Jechali w ciszy rozkoszując się chwilą dopóki nie dojechali pod dom Jasona. Chłopak zwinnie zsiadł z motocykla i pomógł Rebekah. Weszli na ganek trzymając się za ręce.
-Poczekaj tutaj chwile, zaraz po ciebie wróce.-powiedział Jason zostawiając Rebekah przed drzwiami wejściowymi do swojego domu. Dziewczyna nie protestowała i została na miejscu. 16-latek chciał sprawdzić czy może ją bezpiecznie wprowadzić bez nieprzyjemności ze strony reszty ''wampierzej'' paczki. Zszedł do piwnicy gdzie Christian i Vincent zazwyczaj spali, ponieważ nie dochodziło tam światło słoneczne. Jason jako jedyny z całej trójki mógł wychodzić w czasie dnia. Zawdzięczał to swoim przodkom, po których odziedziczył ten Dar. Nie skończył jeszcze osiemnastu lat, po których objawiają się także inne talenty pełnokrwistych wampirów, ale póki co i tak umiał już dużo. Christian po swoich przodkach odziedziczył dwa Dary: potrafił czytać w myślach śmiertelników i za pomocą siły woli mógł przeistoczyć się w mgłę.
Jason nigdy nie myślał na poważnie jakie Dary chciałby posiadać, bo wiedział, że nie ma na to wpływu. Ale był też drugi powód...Od dziecka przeklinał to kim jest, a właściwie czym. Potworem żywiącym się ludzką krwią, czyimś życiem...Po tym jak zamordowano jego rodziców kiedy miał 6 lat przysiągł zemste, ale nie wiedział czy uda mu się dotrzymać tej przysięgi. Nie wiedział czy dałby rade tym istotom. Ponoć byli to zmiennokształtni. Musieli był niesamowicie potężni skoro udało im się zabić dwa wampiry obdarzone wyjątkowymi Darami naraz...
Rozmyślając o tym co powiedzieć kumplom Jason po cichu wszedł do piwnicy zamykając za sobą drzwi. W środku znajdowały się dwa wielkie hamaki powieszone na drewnianych słupkach potrzymujących sufit. Jeden hamak był czarny, a drugi w kolorze zgniłej zieleni. 16-latek udał się w stronę tego czarnego i szturchnął lekko w ramie śpiącego w nim Christiana.
-Ej stary, przyprowadziłem...-zaczął Jason.
-...żarcie?-przerwał mu chłopak siadając sztywno na posłaniu.
-Nie. Przyprowadziłem Rebekah, koleżankę z klasy. Jest na górze. Proszę was tylko byście siedzieli cicho, ok? To dla mnie ważne.-dokończył chłopak siląc się na rzeczowy ton. Christian spojrzał na niego podejrzliwie, a kiedy już uświadomił sobie, że chłopak mówi szczerze, iż przyprowadził koleżankę a nie przekąskę, którą nie chce się podzielić, skinął głową.
-Dzięki stary.-odetchnął z ulgą Jason.-A i pilnuj Vincenta, żeby nie zrobił nic głupiego!-dodał.
-Spoko.-odpowiedział niezbyt przekonująco mężczyzna i opadł z powrotem na hamak.
Jason wrócił na górę do Rebekah, wziął ją za rękę, uśmiechnął się i wprowadził do mieszkania. Dziewczyna z zaciekawieniem przyglądała się skromnemu wystrojowi wnętrza. Cieszyła się, że tu jest...z Jasonem. Chłopakiem, którego pragnęła. Kiedy przejrzała i dotknęła każdej rzeczy w tym mieszkaniu usiadła z Jasonem na kanapie i razem śmiali się i żartowali aż do momentu, w którym chłopak wyskoczył z nagłą propozycją:
-Chodź ze mną do lasu.
-Ciemno się robi....Może następnym razem, ok?-odpowiedziała Rebekah lekko zdenerwowana tym, że jest już naprawde późno, a ona nie zadzwoniła do rodziców i nie poinformowała ich, że wróci później...
-No chodź...Przecież będe z tobą, co się może stać?-nalegał chłopak, więc wkońcu się zgodziła i poszła za nim na świeże wieczorne powietrze.
Kiedy szli leśną dróżką, Jason nagle zasłonił jej oczy dłońmi. Dziewczyna roześmiała się i zapytala.
-Co robisz? Przewrócę się.
