja też na początku byłem wściekły i za żadne skarby nie zamierzałem się wyprowadzać z kraju, ale potem pomyślałem sobie o babci Matyldzie. Jak ona się teraz czuje.? Pewnie chciałaby żeby ktoś bliski przy niej był i pomógł jej przejść przez to straszne wydarzenie...I mimo bólu z powodu porzucenia przyjaciół i szkoły, wiem że sobie tam poradzimy. Jesteśmy silnym rodzeństwem i damy rade. Rebekah.?- Chłopak patrzył jak jego siostra zaczyna najpierw leciutko drżeć a potem wybucha płaczem wtulając się w brata, który ją przytulił i pozwolił się wypłakać.
-Wiesz co najbardziej boli.? To, że masz racje...Ale nie wiem czy dam rade żyć bez Toma...Za bardzo go kocham. Jest dla mnie jak drugi brat. Nie chce go zostawiać...-wyszeptała w jego ramię.
-Wiem, siostra. Wiem. -Powiedział jej do ucha. Siedzieli tak jeszcze przez pare minut, po czym podnieśli się i poszli razem do domu nawzajem się podtrzymując i dodając sobie otuchy...
Wiedziała, że jutro będzie musiała powiedzieć Tomowi o tym, że wyjeżdża z kraju i już tu nie wróci...
Chcecie wiedzieć co dalej.? Zapraszam do komentowania.;)
Szkoła...
Słuchając paramore Rebekah weszła na szkolny dziedziniec, gdzie od razu zauważyła swojego przyjaciela Toma opierającego się o szkolny murek. Podchodząc wyciągnęłą słuchawki z uszu i rzuciła się na niego z całej siły go przytulając. Tom zachwiał się lekko i wybuchnął śmiechem zaskoczony jej reakcją. Potem jeszcze chichocząc powiedział do niej.
-Spokojnie tygrysie! Układałem tę fryzure 40 minut..! - Rebekah przyzwyczaiła się już do jego bzika na punkcie fryzury od kiedy powiedział jej że jest gejem...Na początku mu nie wierzyła, i się z niego nabijała, ale potem jak zobaczyła jaki nerwowy jest przy chłopakach zrozumiała że mówił poważnie...Postanowiła mu pomóc i zaczęła poznawać go z innymi chłopakami ze szkoły żeby przełamał swoją nieśmiałość i zaczął normalnie rozmawiać.
-I jak tam.? Gotowy na jakieś szaleństwo z okazji ostatniego dnia szkoły.? - podniecona, wręcz buchała szaleństwem kiedy to mówiła.
-A co masz w planach.? - spytał patrząc na Rebekah podejrzliwie.
- Zamierzam dzisiaj nieźle zbłaźnić Kwiatka.! (Kwiatek to pan od biologii, z której 16-latka nigdy nie była dobra...) A ty co zamierzasz.? Tylko nie mów że nic bo ci przetrzepie tyłek.! - dodała słodko dziewczyna.
-Szczerze mówiąc to wymysliłem coś...Ale...Nie, nieważne...-Rebekah nie zamierzała mu tego puścić płazem, więc od razu na niego nacisnęła.
-Ale co ty gadasz.?! Mów co zamierzasz.! Jak coś to przecież ci pomoge...Przecież wiesz, że możesz mi zaufać...-mimo że Tom wiedział aż za dobrze jakby mu ona pomogła (zrobiłaby z niego dziecko) to i tak jej powiedział bo zdawał sobie z tego sprawe że mu nie odpuści.
-Ja..no...Chciałem porozmawiać z Davidem...-(David był kolesiem, w którym Tom bujał się od zawsze)-spojrzał na przyjaciółke i zobaczył łzy w jej oczach. Zakłopotany spytał.
-R dlaczego płaczesz.? Co się stało.? - Ona spojrzała mu w oczy i szeroko się uśmiechnęła.
- Jestem szczęśliwa, że nareszcie dotarło do ciebie że musisz z nim porozmawiać...Jeżeli ci się uda z nim pogadać..ale, wiesz..tak od serca to pójdziemy to oblać, a teraz zmykaj bo się spóźnisz na matme.-Powiedziała klepiąc go w plecy kiedy odchodził, i pomachała mu jeszcze na odchodnym tym samym dodając otuchy. Sama zaś poszła w swoją strone na pierwszą lekcje, którą był W-f.
