Nie mogła już tego wytrzymać, trzasnęła drzwiami i uciekła z domu...Rebekah gnała przed siebie. Chciała być jak najdalej od wszystkich. Dotarła do pobliskiego mostu za rogiem przy jeziorze. Szlochając oparła się o drewnianą balustrade i wściekła szeptała do księżyca który wisiał na niebie i patrzył na nią w te ponurą noc: Dlaczego mi to robisz.?!...Usiadła wkładając nogi między szparki i myślała jak to teraz będzie...
Tego samego dnia, rano.
Rebekah otworzyła oczy drastycznie obudzona przez budzik, który pokazywał godzine 5:45. Wstała i jeszcze dobrze nie obudzona poszła w strone łazienki, ciągle się chwiejąc.
- Nigdy więcej nie będe słuchać muzyki do 3:00 w nocy...Nigdy. - powtarzała jak mantre oblewając się gorącą wodą pod prysznicem. Opatuliła się ręcznikiem i czując chłód od zimnych płytek na bosych stopach podeszła do umywalki i popatrzyła na siebie w lustrze. Miała 16 lat a czuła się jak pijana 25-latka na kacu...Bez sinych worków pod oczami była bardzo ładną brunetką. Miała długie, piękne włosy siegające pasa, ciemne oczy i ładne rysy twarzy,a jednak nie mogła pojąć tego dlaczego podoba się samym frajerom...Po umyciu zębów i nałożeniu delikatnego makijażu poszła się ubrać. Zajrzała do szafy i jak zwykle zadała sobie to samo pytanie co zawsze.
- No i w co ja mam się ubrać.?- burknęła i zaczęła przebierać między wieszakami szukając czegoś co by się nadawało na ostatni dzień szkoły...Wkońcu zdecydowała się na obcisłe czarne rurki, biały podkoszulek na ramiączka i beżowy sweterek z grubej bawełny luźno a jednocześnie modnie wiszącym na jej zgrabnym ciele. Wzięła torbe i zeszła na dół do kuchni przegryźć coś przed szkołą. Zobaczyła swojego młodszego o rok brata przy lodówce chłepczącego mleko z kartonu, i wydarła się na niego żeby coś dla niej zostawił. On spojrzał na nią z chytrym uśmieszkiem (a trzeba przyznać, że był bardzo przystojny) i podał jej karton mówiąc.
-Masz śpiochu.-zadrwił patrząc jak w ekspresowym tempie zjada swoje płatki. Ona uśmiechnęła się do niego z pełną buzią i odkładając po drodze pustą miske do zlewu poszła założyć swoje buty na wysokim i grubym obcasie z wiosennej kolekcji. Wychodząc posłała swojemu bratu Brianowi całusa a on odpowiedział jej na to gestem klepiąc się w tyłek, jak to zawsze się ze sobą drażnili. Zamknęła drzwi i wyszła satwić czoło 8-iu godzinom szkoły...
Hej.;p Dopiero zaczynam więc prosze o doping.!.;] Jeśli wam się podoba i chcecie wiedzieć co się dalej stanie to komentujcie.;) Będe z góry wdzięczna za szczere opinie...<3
Wieeeeeeceeeej ! siostraa! :D
OdpowiedzUsuńz przyjemnością poczytam więcej opowiadań:)
OdpowiedzUsuń