-Zaufaj mi.-szepnął jej do ucha w odpowiedzi. Westchęłą żartobliwie, ale posłuchała. Jason lekko popchnął ją do przodu więc ruszyła przed siebie. 16-latek starał się prowadzić Rebekah tak ,aby się nie potknęła i nie upadła. Po jakichś 20 minutach mowienia:,,Schyl się, w lewo, w prawo, podnieś nogę...'' wreszcie stanęli. Rebekah czuła chłodne powietrze przenikające jej cienką koszulę i muskające gładką skóre, powodując dreszcze. Słyszała ptasie śpiewy gdzieś w oddali i czuła zapach trawy.
-Otwórz oczy.-wyszeptał jej do ucha Jason i zabrał dłonie z jej twarzy.
Rebekah posłusznie otworzyła oczy i aż musiała z wrażenia zasłonić usta ręką, żeby nie krzyknąć. Stała na potężnej skarpie porośniętej trawą i mchem. Od przepaści dzieliły ją jakieś 2 metry, ale ona nie patrzyła w dół. Dech zaparł jej widok Londynu o zachodzie słońca z wysokości co najmniej 20 metrów. Neonowe światła sklepów tworzyły jedną wielką mozaike kolorów. Rebekah chciałaby tu siedzieć wiecznie. Zakochała się w tym widoku...
Jason stanął obok i przyglądał się jej z zachwytem. Nigdy wcześniej jej takiej nie widział. Promieniowała miłością i emocjami. Pragnął być zawsze przy niej i móc patrzeć na nią przez każdą chwile swojego wiecznego życia. Zazdrościł jej człowieczeństwa. Tego, że mogła żyć normalnymi problemami nastolatków, a nie ciągle walczyć z własną naturą. W tej chwili zapragnął ją przytulić. I tak też zrobił. Podszedł do niej i przytulił od tyłu starając się ogrzać jej chłodne dłonie.
-Tu jest pięknie.-powiedziała Rebekah wtulając się w ciepłe ciało Jasona i jedną ręką ocierając łzę, która ze wzruszenia popłynęła jej po policzku. Czuła się szczęśliwa i miała wrażenie, że Jason czuł to samo. Tylko, że on wiedział, że to szczęście może nie potrwać za długo. I właśnie wtedy coś wyskoczyło zza krzaków i ruszyło prosto na nich...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Przepraszam za tą przerwe w pisaniu, ale ostatnio mam naprawde mało czasu...Jeszcze raz zachęcam was do wzięcia udziału w ankiecie, którą znajdziecie po prawej stronie pod archiwum bloga, wtedy będe wiedziała o kim mam dalej pisać..;3 Dziekuję.<3
wtorek, 16 kwietnia 2013
niedziela, 7 kwietnia 2013
Spotkanie...
Rebekah schowała się w łazience na pierwszym piętrze i czekała aż wszyscy uczniowie i nauczyciele wejdą do klas. Trochę gryzło ją sumienie, że nie powiedziała nic Melanie. Pewnie będzie się o nią martwiła, ale ona naprawdę musiała się spotkać z Jasonem. Trochę ją ten liścik zaskoczył, ale było to miłe zaskoczenie. Przynajmniej będzie mogła się w końcu dowiedzieć o co mu chodziło...Miała taka nadzieję. Po dzwonku odczekała jeszcze 5 minut po czym po cichutku wyszła z łazienki i skierowała się w stronę głównych drzwi szkolnych. Zamarła przypominając sobie o woźnym, który zawsze pilnuje aby nikt nie wychodził ze szkoły bez dobrego argumentu. Nieco zrezygnowana zaczęła gorączkowo szukać innego pomysłu na wydostanie się z tej budy i wtedy jej spojrzenie przykuło okno po jej lewej stronie. Podniecona nowym rozwiązaniem podeszła do niego i starała się je otworzyć. Udało się. Uchyliła je lekko i wyczołgała się na drugą stronę. Upadła na miękką trawę po czym wstała, otrzepała się z ziemi i przymknęła okno na tyle, na ile się dało. Potruchtała na tyły szkoły gdzie czekał na nią Jason oparty o ścianę budynku. Wyglądał bosko...Miał na sobie ciemne jeansowe rurki z niższym krokiem, czarno-czerwoną koszulę w kratkę i czarne conversy. Jego włosy lekko powiewały na wietrze powodując u Rebekah różne niegrzeczne myśli typu: ''Jakby to było złapać go za te cudowne włosy, przyciągnąć do siebie i namiętnie pocałować?''. Od tych myśli zrobiła się cała czerwona i zaczęła się ukradkiem wachlować aby jej twarz wróciła do normalnych kolorów. Kiedy idąc w jego stronę podniosła głowę i na niego spojrzała, spostrzegła, że Jason się przygląda ze słabym uśmieszkiem, co tylko dodało mu więcej uroku. Odpowiedziała mu tym samym i pomachała do niego lekko.
