wtorek, 16 kwietnia 2013

,,Cisza przed burzą...''

Jechali w ciszy rozkoszując się chwilą dopóki nie dojechali pod dom Jasona. Chłopak zwinnie zsiadł z motocykla i pomógł Rebekah. Weszli na ganek trzymając się za ręce.
-Poczekaj tutaj chwile, zaraz po ciebie wróce.-powiedział Jason zostawiając Rebekah przed drzwiami wejściowymi do swojego domu. Dziewczyna nie protestowała i została na miejscu. 16-latek chciał sprawdzić czy może ją bezpiecznie wprowadzić bez nieprzyjemności ze strony reszty ''wampierzej'' paczki. Zszedł do piwnicy gdzie Christian i Vincent zazwyczaj spali,  ponieważ nie dochodziło tam światło słoneczne. Jason jako jedyny z całej trójki mógł wychodzić w czasie dnia. Zawdzięczał to swoim przodkom, po których odziedziczył ten Dar. Nie skończył jeszcze osiemnastu lat, po których objawiają się także inne talenty pełnokrwistych wampirów, ale póki co i tak umiał już dużo. Christian po swoich przodkach odziedziczył dwa Dary: potrafił czytać w myślach śmiertelników i za pomocą siły woli mógł przeistoczyć się w mgłę.
Jason nigdy nie myślał na poważnie jakie Dary chciałby posiadać, bo wiedział, że nie ma na to wpływu. Ale był też drugi powód...Od dziecka przeklinał to kim jest, a właściwie czym. Potworem żywiącym się ludzką krwią, czyimś życiem...Po tym jak zamordowano jego rodziców kiedy miał 6 lat przysiągł zemste, ale nie wiedział czy uda mu się dotrzymać tej przysięgi. Nie wiedział czy dałby rade tym istotom. Ponoć byli to zmiennokształtni. Musieli był niesamowicie potężni skoro udało im się zabić dwa wampiry obdarzone wyjątkowymi Darami naraz...
Rozmyślając o tym co powiedzieć kumplom Jason po cichu wszedł do piwnicy zamykając za sobą drzwi. W środku znajdowały się dwa wielkie hamaki powieszone na drewnianych słupkach potrzymujących sufit. Jeden hamak był czarny, a drugi w kolorze zgniłej zieleni. 16-latek udał się w stronę tego czarnego i szturchnął lekko w ramie śpiącego w nim Christiana.
-Ej stary, przyprowadziłem...-zaczął Jason.
-...żarcie?-przerwał mu chłopak siadając sztywno na posłaniu.
-Nie. Przyprowadziłem Rebekah, koleżankę z klasy. Jest na górze. Proszę was tylko byście siedzieli cicho, ok? To dla mnie ważne.-dokończył chłopak siląc się na rzeczowy ton. Christian spojrzał na niego podejrzliwie, a kiedy już uświadomił sobie, że chłopak mówi szczerze, iż przyprowadził koleżankę a nie przekąskę, którą nie chce się podzielić, skinął głową.
-Dzięki stary.-odetchnął z ulgą Jason.-A i pilnuj Vincenta, żeby nie zrobił nic głupiego!-dodał.
-Spoko.-odpowiedział niezbyt przekonująco mężczyzna i opadł z powrotem na hamak.
Jason wrócił na górę do Rebekah, wziął ją za rękę, uśmiechnął się i wprowadził do mieszkania. Dziewczyna z zaciekawieniem przyglądała się skromnemu wystrojowi wnętrza. Cieszyła się, że tu jest...z Jasonem. Chłopakiem, którego pragnęła. Kiedy przejrzała i dotknęła każdej rzeczy w tym mieszkaniu usiadła z Jasonem na kanapie i razem śmiali się i żartowali aż do momentu, w którym chłopak wyskoczył z nagłą propozycją:
-Chodź ze mną do lasu.
-Ciemno się robi....Może następnym razem, ok?-odpowiedziała Rebekah lekko zdenerwowana tym, że jest już naprawde późno, a ona nie zadzwoniła do rodziców i nie poinformowała ich, że wróci później...
-No chodź...Przecież będe z tobą, co się może stać?-nalegał chłopak, więc wkońcu się zgodziła i poszła za nim na świeże wieczorne powietrze.
Kiedy szli leśną dróżką, Jason nagle zasłonił jej oczy dłońmi. Dziewczyna roześmiała się i zapytala.
-Co robisz? Przewrócę się.
-Zaufaj mi.-szepnął jej do ucha w odpowiedzi. Westchęłą żartobliwie, ale posłuchała. Jason lekko popchnął ją do przodu więc ruszyła przed siebie. 16-latek starał się prowadzić Rebekah tak ,aby się nie potknęła i nie upadła. Po jakichś 20 minutach mowienia:,,Schyl się, w lewo, w prawo, podnieś nogę...'' wreszcie stanęli. Rebekah czuła chłodne powietrze przenikające jej cienką koszulę i muskające gładką skóre, powodując dreszcze. Słyszała ptasie śpiewy gdzieś w oddali i czuła zapach trawy.
-Otwórz oczy.-wyszeptał jej do ucha Jason i zabrał dłonie z jej twarzy.
Rebekah posłusznie otworzyła oczy i aż musiała z wrażenia zasłonić usta ręką, żeby nie krzyknąć. Stała na potężnej skarpie porośniętej trawą i mchem. Od przepaści dzieliły ją jakieś 2 metry, ale ona nie patrzyła w dół. Dech zaparł jej widok Londynu o zachodzie słońca z wysokości co najmniej 20 metrów. Neonowe światła sklepów tworzyły jedną wielką mozaike kolorów. Rebekah chciałaby tu siedzieć wiecznie. Zakochała się w tym widoku...
Jason stanął obok i przyglądał się jej z zachwytem. Nigdy wcześniej jej takiej nie widział. Promieniowała miłością i emocjami. Pragnął być zawsze przy niej i móc patrzeć na nią przez każdą chwile swojego wiecznego życia. Zazdrościł jej człowieczeństwa. Tego, że mogła żyć normalnymi problemami nastolatków, a nie ciągle walczyć z własną naturą. W tej chwili zapragnął ją przytulić. I tak też zrobił. Podszedł do niej i przytulił od tyłu starając się ogrzać jej chłodne dłonie.
-Tu jest pięknie.-powiedziała Rebekah wtulając się w ciepłe ciało Jasona i jedną ręką ocierając łzę, która ze wzruszenia popłynęła jej po policzku. Czuła się szczęśliwa i miała wrażenie, że Jason czuł to samo. Tylko, że on wiedział, że to szczęście może nie potrwać za długo. I właśnie wtedy coś wyskoczyło zza krzaków i ruszyło prosto na nich...

Ciąg dalszy nastąpi...;)

Przepraszam za tą przerwe w pisaniu, ale ostatnio mam naprawde mało czasu...Jeszcze raz zachęcam was do wzięcia udziału w ankiecie, którą znajdziecie po prawej stronie pod archiwum bloga, wtedy będe wiedziała o kim mam dalej pisać..;3 Dziekuję.<3


1 komentarz:

  1. Super.. tylko nie trzymaj nas za długo w niepewności bo zbudowałaś napięcie:) czekam niecierpliwością na cd:) LOVE

    OdpowiedzUsuń