Jak zwykle po w-f wyglądała jak pół dupy zza krzaka, więc poszła szybko do łazienki by doprowadzić się do porządku zanim wyjdzie na reszte lekcji...I pójdzie na biologie.;] -uśmiechnęła się chytrze do swojego odbicia i powiedziała do siebie.- No, to do roboty dziewczyno.!
Jako że w klasie była najgorsza z biologii to wiedząc, że jak zwykle będzie pytana nauczyła się materiału żeby Kwiatkowi oczy wyszły z orbit. Przy tablicy odpowiedziała na każde nawet najtrudniejsze pytanie i z triumfującym błyskiem w oku patrzyła na wszystkich uczniów w klasie i nauczyciela którzy dosłownie patrzyli się na nią ze szczęką opadniętą do pasa. Dostała pierwszą 5 z biologii w swoim życiu i potem patrzyła nie mogąc powstrzymać uśmiechu kiedy jej nauczyciel zaczął co chwila coś zrzucać, bo był w takim szoku, że nie mógł się na niczym skupić.
Reszta lekcji minęła po staremu, czyli totalne nudy...Jednak nie wiedziała, że kiedy wróci do domu, będzie to najgorszy dzień jej życia...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Pączątek złego dnia...
Nie mogła już tego wytrzymać, trzasnęła drzwiami i uciekła z domu...Rebekah gnała przed siebie. Chciała być jak najdalej od wszystkich. Dotarła do pobliskiego mostu za rogiem przy jeziorze. Szlochając oparła się o drewnianą balustrade i wściekła szeptała do księżyca który wisiał na niebie i patrzył na nią w te ponurą noc: Dlaczego mi to robisz.?!...Usiadła wkładając nogi między szparki i myślała jak to teraz będzie...
Tego samego dnia, rano.
Rebekah otworzyła oczy drastycznie obudzona przez budzik, który pokazywał godzine 5:45. Wstała i jeszcze dobrze nie obudzona poszła w strone łazienki, ciągle się chwiejąc.
- Nigdy więcej nie będe słuchać muzyki do 3:00 w nocy...Nigdy. - powtarzała jak mantre oblewając się gorącą wodą pod prysznicem. Opatuliła się ręcznikiem i czując chłód od zimnych płytek na bosych stopach podeszła do umywalki i popatrzyła na siebie w lustrze. Miała 16 lat a czuła się jak pijana 25-latka na kacu...Bez sinych worków pod oczami była bardzo ładną brunetką. Miała długie, piękne włosy siegające pasa, ciemne oczy i ładne rysy twarzy,a jednak nie mogła pojąć tego dlaczego podoba się samym frajerom...Po umyciu zębów i nałożeniu delikatnego makijażu poszła się ubrać. Zajrzała do szafy i jak zwykle zadała sobie to samo pytanie co zawsze.
- No i w co ja mam się ubrać.?- burknęła i zaczęła przebierać między wieszakami szukając czegoś co by się nadawało na ostatni dzień szkoły...Wkońcu zdecydowała się na obcisłe czarne rurki, biały podkoszulek na ramiączka i beżowy sweterek z grubej bawełny luźno a jednocześnie modnie wiszącym na jej zgrabnym ciele. Wzięła torbe i zeszła na dół do kuchni przegryźć coś przed szkołą. Zobaczyła swojego młodszego o rok brata przy lodówce chłepczącego mleko z kartonu, i wydarła się na niego żeby coś dla niej zostawił. On spojrzał na nią z chytrym uśmieszkiem (a trzeba przyznać, że był bardzo przystojny) i podał jej karton mówiąc.
-Masz śpiochu.-zadrwił patrząc jak w ekspresowym tempie zjada swoje płatki. Ona uśmiechnęła się do niego z pełną buzią i odkładając po drodze pustą miske do zlewu poszła założyć swoje buty na wysokim i grubym obcasie z wiosennej kolekcji. Wychodząc posłała swojemu bratu Brianowi całusa a on odpowiedział jej na to gestem klepiąc się w tyłek, jak to zawsze się ze sobą drażnili. Zamknęła drzwi i wyszła satwić czoło 8-iu godzinom szkoły...
Hej.;p Dopiero zaczynam więc prosze o doping.!.;] Jeśli wam się podoba i chcecie wiedzieć co się dalej stanie to komentujcie.;) Będe z góry wdzięczna za szczere opinie...<3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)