-Dostałem twój list.- Jason po dłuższej chwili milczenia.
-Ja twój też.
16-latek uśmiechnął się do niej szerzej na co ona trochę się rozluźniła.
-Aż tak strasznie ci zależy, żeby się dowiedzieć dlaczego tak ''dziwnie'' się na ciebie patrze?
-Na pewno byłoby mi miło jakbyś zaspokoił moja ciekawość.-odpowiedziała mu dziewczyna.
-No to w takim razie chodź ze mną.-wziął ją za rękę i poprowadził w stronę motocykla zostawionego na chodniku.
-CO?! Na tym?! Nie wsiądę na to!-przerażona starała się wyrwać rękę z uścisku chłopaka. Jason nagle jednym ruchem ręki przyciągnął ją do siebie tak, że wpadła na niego i patrząc jej prosto w oczy zapytał.
-Ufasz mi?
Rebekah oparła się o niego bo bała się, że z nadmiaru różnych emocji zaraz padnie. Jego twarz była kilka centymetrów od jej twarzy. Na tyle blisko, że mogłaby go pocałować, zaraz jednak porzuciła te myśl. Nie chciała być jeszcze bardziej czerwona...
-Jak mam ci ufać, skoro nie potrafisz mi udzielić odpowiedzi nawet na jedno proste pytanie? Jesteś dla mnie zagadką. Nie potrafię cię rozgryźć. Chciałabym cię lepiej poznać, ale zachowujesz się tak jakbyś nie chciał, żeby ktokolwiek to zrobił. Jeśli masz jakiś problem to powiedz. Może będę mogła ci pomóc. I wtedy moglibyśmy...-nie udało jej się dokończyć bo Jason zamknął jej usta pocałunkiem. Była tak zszokowana, że na początku nie wiedziała co zrobić, ale po chwili ogarnęła się i odwzajemniła pocałunek. Miał takie miękkie usta...Smakowały miętą...Pocałunki z słodkich i niewinnych przerodziły się w mocne i namiętne. Jeszcze bardziej przylgnęli do siebie.
Jason wplótł palce w jej loki i rozkoszował się jej smakiem...Nie mógł się powstrzymać kiedy miał ją tak blisko siebie i nie żałował tego. Teraz już wiedział, że ona też coś do niego czuje.
Po jakichś 20 minutach odsunęli się od siebie niechętnie. Ciężko oddychali bo w czasie pocałunków nie chcieli przerywać i łapali tylko płytkie oddechy. Patrzyli sobie w oczy.
-Ufasz mi?-powtórzył pytanie Jason.
Rebekah w odpowiedzi skinęła głową i widząc jego szczere spojrzenie dała się poprowadzić i z pomocą Jasona wsiadła na motocykl. Założył jej kask bo on go nie potrzebował i wsiadł na pojazd. Poczuł jak drobne ręce wsuwają się na jego tors i ściskają lekko, ale z przekonaniem. Uśmiechnięty zapalił silnik i piskiem opon ruszył w stronę swojego domu zostawiając za sobą tylko chmurę kurzu...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Haha.;33 Zaszalałam dzisiaj.;pp Mam nadzieję, że się spodoba.;)) Obok macie ankietę;3 zachęcam was do wzięcia w niej udziału, bo wtedy będę wiedziała o czym mam dalej pisać.;33
-Dostałem twój list.- Jason po dłuższej chwili milczenia.
-Ja twój też.
16-latek uśmiechnął się do niej szerzej na co ona trochę się rozluźniła.
-Aż tak strasznie ci zależy, żeby się dowiedzieć dlaczego tak ''dziwnie'' się na ciebie patrze?
-Na pewno byłoby mi miło jakbyś zaspokoił moja ciekawość.-odpowiedziała mu dziewczyna.
-No to w takim razie chodź ze mną.-wziął ją za rękę i poprowadził w stronę motocykla zostawionego na chodniku.
-CO?! Na tym?! Nie wsiądę na to!-przerażona starała się wyrwać rękę z uścisku chłopaka. Jason nagle jednym ruchem ręki przyciągnął ją do siebie tak, że wpadła na niego i patrząc jej prosto w oczy zapytał.
