Jason leżał rozciągnięty na kanapie, z zamkniętymi oczami. Przez okno wpadło światło i oświetliło gładką skórę policzka chłopaka. Otworzył oczy i przekręcił głowę by spojrzeć na mały zegarek stojący na szklanej ławie. Była 6:30. Za godzinę zaczynały się lekcje. Nie mogąc już dłużej wytrzymać wstał, zabrał torbę z fotela i wyszedł z domu cicho zamykając drzwi. Nie chciał obudzić kolegów w ciągu dnia. Żwawym krokiem ruszył w stronę swojego motocykla. Wcisnął torbę z książkami do bagażnika, z którego wyciągnął kask i wsiadł na pojazd. Wcisnął gaz i sekundę później już go nie było. Jechał do niej...Pragnął zobaczyć ją jak najszybciej.
Widząc delikatny zarys domu, w którym mieszkała Rebekah zjechał do lasu i zostawił tam motor. Dalej pieszo kierował się ku drzewom, które rosły najbliżej posiadłości.
Znalazł okazałą brzozę i wskoczył na gałąź wiszącą 3 metry nad ziemią lekko odbijając się od ziemi. Usiadł sobie wygodnie i skierował wzrok w stronę okna z fioletowymi żaluzjami, w którym ujrzał ją...Stała przy łóżku w spodniach i czarnym koronkowym staniku wybierając koszulkę pasującą do reszty stroju. Wpatrywał się w jej sylwetkę i nie mógł oderwać wzroku. Miała takie cudowne ciało...Nagle w głowie zawirował mu obraz jak przyciska ją do ściany całując ją w szyję. Ona cicho jęczy z rozkoszy...I wtedy on wgryza jej się w tętnice i chłepce jej krew.
Otrząsnął się z tego szybko i aż zabolało go w piersi na samą myśl, że mógłby ją skrzywdzić. Siedział tak patrząc jak 16-latka pakuję książki do torby i jak czesze włosy. Zapragnął ich dotknąć, wsunąć palce w jej ciemne loki. Rozkoszować się ich miękkością i wiedzieć że ich właścicielka należy do niego. Ale przed nim jeszcze długa droga...Zdawał sobie sprawę z tego, że na nią nie zasługuje. Powinien sobie odpuścić, żeby mogła żyć normalnym życiem i niczego się nie bać. Żeby mogła spełniać swoje marzenia i cieszyć się życiem. Ale nie potrafił....On też chciałby żyć normalnie, a bez niej mu się to nie uda, więc będzie o nią walczył choćby to miało zaważyć na jego przyjaźni z resztą ''wampirzej'' paczki.
*Rebekah...
Dziewczyna zbiegła ze schodów gotowa do wyjścia po drodze pukając w drzwi do pokoju brata. W odpowiedzi usłyszała, że zaraz będzie gotowy. Weszła do kuchni, w której siedziała jej mama i babcia. Przywitała się z nimi uprzejmie i wzięła sobie naleśnika z dżemem z kuchennego blatu. Wyglądało na to, że reszta już była po śniadaniu. Po chwili Brian wpadł do kuchni i widząc jak jego siostra zajada się apetycznym naleśnikiem rzucił się na nią i zaczął krzyczeć, żeby wszystkiego nie zeżarła. Poprzepychali się chwile nawzajem się wyzywając:
-Ty żarłoku zaraz wszystko wszamiesz!! Zostaw coś dla mnie!
-Sam jesteś żarłokiem tłuściochu jeden! Nic tylko byś jadł! Jak chcesz mieć więcej dla siebie do wstawaj wcześniej, a nie leżysz dopóki ktoś po ciebie nie przyjdzie i cię z wyra nie wyciągnie!!
-Nie marudź ty...-nagle ich ''cudowną'' wymianę zdań przerwał dźwięk klaksonu. Spojrzeli na siebie i w tym samym momencie rzucili się do drzwi nadal przeżuwając resztki śniadania. Wyskoczyli z domu jak z jakiejś katapulty i wskoczyli do auta, którym przyjechała po nich ich ruda przyjaciółka Melanie. Patrzyła na nich dziwnie się uśmiechając, ale dla Briana każdy jej uśmiech był piękny. Melanie wcisnęła gaz i ruszyła w kierunku szkoły. Rebekah trochę się denerwowała. Nie wiedziała co ma zrobić jak spotka Jasona. Co jeśli uzna ją za jakąś stukniętą wariatkę i wyśmieje na oczach wszystkich? A może on wcale tego nie przeczytał tylko od razu podarł i wyrzucił do kosza bo pomyślał, że nie warto? -STOP!-zganiła się w myślach Rebekah. -Ogarnij się! Co się stanie, to się stanie...
Po 15 minutach wjechali na zatłoczony szkolny parking. Pomachała Brianowi środkowym palcem na co on szczerze się do niej uśmiechnął. Zbiło ją to trochę z tropu, ale nie pokazała tego po sobie i poszła razem z przyjaciółką w stronę szkoły. W szkole skierowała się do swojej szafki, żeby włożyć książki. Otwierała drzwiczki od szafki kiedy nagle jakiś świstek papieru zleciał jej na dłoń. Złapała go i rozejrzała się dookoła szukając kogoś kto mógł jej to podrzucić. W końcu się poddała i postanowiła rozłożyć karteczkę i zobaczyć co tam jest napisane. Powoli ją rozkładała i w końcu przeczytała:
,,Nie idź dzisiaj do szkoły. Spotkajmy się za szkołą o 8:00. Chcesz pogadać to pogadajmy.'' Jason.
Ciąg dalszy nastąpi...;)
Naprawdę was przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale nie miałam jak...;c Mam nadzieję, że ciągle jesteście ze mną i dalej będziecie mnie wspierać swoimi komentarzami.;)
świetne.czekam na nn . :3
OdpowiedzUsuńsuper ;D czekam z niecierpliwośćią na nowy rozdział
OdpowiedzUsuńNie zostawiaj nas za długo w tej nie pweności:) czekam na kolejny rozdział:* cium:*
OdpowiedzUsuń