czwartek, 21 marca 2013

Jason...

*Tego samego dnia u Jasona...

Jason po zakończeniu lekcji ruszył w stronę wyjścia ewakuacyjnego, które znajdowało się na tyłach szkoły. Schodząc po schodach minął pare ładnych dziewczyn, które rzucały mu uwodzicielskie spojrzenia i uśmieszki. Nie zwrócił na nie uwagi mimo, że wiedział iż wystarzczy tylko jedno jego spojrzenie i juz zrobiłyby wszystko o co by je poprosił. Nie znosił tego...Nigdy nie udało mu się znaleźć odpowiedniej dziewczyny. Aż do teraz...Ta Rabekah...Nie mógł przestać wracać myślami do jej cudownych oczu, do tego jak pachniała świeżymi brzoskwiniami...Chciałby z nią pogadać i nie bać się, że straci nad sobą kontrolę i odstraszy ją.

Uśmiechnął się pod nosem na myśl o tym jak dociekliwie wypytywała go dlaczego się na nią patrzy. Właściwie to sam nie wiedział dlaczego...Od kiedy na początku roku weszła do sali, poczuł coś, ale nie wiedział co to takiego...Wyglądała tak niewinnie, a jednocześnie tak pewnie.
Otworzył drzwi i wypadł na chłodne powietrze, rozglądając się czy nikt za nim nie idzie. Podszedł do szkolnego magazynu i rozsunął wielkie drzwi. Obejrzał się jeszcze raz i wszedł do środka.
-Tu jesteś mój mały przyjacielu...-wymruczał, podchodząc do czegoś co było przykryte ciemno-zieloną płachtą. Złapał za róg materiału i ściągnął go jednym pociągnięciem. Jego oczom ukazał się motocykl firmy Yamaha. Cały czarny z ciemno-czerwonymi refleksami. Wyprowadził pojazd na zewnątrz, zamknął drzwi i schował torbe do bagażnika. Wsiadł na potężną maszynę, odpalił silnik i ruszył z podjazdu z piskiem opon zostawiając za sobą normalne ludzkie życie...
Jechał na pełnym gazie rozkoszując się wiatrem uderzającym go w twarz. Kiedy po 20 minutach jazdy ujrzał prawie niezauważalną dróżke prowadzącą do głebi ciemnego lasu, zwolnił i skręcił. Sunął po miękkiej i ubitej glebie jak deska serfera po wodzie. Dojechał na wzgórze, gdzie znajdował się jego dom. Marmurowy pietrowy domek wyglądający jakby ukrywał jakąś takemnice...Co poniekąd bylo prawdą.
Podjechał do małego podjazdu i zsiadając z motocykla wyłączył silnik. Otworzył bagażnik zabierając torbe po czym ruszył w stronę drzwi wejściowych. Wszedł do zimnego pomieszczenia oświetlonego ponurym światełkiem pochodzącym od lampy, ktora stała przy dużej kanapie.
-Hej, wróciłem! Jest tu kto?!-zawołał. Z ciemnego pomieszczenia na samym końcu pokoju, które było wejściem do składzika wynurzyła się młoda postać o bardzo bladej twarzy. Był to Vincent, jeden z jego paczki. Przyglądał mu się badawczo bez słowa kiedy usłyszeli odgłos kroków i do salonu wszedł jeszcze jeden chłopak. Był starszy od nich o jakieś dwa lata i nazywał się Christian.
-Hej, masz coś do przegryźnienia?-zapytał z mrugając do niego jednym okiem.
-Sory chlopaki, ale dzisiaj nie będzie żarcia. Mam dzisiaj inne rzeczy do roboty. Poza tym zbliża się zmierzch więc będziecie mogli sami wyjść i coś sobie upolować.-odpowiedział Jason i opadl ciężko na kanape.
-W porządku.-odpowiedzieli jednocześnie Vincent i Christian.
Rozmawiali dopóki słońce nie zaszło, a potem chłopaki wyszli zostawiając 16-latka samego.
Chłopak westchnął i zaczął wyciagać książki z torby w poszukiwaniu sluchawek, kiedy coś nagle wypadło z niej na podłoge. Była to koperta z jego imieniem. Wziął ją do ręki, otworzył i zaczął czytać...

Jasonie, chciałam o tym z tobą normalnie porozmawiać ale nie potrafię...dlatego postanowiłam ci to napisać.
Nie mogę cie rozgryźć, jesteś dla mnie zagadką. Nie wiem co mam myśleć kiedy tak mi się przyglądasz...Dziwnie się wtedy czuję i naprawde chciałabym żebyś mi powiedział dlaczego tak robisz.
I jeszcze wczorajsza sytuacja w szkole...Nie rozumiem cię, ale może dałbyś mi szanse, żebym mogła spróbować? Możemy pogadać jeśli chcesz...tak na osobności i wytłumaczyc sobie wszystko. Jak coś to tu masz mój numer: 667896342. Napisz albo zadzwoń jak się zdecydujesz. 
                                                                                                                                 Rebekah.
 Jason patrzył na kartkę w osłupieniu. Ona mu to podrzuciła? Ale kiedy? Dlaczego tego nie zauważył? Spojrzał na zegar przy kominku i zrezygnowany pokręcil głową. Disiaj już było za późno na spotkanie. Zapisał sobie jej numer w komórce i dalej jeszcze w szoku wyszedł coś upolować...

Sorki że nie pisałam dlugo, ale ostatnio mam mało czasu...Dzisiaj macie trochę dłuższą notkę.;) Liczę na wasze komentarze i dziękuję, że mnie wspieracie.;>

7 komentarzy:

  1. świetne ;** czekam na nowy rozdział ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! ;3
    http://look-at-me-like-that.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny! Pisz dalej ;*
    http://something-new-j-b.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Aww, cudowny *.* Uwielbiam wampiry te wszystkie polowania itd. *.*
    @justinohornka

    OdpowiedzUsuń