-Ufasz mi?
Rebekah oparła się o niego bo bała się, że z nadmiaru różnych emocji zaraz padnie. Jego twarz była kilka centymetrów od jej twarzy. Na tyle blisko, że mogłaby go pocałować, zaraz jednak porzuciła te myśl. Nie chciała być jeszcze bardziej czerwona...
-Jak mam ci ufać, skoro nie potrafisz mi udzielić odpowiedzi nawet na jedno proste pytanie? Jesteś dla mnie zagadką. Nie potrafię cię rozgryźć. Chciałabym cię lepiej poznać, ale zachowujesz się tak jakbyś nie chciał, żeby ktokolwiek to zrobił. Jeśli masz jakiś problem to powiedz. Może będę mogła ci pomóc. I wtedy moglibyśmy...-nie udało jej się dokończyć bo Jason zamknął jej usta pocałunkiem. Była tak zszokowana, że na początku nie wiedziała co zrobić, ale po chwili ogarnęła się i odwzajemniła pocałunek. Miał takie miękkie usta...Smakowały miętą...Pocałunki z słodkich i niewinnych przerodziły się w mocne i namiętne. Jeszcze bardziej przylgnęli do siebie.
Jason wplótł palce w jej loki i rozkoszował się jej smakiem...Nie mógł się powstrzymać kiedy miał ją tak blisko siebie i nie żałował tego. Teraz już wiedział, że ona też coś do niego czuje.
Po jakichś 20 minutach odsunęli się od siebie niechętnie. Ciężko oddychali bo w czasie pocałunków nie chcieli przerywać i łapali tylko płytkie oddechy. Patrzyli sobie w oczy.
-Ufasz mi?-powtórzył pytanie Jason.
Rebekah w odpowiedzi skinęła głową i widząc jego szczere spojrzenie dała się poprowadzić i z pomocą Jasona wsiadła na motocykl. Założył jej kask bo on go nie potrzebował i wsiadł na pojazd. Poczuł jak drobne ręce wsuwają się na jego tors i ściskają lekko, ale z przekonaniem. Uśmiechnięty zapalił silnik i piskiem opon ruszył w stronę swojego domu zostawiając za sobą tylko chmurę kurzu...
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Haha.;33 Zaszalałam dzisiaj.;pp Mam nadzieję, że się spodoba.;)) Obok macie ankietę;3 zachęcam was do wzięcia w niej udziału, bo wtedy będę wiedziała o czym mam dalej pisać.;33
Obserwacja...
Jason leżał rozciągnięty na kanapie, z zamkniętymi oczami. Przez okno wpadło światło i oświetliło gładką skórę policzka chłopaka. Otworzył oczy i przekręcił głowę by spojrzeć na mały zegarek stojący na szklanej ławie. Była 6:30. Za godzinę zaczynały się lekcje. Nie mogąc już dłużej wytrzymać wstał, zabrał torbę z fotela i wyszedł z domu cicho zamykając drzwi. Nie chciał obudzić kolegów w ciągu dnia. Żwawym krokiem ruszył w stronę swojego motocykla. Wcisnął torbę z książkami do bagażnika, z którego wyciągnął kask i wsiadł na pojazd. Wcisnął gaz i sekundę później już go nie było. Jechał do niej...Pragnął zobaczyć ją jak najszybciej.
Widząc delikatny zarys domu, w którym mieszkała Rebekah zjechał do lasu i zostawił tam motor. Dalej pieszo kierował się ku drzewom, które rosły najbliżej posiadłości.
Znalazł okazałą brzozę i wskoczył na gałąź wiszącą 3 metry nad ziemią lekko odbijając się od ziemi. Usiadł sobie wygodnie i skierował wzrok w stronę okna z fioletowymi żaluzjami, w którym ujrzał ją...Stała przy łóżku w spodniach i czarnym koronkowym staniku wybierając koszulkę pasującą do reszty stroju. Wpatrywał się w jej sylwetkę i nie mógł oderwać wzroku. Miała takie cudowne ciało...Nagle w głowie zawirował mu obraz jak przyciska ją do ściany całując ją w szyję. Ona cicho jęczy z rozkoszy...I wtedy on wgryza jej się w tętnice i chłepce jej krew.
Otrząsnął się z tego szybko i aż zabolało go w piersi na samą myśl, że mógłby ją skrzywdzić. Siedział tak patrząc jak 16-latka pakuję książki do torby i jak czesze włosy. Zapragnął ich dotknąć, wsunąć palce w jej ciemne loki. Rozkoszować się ich miękkością i wiedzieć że ich właścicielka należy do niego. Ale przed nim jeszcze długa droga...Zdawał sobie sprawę z tego, że na nią nie zasługuje. Powinien sobie odpuścić, żeby mogła żyć normalnym życiem i niczego się nie bać. Żeby mogła spełniać swoje marzenia i cieszyć się życiem. Ale nie potrafił....On też chciałby żyć normalnie, a bez niej mu się to nie uda, więc będzie o nią walczył choćby to miało zaważyć na jego przyjaźni z resztą ''wampirzej'' paczki.
*Rebekah...
Dziewczyna zbiegła ze schodów gotowa do wyjścia po drodze pukając w drzwi do pokoju brata. W odpowiedzi usłyszała, że zaraz będzie gotowy. Weszła do kuchni, w której siedziała jej mama i babcia. Przywitała się z nimi uprzejmie i wzięła sobie naleśnika z dżemem z kuchennego blatu. Wyglądało na to, że reszta już była po śniadaniu. Po chwili Brian wpadł do kuchni i widząc jak jego siostra zajada się apetycznym naleśnikiem rzucił się na nią i zaczął krzyczeć, żeby wszystkiego nie zeżarła. Poprzepychali się chwile nawzajem się wyzywając:
-Ty żarłoku zaraz wszystko wszamiesz!! Zostaw coś dla mnie!
-Sam jesteś żarłokiem tłuściochu jeden! Nic tylko byś jadł! Jak chcesz mieć więcej dla siebie do wstawaj wcześniej, a nie leżysz dopóki ktoś po ciebie nie przyjdzie i cię z wyra nie wyciągnie!!
-Nie marudź ty...-nagle ich ''cudowną'' wymianę zdań przerwał dźwięk klaksonu. Spojrzeli na siebie i w tym samym momencie rzucili się do drzwi nadal przeżuwając resztki śniadania. Wyskoczyli z domu jak z jakiejś katapulty i wskoczyli do auta, którym przyjechała po nich ich ruda przyjaciółka Melanie. Patrzyła na nich dziwnie się uśmiechając, ale dla Briana każdy jej uśmiech był piękny. Melanie wcisnęła gaz i ruszyła w kierunku szkoły. Rebekah trochę się denerwowała. Nie wiedziała co ma zrobić jak spotka Jasona. Co jeśli uzna ją za jakąś stukniętą wariatkę i wyśmieje na oczach wszystkich? A może on wcale tego nie przeczytał tylko od razu podarł i wyrzucił do kosza bo pomyślał, że nie warto? -STOP!-zganiła się w myślach Rebekah. -Ogarnij się! Co się stanie, to się stanie...
Po 15 minutach wjechali na zatłoczony szkolny parking. Pomachała Brianowi środkowym palcem na co on szczerze się do niej uśmiechnął. Zbiło ją to trochę z tropu, ale nie pokazała tego po sobie i poszła razem z przyjaciółką w stronę szkoły. W szkole skierowała się do swojej szafki, żeby włożyć książki. Otwierała drzwiczki od szafki kiedy nagle jakiś świstek papieru zleciał jej na dłoń. Złapała go i rozejrzała się dookoła szukając kogoś kto mógł jej to podrzucić. W końcu się poddała i postanowiła rozłożyć karteczkę i zobaczyć co tam jest napisane. Powoli ją rozkładała i w końcu przeczytała:
,,Nie idź dzisiaj do szkoły. Spotkajmy się za szkołą o 8:00. Chcesz pogadać to pogadajmy.'' Jason.
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Naprawdę was przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale nie miałam jak...;c Mam nadzieję, że ciągle jesteście ze mną i dalej będziecie mnie wspierać swoimi komentarzami.;)
Widząc delikatny zarys domu, w którym mieszkała Rebekah zjechał do lasu i zostawił tam motor. Dalej pieszo kierował się ku drzewom, które rosły najbliżej posiadłości.
Znalazł okazałą brzozę i wskoczył na gałąź wiszącą 3 metry nad ziemią lekko odbijając się od ziemi. Usiadł sobie wygodnie i skierował wzrok w stronę okna z fioletowymi żaluzjami, w którym ujrzał ją...Stała przy łóżku w spodniach i czarnym koronkowym staniku wybierając koszulkę pasującą do reszty stroju. Wpatrywał się w jej sylwetkę i nie mógł oderwać wzroku. Miała takie cudowne ciało...Nagle w głowie zawirował mu obraz jak przyciska ją do ściany całując ją w szyję. Ona cicho jęczy z rozkoszy...I wtedy on wgryza jej się w tętnice i chłepce jej krew.
Otrząsnął się z tego szybko i aż zabolało go w piersi na samą myśl, że mógłby ją skrzywdzić. Siedział tak patrząc jak 16-latka pakuję książki do torby i jak czesze włosy. Zapragnął ich dotknąć, wsunąć palce w jej ciemne loki. Rozkoszować się ich miękkością i wiedzieć że ich właścicielka należy do niego. Ale przed nim jeszcze długa droga...Zdawał sobie sprawę z tego, że na nią nie zasługuje. Powinien sobie odpuścić, żeby mogła żyć normalnym życiem i niczego się nie bać. Żeby mogła spełniać swoje marzenia i cieszyć się życiem. Ale nie potrafił....On też chciałby żyć normalnie, a bez niej mu się to nie uda, więc będzie o nią walczył choćby to miało zaważyć na jego przyjaźni z resztą ''wampirzej'' paczki.
*Rebekah...
Dziewczyna zbiegła ze schodów gotowa do wyjścia po drodze pukając w drzwi do pokoju brata. W odpowiedzi usłyszała, że zaraz będzie gotowy. Weszła do kuchni, w której siedziała jej mama i babcia. Przywitała się z nimi uprzejmie i wzięła sobie naleśnika z dżemem z kuchennego blatu. Wyglądało na to, że reszta już była po śniadaniu. Po chwili Brian wpadł do kuchni i widząc jak jego siostra zajada się apetycznym naleśnikiem rzucił się na nią i zaczął krzyczeć, żeby wszystkiego nie zeżarła. Poprzepychali się chwile nawzajem się wyzywając:
-Ty żarłoku zaraz wszystko wszamiesz!! Zostaw coś dla mnie!
-Sam jesteś żarłokiem tłuściochu jeden! Nic tylko byś jadł! Jak chcesz mieć więcej dla siebie do wstawaj wcześniej, a nie leżysz dopóki ktoś po ciebie nie przyjdzie i cię z wyra nie wyciągnie!!
-Nie marudź ty...-nagle ich ''cudowną'' wymianę zdań przerwał dźwięk klaksonu. Spojrzeli na siebie i w tym samym momencie rzucili się do drzwi nadal przeżuwając resztki śniadania. Wyskoczyli z domu jak z jakiejś katapulty i wskoczyli do auta, którym przyjechała po nich ich ruda przyjaciółka Melanie. Patrzyła na nich dziwnie się uśmiechając, ale dla Briana każdy jej uśmiech był piękny. Melanie wcisnęła gaz i ruszyła w kierunku szkoły. Rebekah trochę się denerwowała. Nie wiedziała co ma zrobić jak spotka Jasona. Co jeśli uzna ją za jakąś stukniętą wariatkę i wyśmieje na oczach wszystkich? A może on wcale tego nie przeczytał tylko od razu podarł i wyrzucił do kosza bo pomyślał, że nie warto? -STOP!-zganiła się w myślach Rebekah. -Ogarnij się! Co się stanie, to się stanie...
Po 15 minutach wjechali na zatłoczony szkolny parking. Pomachała Brianowi środkowym palcem na co on szczerze się do niej uśmiechnął. Zbiło ją to trochę z tropu, ale nie pokazała tego po sobie i poszła razem z przyjaciółką w stronę szkoły. W szkole skierowała się do swojej szafki, żeby włożyć książki. Otwierała drzwiczki od szafki kiedy nagle jakiś świstek papieru zleciał jej na dłoń. Złapała go i rozejrzała się dookoła szukając kogoś kto mógł jej to podrzucić. W końcu się poddała i postanowiła rozłożyć karteczkę i zobaczyć co tam jest napisane. Powoli ją rozkładała i w końcu przeczytała:
,,Nie idź dzisiaj do szkoły. Spotkajmy się za szkołą o 8:00. Chcesz pogadać to pogadajmy.'' Jason.
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Naprawdę was przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale nie miałam jak...;c Mam nadzieję, że ciągle jesteście ze mną i dalej będziecie mnie wspierać swoimi komentarzami.;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)